Sezon spędzania czasu na świeżym powietrzu w pełni. Słońce grzeje tak, że na tarasie, w ogrodzie czy na ławce w parku można wytrzymać najwyżej z mrożoną kawą lub chłodnym napojem w ręku. Ale spróbujcie w takich warunkach cokolwiek zrobić na smartfonie, klasycznym tablecie czy laptopie. Doskonale znacie ten scenariusz, bo przerabiał go każdy z nas.

Ustawiacie jasność ekranu na absolutne 100%, bateria w oczach traci kolejne procenty, obudowa urządzenia zaczyna niemal parzyć w dłonie, a wy… i tak nic nie widzicie. Zamiast dokończyć artykuł, przejrzeć dokument, odpowiedzieć na e-maila czy obejrzeć nowy film ulubionego twórcy na YouTube, widzicie w ekranie wyłącznie jakiegoś poirytowanego typa mrużącego oczy, a przy tym dziwnie znajomego – samych siebie. Standardowa błyszcząca szyba w słoneczny dzień zmienia drogi sprzęt w dość kosztowne lusterko do makijażu.

Gdy Huawei podesłał mi do testów najnowszy HUAWEI MatePad Air z udoskonaloną matrycą PaperMatte OLED, postanowiłem sprawdzić, czy hasła marketingowe o braku odblasków i znakomitej jakości obrazu przetrwają zderzenie z rzeczywistością. 

reklama

Pogromca „efektu lustra” – jak działa PaperMatte OLED w praktyce?

Zanim przejdziemy do moich wrażeń z użytkowania MatePad Air, zróbmy szybki przystanek przy technologii, bo bez zrozumienia tego, czym różni się matryca PaperMatte od zwykłego ekranu, trudniej docenić ten efekt.

Klasyczny ekran błyszczący działa jak gładka tafla szkła – światło padające z zewnątrz (czy to słońce, czy żarówka w studiu) odbija się od niego pod kątem prostym, trafiając prosto w nasze oczy. Żeby to przebić, producenci stosują podświetlenie o wysokiej jasności, ale to walka z wiatrakami. 

Z kolei tradycyjne, tanie ekrany matowe mają inną wadę: owszem, redukują odblaski, ale obraz staje się na nich ziarnisty, kolory wyblakłe, a głęboka czerń zamieniała się w brudną szarość. Dla kogoś, kto zajmuje się grafiką, wideo albo po prostu ceni wysoką jakość multimediów, to po prostu nie do przyjęcia.

Huawei twierdzi, że w modelu MatePad Air udało mu się połączył te dwa światy: matowy ekran i topową jakość wyświetlanych treści. W tym pomóc ma przede wszystkim organiczny panel OLED z nanostrukturalną powłoką PaperMatte i ja wiem, że brzmi to jak nazwa wszczepu z Cyberpunku, ale już wam szybko tłumaczę jak to działa, tak po ludzku. 

Gdy światło pada na powłokę PaperMatte, ta zamiast tworzyć oślepiającą plamę lub odbicie naszej twarzy, sprawia, że te rozpływa się po powierzchni wyświetlacza jako delikatna, niemal niezauważalna poświata. No oczywiście, to nie jest tak, że całkowicie da się wyeliminować odblaski, ale zobaczcie jak prezentuje się ekran HUAWEI MatePad Air z włączonym filmem waszego ulubionego twórcy YT (tak, to ja).

Żeby wszystko było jasne, to zdjęcie nie zostało poddane żadnemu retuszowi, a w momencie uchwycenia tego momentu, na tablet świeciły dwie lampy. 

No i żeby nie zostawić was z samymi wrażeniami, to zostawiam też z garścią konkretnych danych ze specyfikacji ekranu w HUAWEI MatePad Air:

  • Ekran 12 cali o proporcjach 3:2 i rozdzielczości 2,8K (2800 × 1840 pikseli).
  • Jasność szczytowa do 1200 nitów
  • Odświeżanie do 144 Hz
  • Kontrast 2 000 000:1
  • Pełne pokrycie palety barw DCI-P3

HUAWEI MatePad Air w akcji 

No dobra, ale jak MatePad Air spisuje się w akcji? Zabrałem go w plener kiedy słońce operowało absolutnie najmocniej. W takich warunkach praca na smartfonie wymagała tworzenia „daszków” z drugiej dłoni lub szukania jakiegokolwiek skrawka cienia pod drzewami.

Wyciągnąłem MatePada Air z plecaka, otworzyłem dołączone do zestawu etui (z klawiaturą) i zabrałem się za pisanie scenariusza do kolejnego materiału. I tu przeżyłem pierwsze niemałe zaskoczenie.

Zamiast walczyć z kątami widzenia i wykręcać szyję pod dziwnymi kątami, żeby przeczytać chociaż jedno zdanie, po prostu pracowałem. Treść na 12-calowym ekranie była doskonale widoczna, ostrość czcionek idealna, a matowa powierzchnia całkowicie wyeliminowała irytujące odbicia liści, chmur czy mocno oświetlonej koszulki. Proporcje 3:2 przy pracy z tekstem dają ogromny komfort, bo w pionie mieści się znacznie więcej wierszy niż na standardowym ekranie panoramicznym.

Prawie jak kino domowe

Napisanie tekstu na białym tle w arkuszu czy edytorze to jednak dopiero połowa sukcesu. Prawdziwym testem dojrzałości dla każdego ekranu pracującego przy mocnym naświetleniu są multimedia – a w szczególności wideo z ciemną paletą barw.

Każdy z was zapewne wie, jak wygląda próba obejrzenia klimatycznego filmu na błyszczącym ekranie, kiedy wokół jest jasno. Jeśli w danej scenie bohater wchodzi do ciemnej piwnicy lub idzie nocą przez las, ekran staje się po prostu czarnym lustrem. Widzicie swoje odbicie, a nie film. I choć zawsze marzyłem o aktorstwie, to nie w ten sposób chciałem zostać głównym bohaterem.

Żeby sprawdzić, czy zapowiedzi producenta o braku strat w jakości OLED-a nie są wyolbrzymione, włączyłem na tablecie Netflixa i odpaliłem kultowy serial.

Jak dobrze kojarzycie, akcja tej produkcji w znacznej mierze rozgrywa się na mrocznej „Drugiej Stronie”, w ciemnych laboratoriach i nocnych plenerach Hawkins. Do tego dorzuciłem kilka materiałów na YouTube – Efekt? Spójrzcie na zdjęcia, które załączyłem do materiału (choć i tak muszę uczciwie przyznać, że obiektyw aparatu nie oddaje w pełni tego, co widzi ludzkie oko na żywo).

Głęboka czerń została zachowana, bo dzięki temu, że podstawą jest matryca OLED, piksele w ciemnych partiach obrazu są po prostu całkowicie wyłączone. Czerń pozostaje smolista i głęboka, a nie przemyta szarością.

Nawet gdy bohaterowie poruszają się w niemal całkowitych ciemnościach, powłoka PaperMatte sprawia, że na ekranie nie pojawia się odbicie mojej twarzy ani otoczenia w tle. Widzę dokładnie to, co powinienem – akcję. No i te kolory – mięsiste, żywe i niezwykle naturalne. 

Oglądanie serialu w ogóle nie wymagało szukania zacienionego miejsca. Ekran w MatePad Air generuje obraz tak wyraźny i kontrastowy, że seans w mocno nasłonecznionym miejscu staje się wreszcie przyjemnością, a nie ciągłą walką.

Czy to rzeczywiście przełom?

Kiedy po raz pierwszy słyszy się o matowym ekranie OLED, w głowie zapala się czerwona lampka ostrzegawcza sprowokowana doświadczeniami z dawnych lat. Czy mat nie popsuje pięknego kontrastu? Czy kolory nie stracą swojego blasku?

Po czasie spędzonym z HUAWEI MatePad Air odpowiadam krótko: nie, technologia PaperMatte OLED nie niszczy jakości – ona ją uwalnia z ograniczeń.

Dzięki eliminacji „efektu lustra” i zachowaniu potężnego kontrastu oraz jasności na poziomie 1200 nitów, dostajemy urządzenie niezwykle uniwersalne. To sprzęt, na którym bez mrużenia oczu odpiszecie na maile w parku, skorygujecie scenariusz na tarasie, a wieczorem obejrzycie najbardziej mroczny epizod ulubionego serialu bez oglądania własnego odbicia. 

Jeśli szukacie sprzętu do pracy i rozrywki w terenie, ale oczywiście nie tylko to HUAWEI MatePad Air w Polsce jest dostępny w kilku wariantach (z 8 i 12 GB RAM) i w trzech kolorach: niebieskim, białym i różowym. Ceny zaczynają się od 3499 złotych, ale w premierowej promocji (do 5 października) będziecie mogli dowolny wariant kupić 500 złotych taniej. 

Materiał powstał we współpracy z Huawei. 

Share.

Łączenie pasji z pracą to marzenie wielu ludzi, a ja mam to szczęście, że udało mi się to osiągnąć. Obecnie jako redaktor naczelny w 3D-Info.pl. Jeśli zobaczycie moje nazwisko przy artykule, to możecie być pewni, że dotyczyć on będzie najczęściej tematyki gamingowej, chociaż nie zabraknie też informacji i ciekawostek ze świata filmów i seriali. Ogólnie nic co popkulturowe nie jest mi obce.   Najczęściej skupiam się na obszernych i stale aktualizowanych materiałach dotyczących konkretnych gier, filmów i seriali, jak choćby: Starfield, 3. sezon Wiedźmina czy Black Mirror 6, tak abyście w jednym miejscu mieli wszystkie najważniejsze informacje dotyczące danej produkcji. Wiele radości sprawia mi możliwość dzielenia się z wami moim wrażeniami, dlatego też regularnie przygotowuję recenzje, jak choćby tą poświęconą grze The Legend of Zelda: Tears of the Kingdom.   Moja ścieżka zawodowa nie jest przypadkowa. Ukończyłem studia na kierunkach dziennikarstwo i kulturoznawstwo, co idealnie wpasowuje się w moje pasje i zamiłowania. Karierę zawodową zacząłem jeszcze na studiach. Pierwszym serwisem technologicznym, który mnie przygarnął był portal PCArena.pl. W kolejnych latach zajmowałem się kilkoma mniejszymi i większymi projektami, w tym miałem okazję pisać dla magazynu Mobility czy serwisu PCWorld.pl.   Jak już wspominałem praca to moja pasja, więc pewnie nie zaskoczy was wiadomość, że najwięcej z wolnego czasu spędzam przy konsoli bądź PC, zagrywając się w RPG, souls-like'i, gry akcji i w zasadzie wszystko, co mi wpadnie w ręce. Nie pogardzę również dobrym filmem, serialem, książką czy planszówką (choć na te ostatnie mam zdecydowanie za mało czasu). Staram się również utrzymać odpowiednią formę dlatego najlepszą formą relaksu, jest dla mnie wizyta w siłowni.

Exit mobile version