Po długim oczekiwaniu wreszcie doczekaliśmy się premiery Throne and Liberty, czyli najnowszej produkcji MMO od NCSoft, twórców takich kultowych gier MMORPG jak Lineage, Aion czy Blade & Soul. Czy faktycznie warto było tyle czekać i jest to największe MMO tego roku oraz godny następca Lineage 2?
Spis treści
Throne and Liberty czyli Lineage 1,5?
Zanim przejdę do samej gry, to warto poznać trochę jej historii, a ta jest dość burzliwa. Pierwsze prace koncepcyjne wykonano już bowiem w 2011 roku, wówczas jednak miała być to produkcja wchodząca w skład serii Lineage i być bezpośrednim następcą pierwszego części kultowej marki. Co więcej, gra doczekała się nie tylko tytułu – Lineage Eternal, ale również zamkniętych beta testów. Te odbyły się w 2016 roku i niestety nie przebiegły po myśli NCSoftu.
W marcu 2017 roku zdecydowano się na radykalne kroki. Znaczną część zespołu odpowiedzialnego za Lineage Eternal zmieniono i w zasadzie produkcję rozpoczęto niemal od początku. Po drodze zmieniając również silnik gry z autorskiego na Unreal Engine 4. W listopadzie 2017 zapowiedziano, że Lineage Eternal zostanie zastąpione przez Project TL, który 5 lat później przerodził się oficjalnie w Throne and Liberty.
Czy jednak Throne and Liberty to faktycznie tak naprawdę tylko (a może aż) Lineage 1,5? Nie do końca.
Pierwsze wrażenia
Nie mogę zacząć inaczej – pierwsze na co zwróciłem uwagę, to na to, jak dobrze wygląda Throne and Liberty. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że to najładniejsze MMORPG na rynku. Pod tym względem wyprzedzając weteranów, jak choćby World of Warcraft czy The Elder Scrolls Online o lata świetlne, ale i młodszych konkurentów zostawiając daleko w tyle. Decyzja o przejściu na Unreal Engine 4 była przysłowiowym strzałem w 10.
Rozbudowany kreator postaci pozwoli ci stworzyć wymarzoną postać (choć jedyna dostępna rasa to człowiek). Jeśli nie lubicie przeklikiwać się przez liczne ustawienia edycji postaci, to możecie zeskanować rzeczywiste zdjęcie, a gra pomoże wam stworzyć podobnego do niej bohatera. Kreator jest na tyle dobry, że w sieci znajdziecie mnóstwo materiałów, w których gracze chwalą się odtworzeniem najbardziej kultowych postaci w grach i nie zabrakło w nich miejsca dla naszego Wiedźmina Geralta, rudowłosej Triss czy Cloud’a z Final Fantasy 7.

Throne and Liberty wygląda świetnie i działa jeszcze lepiej. Ja gram głównie na PC, ale miałem okazję sprawdzić również wersję na Xbox Series X. Z wiadomych przyczyn wersja na PC wygląda i działa po prostu lepiej, ale i konsolowa pozytywnie mnie zaskoczyła. Pierwsze minuty, a nawet powiedziałbym godziny spędzone w grze to w pewnym sensie bardzo rozbudowany samouczek. Nie każdemu może się to spodobać, ale moim zdaniem to świetny zabieg, szczególnie że w grze jest tyle systemów, że łatwo się w nich pogubić. Ja po spędzeniu w Throne and Liberty ponad 50 godzin wciąż mam wrażenie, że nie wszystko jest dla mnie jasne w 100%.
Wygląd, klimat czy system walki, wszystko w pierwszym kontakcie z Throne and Liberty wydaje się być dobre albo bardzo dobre, a jak to wygląda po spędzeniu z grą dłuższego czasu?
Fabuła
Jeśli graliście kiedyś w gry MMORPG, to wiecie, że często fabuła nie jest ich najmocniejszą stroną. Ja ograłem praktycznie każdy tytuł z tego gatunku w ostatnich 20 – 25 latach i szczerze to na palcach jednej ręki mogę policzyć te, które zrobiły to naprawdę dobrze. Idealnym przykładem jest Star Wars: The Old Republic. Oczywiście wszystko się zmienia i taki World of Warcraft prezentuje się pod tym względem znacznie lepiej niż jeszcze kilka lat temu.
To, co mi się spodobało w Throne and Liberty, to nacisk na to, aby świat, jego historia i bohaterowie nie były graczom obojętne. Widać, że włożono w to mnóstwo pracy i choć ogólne założenia fabularne nie są zbyt odkrywcze – bohater o mocy, której nie potrafi kontrolować i wielki zły, z wielką zła armią, który zagraża innym, to naprawdę niezwykle łatwo wsiąknąć w ten fantastyczny świata.

Z pewnością spora w tym zasługa poszczególnych zadań, a w zasadzie rozdziałów z głównej linii fabularnej. Choć delikatnie łączą się one ze sobą, to najczęściej opowiadają nam samodzielne historie i niektóre z nich są naprawdę bardzo dobre. Duch klasycznej przygody fantasy towarzyszył mi zresztą przez większość czasu z Throne and Liberty.
Oprócz zadań głównych czekają na nas również liczne zadania poboczne, proste kontrakty do wypełnienia, czy wydarzenia w świecie gry, które występują o konkretnych godzinach i często gromadzą dziesiątki, jeśli nie setki graczy w jednym miejscu. Coś niesamowitego. Nie jest to może żaden gamechanger, ale w dobie gier MMO, które coraz częściej starają się być przyjazne dla graczy single player, a tym samym zatracając swoją tożsamość, to Throne and Liberty pozostaje wierne podstawowym założeniom gatunku MMORPG i oferuje ciągłe aktywności dla ogromnej ilości graczy.
Eksploracja, świat i rozwój postaci
Otwarty świat w Throne and Liberty z pewnością nie należy do największych w historii MMO. Za to jest on odpowiednio zróżnicowany i utrzymany mocno w klasycznej, średniowiecznej fantastyce. Mnie się to akurat bardzo podoba, bo zmęczony już jestem wymyślaniem na siłę światów, które muszą się czymś różnić od standardów D&D, a co komu przeszkadza dobry loch i smok na jego końcu?
To, co mnie również urzekło to fakt, ile aktywności i systemów jest powiązanych z eksploracją świata. Wspomniane już globalne wydarzenia to jedno, ale nawet wykonywanie codziennych zleceń i kontraktów nie tylko ma sens, ale jest wręcz wymagane, jeśli chcemy, aby nasza postać rozwijała się w odpowiednim tempie.

Będąc już przy tym, to muszę powiedzieć, że system rozwoju postaci jest znakomity, jednak niepozbawiony pewnych błędów czy ograniczeń. Ale od początku. W Throne and Liberty nie mamy typowego podziału na klasy. Zamiast tego do naszej dyspozycji oddanych zostało 7 rodzajów broni, każda ze swoimi unikalnymi zdolnościami aktywnymi i pasywnymi. Gracze mogą jednocześnie korzystać z dwóch typów oręża, które im najlepiej odpowiadają. Z jednej strony pozwala to na ogromną swobodę, bowiem śmiało możecie wybrać np. miecz dwuręczny i magiczny kostur. Z drugiej natomiast sprawia, że odpowiednia optymalizacja jest jeszcze trudniejsza, nie każdy zestaw jest bowiem równie potężny.
Co więcej, oprócz standardowego wbijania poziomów, które odblokowuje nam dostęp do nowych zdolności, musimy pamiętać również o ulepszaniu zdolności – zarówno aktywnych, jak i pasywnych, a także o rozwoju mistrzostwa danej broni. Sporo tego? Zgadzam się, a nawet nie wspomniałem o ulepszaniu broni, pancerzy i akcesoriów. Koniec końców wszystko sprowadza się do tego, że do ulepszania zdolności przypisanych do broni potrzebujemy zasobów, te otrzymujemy w sporej ilości w ramach głównej kampanii, ale o jej ukończeniu znacznie trudniej jest zdobyć. Widzisz, dokąd to zmierza? Jeśli dość szybko nie zdecydujesz się na wybór konkretnego zestawu, to w późniejszych etapach gry chcąc zmienić build będziesz nie tylko czuć się wyraźnie słabszy, ale będziesz musiał poświęcić na to sporo czasu.
Początkowa swoboda w rozwoju postaci może być zatem nieco myląca. Bowiem tak naprawdę konkretne bronie możemy traktować trochę jak klasy postaci w Final Fantasy XIV Online. Niby jedną postacią możemy swobodnie przełączać się pomiędzy klasami, ale każdą oddzielnie musimy wymaksować.

Oldschoolowy grind
Grind to słowo, które jest na stałe związane z gatunkiem MMORPG. W Throne and Liberty oczywiście go nie brakuje i powiedziałbym nawet, że jest go dość sporo. Nie jest on jednak jakiś wyjątkowo uciążliwy. Co istotne, praktycznie każdego dnia jesteś w stanie poczuć, że twoja postać się rozwija i jest coraz silniejsza. Gra, choć czasami w bardzo drobnym stopniu, nagradza za niemal każdą aktywność.
Grind nie jest straszny również z powodu systemu walki. Choć ten w Throne and Liberty wygląda niesamowicie efekciarsko i dynamicznie, to tak naprawdę jest to nieco zmodyfikowany, klasyczny tzw. „tab target”, który znamy choćby z World of Warcraft, czy wspomnianego już Lineage 2. Oczywiście NCSoft nieco udoskonalił i usprawnił ten wysłużony system, dodając choćby zdolności, które wymagają od nas refleksu. Koniec końców mi system walki w Throne and Liberty bardzo się podoba. Nie nudzi i bez względu no to, czy właśnie sobie spokojnie grindujecie, czy jesteście w drużynowym lochu, a może postawiliście na PvP, walka dostarcza sporą dawkę adrenaliny i satysfakcji. Angażuje i sprawia, że starcia prezentują się mistrzowsko nie tylko wizualnie.

Throne and Liberty – Free to Play czy Pay to Win?
Throne and Liberty zadebiutowało jednocześnie na PC, PlayStation 5 i Xbox Series X|S. NCSoft postawiło na model free to play, ale jak dobrze wiemy, nie wszystkie darmowe gry są faktycznie „darmowe”. Jak to wygląda w Throne and Liberty i czy musicie wydawać dodatkowe pieniądze, aby cieszyć się grą?
Ogólnie dostęp do całej zawartości gry macie za darmo. Nie ma elementu produkcji, który byłby ukryty za paywallem. Twórcy muszą jednak jakoś zarabiać prawda? W Throne and Liberty obrano na to dość ciekawą drogę. Po pierwsze mamy oczywiście battle pass, czyli przepustkę sezonową. Jej cena to po przeliczeniu z waluty premium około 40 złotych, czy to się opłaca? Ja uważam, że absolutnie tak, bo w ten sposób możemy otrzymać nie tylko mnóstwo dodatkowych surowców przydatnych podczas rozwoju postaci, ale również unikalne elementy do personalizacji, jak choćby skórki broni.
Mamy też oczywiście sklep, w którym znajdziemy głównie elementy kosmetyczne i usługi związane z wizualnymi aspektami naszej postaci. Niestety jest również sekcja, w której możemy kupić przedmioty przyśpieszające rozwój postaci, ale rozwiązano to całkiem sprytnie. Po pierwsze ich liczba jest ograniczona w skali miesiąca. Po drugie waluta, za którą możecie je kupić, jest do zdobycia w samej grze. Co więcej, twórcy regularnie sami ją rozdają. Więc ciężko tu mówić o pay to win.
Wszystko brzmi super do tej pory i Throne and Liberty wydaje się być wyjątkowo przemyślana pod względem płatności. Jest jednak jeszcze dom aukcyjny. Dostęp do niego otrzymujemy w późniejszym etapie gry i jest to miejsce, w którym kupować i sprzedawać możemy tylko za walutę premium. Czyli tą, którą musimy kupić za prawdziwe pieniądze. Tu pojawia się najwięcej kontrowersji jeśli chodzi o monetyzację w Throne and Liberty.

Jeśli bowiem masz wyjątkowo zasobny portfel, to z łatwością znajdziesz potężny sprzęt w domu aukcyjnym bez potrzeby jego grindowania, co znacząco przyśpiesza i upraszcza cały proces. Z drugiej strony nic nie stoi na przeszkodzie, abyś np. niepotrzebny ci przedmiot tam sprzedał i sam uzyskał nieco wirtualnej waluty premium.
Choć sam mam pewne wątpliwości co do domu aukcyjnego, to w pewnym momencie oświeciło mnie, iż podobny system jest choćby w znakomitym Warframe, gdzie handel między graczami, to tak naprawdę jeden z głównych aspektów tzw. end-game’u. W Warframe sprawdza się to wspaniale i nie widzę powodu, dlaczego miałoby być inaczej w Throne and Liberty. Oczywiście strefa PvP w grze NCSoftu odgrywa istotną rolę, a w Warframe, cóż, praktycznie nie istnieje i to może budzić największy niepokój graczy. Wszak ci z zasobnym portfelem albo smykałką do interesów w wirtualnym świecie gry będą mogli szybciej i efektywniej się rozwijać.
Jest jednak jeszcze zdecydowanie za wcześnie, aby określić, czy dom aukcyjny sprawi, iż Throne and Liberty będzie grą pay to win. Moim skromnym zdaniem nie. Mnie w czerpaniu radości z zabawy nie przeszkadza, a co więcej, udało mi się trochę waluty premium zarobić, a tą automatycznie przeznaczyłem na skórki.
Throne and liberty – czy warto zagrać już teraz?
Niesamowicie ciężko jest oceniać gry MMO po kilku tygodniach od ich premiery. Z założenia bowiem mają nas one bawić przez lata. Jeśli jednak właśnie szukacie podobnego tytułu i zadajecie sobie pytanie, czy warto zainwestować mój czas i (ewentualnie) pieniądze w Throne and Liberty już teraz, to odpowiem wam – zdecydowanie tak. Ja pomimo zbyt wielu lat na karku, poczułem się znów jak za młodych lat, gdy ze znajomymi zagrywaliśmy się w Lineage 2, a kilka lat później w Warhammer Online.
Throne and Liberty korzysta z wielu sprawdzonych rozwiązań, ale jednocześnie ma swoją tożsamość, która sprawia, że nawet zwyczajny grind jest tutaj ciekawszy i przyjemniejszy niż w innych podobnych produkcjach. Gdybym teraz, po spędzeniu około 50 godzin w grze miał jej wystawić ocenę, pewnie byłoby to 8/10. Oczywiście za kolejne 50 albo 100 godzin to może się zmienić, jednak, na chwilę obecną wiem, że spędziłem miło czas i mam ochotę na więcej.
OCENA: 8/10

