Znacie te wszystkie filmiki typu “my daily routine” jak to każdy pokazuje wam jak wstaje o 4 nad ranem, idzie biegać, później obowiązkowo kąpiel twarzy w misce z lodem itd. itp. Wiem, dziwnie zaczynam, ale dzisiaj chce wam opowiedzieć o mojej rutynie, choć z pewnością nie będzie ona, aż tak imponująca, jak Instagramowych gwiazd. Nie mniej jestem niemal pewien, że szybko poczujecie się jak w domu. 

Nie wstaje o 4, co to, to nie, ale i tak od samego rana sprawdzam najnowsze informacje ze świata techu, piszę scenariusze do kolejnych odcinków na YouTube czy TikTok, nagrywam materiał, a potem spędzam mnóstwo godziny przy montażu wideo w DaVinci Resolve. 

I czasem schodzi się tak do 19-20 (z małymi przerwami oczywiście), tylko wiecie jak jest – gdy słońce zachodzi, wcale nie odkładam elektroniki do szuflady – muszę przecież przetestować najnowsze smartfony czy tablety, odpowiedzieć na wiadomości od was – widzów, czy po prostu zrelaksować się przy dobrej lekturze lub filmie. Efekt? Pod koniec dnia moje oczy nie tyle są zmęczone, ile wręcz błagają o litość. Pieczenie, uczucie suchości, a czasem nawet pulsujący ból karku od ciągłego pochylania się nad wyświetlaczami – brzmi znajomo?

reklama

Przez lata żyłem w przekonaniu, że to po prostu nieunikniony koszt mojej pracy. Przecież „cyfrowy detoks” i całkowite odcięcie się od technologii dla kogoś, kto zawodowo zajmuje się testowaniem sprzętu, to mrzonka. Czy jednak jedynym ratunkiem dla naszego wzroku jest wyjazd w Bieszczady i rzucenie wszystkiego w kąt? A może klucz nie leży w tym, ile czasu spędzamy przed ekranami, ale z jakich ekranów korzystamy i w jaki sposób to robimy?

Postanowiłem to sprawdzić, zabierając na wielotygodniowy test najnowszy tablet HUAWEI MatePad Air z matową matrycą PaperMatte OLED. Jak ten sprzęt wpłynął na moją codzienną rutynę, dlaczego wieczorna lektura na nim jest nieporównywalnie łaskawsza dla oczu niż scrollowanie smartfona i co na ten temat mówią twarde dane statystyczne? Mili Moi zapraszam was na wyjątkowo osobistą relację połączoną z porcją solidnej, edukacyjnej wiedzy.

Plaga XXI wieku – co naprawdę dzieje się z naszymi oczami?

Zanim przejdziemy do samych wrażeń z użytkowania sprzętu, zróbmy mały przystanek przy twardych danych. Często wydaje nam się, że syndrom zmęczonych oczu to problem wąskiej grupy testerów, programistów, czy graczy (a już najgorzej jak to się gdzieś krzyżuje), ale nic bardziej mylnego.

Z najnowszego badania zrealizowanego przez Huawei Polska wyłania się obraz, który daje do myślenia. Weźmy sobie kilka kluczowych danych, sam byłem zaskoczony, ale aż 52,1% Polaków negatywnie ocenia wpływ codziennego korzystania z ekranów na swój wzrok oraz ogólne samopoczucie. Niewiele mniej, bo 48% badanych deklaruje, że regularnie cierpi z powodu uczucia zmęczenia i niewyspania tuż po przebudzeniu. Dalej, 43% respondentów boryka się z trudnościami z zasypianiem lub częstym wybudzaniem się w nocy. Z kolei 42% osób odczuwa częstsze podenerwowanie, drażliwość i podatność na stres. Kurcze, nikt mnie o to nie pytał, ale pewnie bym te statystyki podbił.

Gdy przyjrzymy się dolegliwościom fizycznym odczuwanym w ciągu ostatniego roku, statystyki stają się jeszcze bardziej wymowne. Ponad jedna trzecia z nas (36%) cierpi na ból karku, szyi lub pleców wynikający z ciągłego pochylania się nad wyświetlaczami – przy czym aż 16% odczuwa ten ból codziennie! No dobra, ze mną, aż tak źle nie jest, ale jeśli chodzi o uczucie suchości oczu, określane często jako „piasek pod powiekami”, na które cierpi 32% badanych oraz pieczenie, szczypanie lub kłucie oczu, to tu już się przyznaję bez bicia, że “też tak mam” i bez kropli do oczu często nie przetrwałbym dnia.

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ wyrobiliśmy w sobie fatalne nawyki. Ponad połowa z nas (55%) codziennie używa smartfona po zmroku, a 34% spędza w ten sposób ostatnie 15–30 minut bezpośrednio przed zaśnięciem. Co gorsza, aż 12% badanych nigdy nie włącza dodatkowego światła w pomieszczeniu, stymulując wzrok agresywnym, punktowym światłem telefonu w całkowitej ciemności.

“Efekt lustra”

Jest jeszcze jeden cichy wróg naszego wzroku i komfortu pracy, o którym rzadko pamiętamy na co dzień – odblaski. Przyznajcie szczerze, ilu z was próbowało kiedyś odpisać na ważnego e-maila w słoneczny dzień w pociagu czy autobusie albo obejrzeć ulubiony serial przy zapalonej lampce nocnej, a zamiast Henry’ego Cavilla widzieliście tylko swoje odbicie, albo co gorsze oślepiającą plamę światła?

Az 61% badanych wskazało “efekt lustra” jako problem, z czego dla 24% jest to zjawisko bardzo uciążliwe i wysoce irytujące. Nic więc dziwnego, że zapytani o wyboru ekranu w nowym urządzeniu, Polacy masowo opowiadają się za matem, aż 57% wybierałoby tablet z matową matrycą antyrefleksyjną, a w przypadku laptopów ten odsetek rośnie do 61%.

Jedyny taki matowy ekran OLED – PaperMatte w praktyce

Tylko wiecie, jako to jest w życiu – coś za coś, może matowe ekrany niwelują odbicia, ale zazwyczaj sprawiają, że obraz staje się mdły, a czerń szarzeje. Dla mnie jako osoby, która  zajmuje się grafiką i wideo, ale przede wszytkim nie może żyć bez swoich seriali i gier, mat był raczej wyborem z konieczności – jak potrzebowałem sprzętu typowo mobilnego.

I tu wchodzi on, cały na biało (i to dosłownie) HUAWEI MatePad Air. Jako osoba, która testuje rocznie dziesiątki urządzeń, podchodzę do marketingowych zapewnień z powiedzmy “umiarkowanym zaufaniem”, ale co wam będę ściemniał z tabletami Huawei miałem już doczynienia i wiedziałem czego po najnowszym sprzęcie producenta oczekiwać.

Huawei postawił tu na udoskonaloną technologię PaperMatte OLED. Co to oznacza w praktyce? Wyobraźcie sobie doskonały panel OLED o przekątnej 12 cali, rozdzielczości 2,8K (2800 × 1840 pikseli), proporcjach 3:2, jasności dochodzącej do 1200 nitów oraz odświeżaniu na poziomie do 144 Hz. A teraz pokryjcie go specjalną, mikroskopijnie chropowatą strukturą, która rozprasza światło otoczenia.

Efekt? Refleksy świetlne nie są tu problemem. Siedząc w mocno oświetlonym pokoju, pociagu czy gdzieś pod chmurką, widzę na ekranie treści, a nie własną twarz czy odbijające się żarówki. 

No i te kolory – mili moi, to jest naprawdę coś – matowa powłoka w nowoczesnym wydaniu nie degraduje kolorów! Tutaj, dzięki połączeniu organicznej matrycy OLED z kontrastem 2 000 000:1 oraz pełnym pokryciem palety barw P3, kolory pozostają nasycone, a czerń idealnie głęboka. I wiem, że to brzmi jak hasła z reklamy, ale spójrzcie na zdjęcia, choć szczerze nie oddają tego co naprawdę potrafi ten ekran.

Ale powiem szczerze, nie to mniej najbardziej dotknęło przy pracy na tym tablecie, a fakt, że naprawdę mogę powiedzieć, że moje oczy przy nim odpoczywają

Tablet w pracy i po pracy

Żeby naprawdę ocenić jak HUAWEI MatePad Air sprawdzi się w dłuższej perspektywie przeniosłem na niego większość zadań, a przynajmniej te, które są bardzo czasochłonne. Pisanie artykułów i scenariuszy – to długie godziny tygodniowo przed ekranem. Odbieranie i pisanie maili, wiadomości czy ogólnie komunikacja, też przeniosła się na tablet. 

Szczególnie, że tak naprawdę mogę tu korzystać ze wszystki swoich ulubionych aplikacji – i tak, tych od Google’a też. Cały proces instalacji aplikacji od amerykańskiego giganta to kilka kliknięć i dosłownie parę minut. Podkreślam to, bo wiem, że wciąż jest wiele osób, które bezmyślnie powtarza nieaktualne informacje o tym, że na sprzęcie Huawei dostęp do aplikacji Google’a nie ma. 

Przejście na tablet był w zasadzie lepszym rozwiązaniem niż się spodziewałm, szczególnie, że domyślnie jest tu bardzo wygodna klawiatura (pełniąca też funkcję etui), a proporcje ekranu 3:2 to strzał w dziesiątkę – mieszczą znacznie więcej wierszy tekstu w pionie niż standardowe ekrany panoramiczne 16:9.

Praca, pracą, ale największą zmianę odczułem jednak wieczorem. Zamiast wpatrywać się przed snem w 6-calowy ekranik smartfona trzymany 20 cm od twarzy biorę sobie MatePada i w trybie e-książki lub z włączonym filtrem światła niebieskiego, i relaksuje się jak Pan Bóg przykazał. Efekt po tych kilku tygodniach? Zdecydownie mniej zmęczone, piekące oczy i brak tego wrażenia “piasku pod powiekami”.  

Ulga dla oczu to nie tylko moje subiektywne wrażenia po wielu godzinach pracy (no i zabawy). Konstrukcja matrycy w HUAWEI MatePad Air została przetestowana i doceniona przez niezależne instytuty badawcze i może pochwalić się m.in. certyfikatami: TÜV Rheinland Full Care Display 3.0 –  potwierdzający kompleksową ochronę wzroku, w tym niską emisję szkodliwego światła niebieskiego oraz sprzętową redukcję migotania obrazu i SGS Low Visual Fatigue A+ 3.0 Premium Performance – przyznawany urządzeniom, które w udokumentowany sposób redukują odczuwalne zmęczenie wzroku podczas długotrwałych sesji.

Czy matowy ekran to przyszłość?

Po kilku tygodniach spędzonych z tabletem HUAWEI MatePad Air nie mam wątpliwości – matowe ekrany PaperMatte w wykonaniu Huawei to nie tylko chwyt marketingowy, ale realna korzyść dla naszego zdrowia i po prostu świetnie przemyślane konstrukcje. 

Dla kogoś, kto spędza przed monitorami większość swojego życia, taka zmiana to odczuwalna ulga dla oczu. Łatwo mi też wyobrazić sobie scenariusz, w którym z jednego tabletu korzysta cała rodzina, w tym młodsi i zdecydownie pomoże im to wyprawcować lepsze nawyki niż smartfon. 

Huawei MatePad Air w Polsce jest dostępny w kilku wariantach (z 8 i 12 GB RAM) i w trzech kolorach: niebieskim, białym i różowym. Ceny zaczynają się od 3499 złotych, ale w premierowej promocji (do 5 października) będziecie mogli dowolny wariant kupić o 500 złotych taniej. 

Materiał powstał we współpracy z Huawei. 

Share.

Łączenie pasji z pracą to marzenie wielu ludzi, a ja mam to szczęście, że udało mi się to osiągnąć. Obecnie jako redaktor naczelny w 3D-Info.pl. Jeśli zobaczycie moje nazwisko przy artykule, to możecie być pewni, że dotyczyć on będzie najczęściej tematyki gamingowej, chociaż nie zabraknie też informacji i ciekawostek ze świata filmów i seriali. Ogólnie nic co popkulturowe nie jest mi obce.   Najczęściej skupiam się na obszernych i stale aktualizowanych materiałach dotyczących konkretnych gier, filmów i seriali, jak choćby: Starfield, 3. sezon Wiedźmina czy Black Mirror 6, tak abyście w jednym miejscu mieli wszystkie najważniejsze informacje dotyczące danej produkcji. Wiele radości sprawia mi możliwość dzielenia się z wami moim wrażeniami, dlatego też regularnie przygotowuję recenzje, jak choćby tą poświęconą grze The Legend of Zelda: Tears of the Kingdom.   Moja ścieżka zawodowa nie jest przypadkowa. Ukończyłem studia na kierunkach dziennikarstwo i kulturoznawstwo, co idealnie wpasowuje się w moje pasje i zamiłowania. Karierę zawodową zacząłem jeszcze na studiach. Pierwszym serwisem technologicznym, który mnie przygarnął był portal PCArena.pl. W kolejnych latach zajmowałem się kilkoma mniejszymi i większymi projektami, w tym miałem okazję pisać dla magazynu Mobility czy serwisu PCWorld.pl.   Jak już wspominałem praca to moja pasja, więc pewnie nie zaskoczy was wiadomość, że najwięcej z wolnego czasu spędzam przy konsoli bądź PC, zagrywając się w RPG, souls-like'i, gry akcji i w zasadzie wszystko, co mi wpadnie w ręce. Nie pogardzę również dobrym filmem, serialem, książką czy planszówką (choć na te ostatnie mam zdecydowanie za mało czasu). Staram się również utrzymać odpowiednią formę dlatego najlepszą formą relaksu, jest dla mnie wizyta w siłowni.

Exit mobile version