Mili Moi, przyznajcie się bez bicia – ile razy złapaliście się na tym, że próbowaliście odpisać na ważnego, rozbudowanego e-maila na smartfonie, klnąc pod nosem na małą klawiaturę ekranową, trafiając ciągle w sąsiednie literki i modląc się, żeby autokorekta nie wywinęła wam jakiegoś numeru? A z drugiej strony: ile razy w pociągu, w kawiarni czy na lotnisku rezygnowaliście z pracy, bo wyciąganie z plecaka ciężkiego, 15-calowego laptopa i szukanie dla niego miejsca na mikroskopijnym stoliku mijało się z celem?

No i tu dochodzimy do punktu, wydawałoby się bez wyjścia. Smartfon bywa za mały do czegokolwiek poważniejszego niż szybka odpowiedź na komunikatorze, a laptop jest zbyt nieporęczny, gdy liczy się mobilność, elastyczność i natychmiastowa gotowość do działania. Czy jesteśmy skazani na ciągły kompromis? Niekoniecznie.

Na moim biurku i w moim plecaku od tygodni gości HUAWEI MatePad Air – urządzenie, które ma ambicję stać się owym cyfrowym „jednym pierścieniem”, spajającym oba te światy. I od razu zdradzę wam jedną rzecz: to nie ma być bezwzględny killer waszego komputera, nie zastąpi wam też smartfona. To ma być przemyślany, idealny pomost.

reklama

Praca w drodze, czyli koniec z męczarnią na 6 calach

Moja codzienna praca to czysta dynamika: pisanie scenariuszy do nowych filmów na YouTube i TikTok, nanoszenie poprawek w tekstach, przeglądanie specyfikacji sprzętowych i stały kontakt ze światem. Często robię to w trasie, bo do studia, w którym nagrywam dla was materiały mam jakieś 70 kilometrów.

Jak kiedyś nie miałem wyboru, to wiadomo robiłem to na smartfonie, ale ani to wygodne, ani skuteczne. Wszystko robiłem dłużej, złość pojawiała się za każdym razem, gdy autokorekta wiedziała lepiej co chcę napisać, no i jedyną alternatywą był laptop. Problem w tym, że ja dysponuję dość mocną jednostką, która swoje waży. Przewieźć ją z punktu A do punktu B, gdzie wiem, że będę miał warunki do pracy jest ok, ale już praca w drodze, ale w mniej komfortowych warunkach? Bez szans.

No i tu niespodziewanie pojawia się tablet. Jakiś czas temu miałem podobnie jak wiele innych osób “tablety umarły”. Było w tym ziarno prawdy, bo w pewnym momencie rynek zalały, tanie budżetowe modele, które do mało czego się tak naprawdę nadawały. Ale kilka lat temu, w moje ręce wpadł pierwszy tablet Huawei – i mili moi, to było coś. Prawdziwy gamechanger, bo naprawdę miałem poczucie, że to sprzęt, wręcz skrojony pod moje potrzeby. 

Więc niespecjalnie się zastanawiałem, gdy kilka tygodni temu pojawiła się okazja sprawdzić najnowszy, jeszcze gorący HUAWEI MatePad Air. I tu już przy samych założeniach projektowych widać, że ktoś myśli: 12-calowy ekran z proporcjami ekranu 3:2 tworzą znacznie więcej przestrzeni pionowej niż standardowe ekrany panoramiczne. Widzicie więcej wierszy tekstu, arkusza kalkulacyjnego czy dokumentu PDF bez ciągłego przewijania.

Do tego dochodzi waga. Sam tablet waży zaledwie około 500 gramów i ma zaledwie kilka milimetrów grubości. Wrzucacie go do torby czy plecaka i dosłownie zapominacie, że go tam macie. Gdy w pociągu lub kawiarni pojawia się nagła potrzeba zrobienia korekty w scenariuszu – otwieracie go w ułamek sekundy i po prostu pracujecie. Bez rozstawiania wielkiego „stanowiska operacyjnego”, bez szukania gniazdka na gwałt i bez opierania łokci o pasażera obok.

Klawiatura i rysik – klucz do pełnej funkcjonalności

I tu przechodzimy do kolejnego bardzo ważnego punktu, w którym Huawei konsekwentnie wygrywa z konkurencją: polityki dostarczania akcesoriów.

U wielu producentów kupno tabletu to dopiero początek wydatków. Chcesz klawiaturę? Dopłać kilkaset złotych. Chcesz etui? Kolejny wydatek. Huawei od lat podchodzi do sprawy uczciwie i praktycznie – świetnie wyprofilowaną klawiaturę pełniącą również rolę etui ochronnego dostajecie w prawie każdym zestawie. Skok klawiszy jest zaskakująco przyjemny, a pisanie długich artykułów nie różni się niczym od pracy na klasycznym ultrabooku.

A jeśli dołączymy do tego precyzyjny rysik HUAWEI M-Pencil, tablet staje się czymś więcej niż tylko „małym komputerem”. W aplikacji HUAWEI Notatki czy autorskim programie graficznym GoPaint możecie odręcznie nanosić poprawki na PDF-y, robić szkice konceptualne czy po prostu notować jak w fizycznym zeszycie. Dźwięk i odczucie przesuwania rysika po powłoce PaperMatte do złudzenia przypominają ołówek na prawdziwym papierze.

Ogólnie jeśli chodzi o aplikacje, to nie musicie się martwić. Mógłbym nawet pokusić się o wyzwanie w stylu “podaj mi swoją ulubioną aplikację, a ja ci udowodnię, że na HUAWEI MatePad Air ją uruchomisz”. Tak jest tu autorski system operacyjny HarmonyOS, ale będę z wami absolutnie szczery, z jakiego innego ekosystemu byście się nie przenosili, to tu odnajdziecie się bez problemu, jest tak intuicyjny. I tak jest dostęp do aplikacji Google, wystarczy dosłownie kilka kliknięć i odpalicie oraz zsynchronizujecie swoje ulubione aplikacje. 

Płynne przejście do trybu rozrywki

Praca pracą, ale człowiek nie żyje samym odpisywaniem na e-maile. Największą zaletą MatePada Air jest to, jak gładko potrafi zmienić swoją rolę, gdy po ciężkim dniu zamykacie firmowego maila.

Odpinacie klawiaturę i w rękach zostaje wam niezwykle lekki, elegancki ekran. Domyślny tryb e-książki w połączeniu z matową matrycą PaperMatte OLED i kompletem certyfikatów TÜV Rheinland sprawia, że wieczorne czytanie książek czy artykułów nie męczy oczu tak jak błyszczący wyświetlacz smartfona. Światło jest miękkie, pozbawione szkodliwego migotania, no i tego niebieskiego światła.

A gdy macie ochotę na relaks przy serialu lub prostej grze? Tutaj HUAWEI MatePad Air też dowozi. Częstotliwość odświeżania do 144 Hz zapewnia ultra płynny obraz, a głośniki… mili moi system audio w tym tablecie, to naprawdę coś. Pełne stereo, odpowiednia głośność (a to zawsze bolączka mobilnych urządzeń) i nawet bas ma delikatną głębię. Ogólnie gwarantuję wam, że będziecie zaskoczeni, jak coś tak małego, produkuje, tak dobry dźwięk, bez względu na to, czy najczęściej będziecie tak oglądać Netflixa czy robić cokolwiek innego. 

Nie tylko HUAWEI MatePad Air

Teraz może nieco przewrotnie, bo przecież HUAWEI MatePad Air miał być, niczym źródło obsesji Golluma, ale muszę też wam powiedzieć, że Huawei od lat konsekwentnie buduje całą rodzinę tabletów dostosowanych do potrzeb konkretnych użytkowników. 

Wiadomo najlepiej kupić flagowca i mieć spokój, ale czy aby na pewno? Ja wychodzę z założenia, że najlepszy sprzęt, to taki którego potencjał wykorzystasz na 100%, a nie taki, za który zapłacisz najwięcej. Dlatego podoba mi się podejście Huawei, które ma kilka linii swoich produktów, celujące w inne grupy odbiorców. 

Oprócz MatePad Air, który jest takim złotym środkiem – rozsądnie wycenionym, oferującym spore możliwości i wysoką jakość wykonania jest jeszcze choćby HUAWEI MatePad Pro Max – flagowe bezkompromisowe potwory pod względem wydajności, z ekranami Tandem OLED. To sprzęt stworzony dla najbardziej wymagających użytkowników, profesjonalistów w swoich dziedzinach. Na drugim biegunie są natomiast MatePad SE czy 11.5, bardziej przystępne cenowo modele, idealne do nauki, ale też jako uzupełnienie domowego ekosystemu. Zresztą najlepiej to sprawdzić samemy, najlepiej na oficjalnej stronie Huawei, bo właśnie teraz jest tam sporo fajnych promek z okazji “Back to School”. 

Najlepsze jest to, że bez względu na to, który wybierzecie, otrzymacie topowe urządzenie w swojej klasie. Wiem co mówię, bo spędziłem sporo czasu zarówno z flagowcami, jak i tymi tańszymi modelami i za każdym razem zastanawiałem się, jak oni dowieźli tak dobry produkt, w tak dobrej cenie. 

Czy warto postawić na tablet w 2026 roku?

HUAWEI MatePad Air udowadnia, że nie trzeba już wybierać między ograniczeniami smartfona a gabarytami laptopa. To urządzenie eliminuje frustrację związaną z pracą na zbyt małym ekranie w podróży, oferując pełną wygodę fizycznej klawiatury, a wieczorem bezproblemowo przeistacza się w domowe centrum relaksu.

Jeśli takiego sprzętu szukacie, to HUAWEI MatePad Air w Polsce jest dostępny w kilku wariantach (z 8 i 12 GB RAM) i w trzech kolorach: niebieskim, białym i różowym. Ceny zaczynają się od 3499 złotych, ale w premierowej promocji (do 5 października) będziecie mogli dowolny wariant kupić 500 złotych taniej, co jest naprawdę świetną ofertą. 

Materiał powstał we współpracy z Huawei. 

Share.

Łączenie pasji z pracą to marzenie wielu ludzi, a ja mam to szczęście, że udało mi się to osiągnąć. Obecnie jako redaktor naczelny w 3D-Info.pl. Jeśli zobaczycie moje nazwisko przy artykule, to możecie być pewni, że dotyczyć on będzie najczęściej tematyki gamingowej, chociaż nie zabraknie też informacji i ciekawostek ze świata filmów i seriali. Ogólnie nic co popkulturowe nie jest mi obce.   Najczęściej skupiam się na obszernych i stale aktualizowanych materiałach dotyczących konkretnych gier, filmów i seriali, jak choćby: Starfield, 3. sezon Wiedźmina czy Black Mirror 6, tak abyście w jednym miejscu mieli wszystkie najważniejsze informacje dotyczące danej produkcji. Wiele radości sprawia mi możliwość dzielenia się z wami moim wrażeniami, dlatego też regularnie przygotowuję recenzje, jak choćby tą poświęconą grze The Legend of Zelda: Tears of the Kingdom.   Moja ścieżka zawodowa nie jest przypadkowa. Ukończyłem studia na kierunkach dziennikarstwo i kulturoznawstwo, co idealnie wpasowuje się w moje pasje i zamiłowania. Karierę zawodową zacząłem jeszcze na studiach. Pierwszym serwisem technologicznym, który mnie przygarnął był portal PCArena.pl. W kolejnych latach zajmowałem się kilkoma mniejszymi i większymi projektami, w tym miałem okazję pisać dla magazynu Mobility czy serwisu PCWorld.pl.   Jak już wspominałem praca to moja pasja, więc pewnie nie zaskoczy was wiadomość, że najwięcej z wolnego czasu spędzam przy konsoli bądź PC, zagrywając się w RPG, souls-like'i, gry akcji i w zasadzie wszystko, co mi wpadnie w ręce. Nie pogardzę również dobrym filmem, serialem, książką czy planszówką (choć na te ostatnie mam zdecydowanie za mało czasu). Staram się również utrzymać odpowiednią formę dlatego najlepszą formą relaksu, jest dla mnie wizyta w siłowni.

Exit mobile version