Gotowy komputer za kilkanaście tysięcy złotych musi udowodnić jedno: że nie jest tylko zbiorem drogich podzespołów zamkniętych w efektownej obudowie. Przez lata gotowy PC był dla wielu entuzjastów synonimem kompromisu. Przypadkowo dobrane komponenty, najtańsza możliwa płyta główna, zasilacz dobrany „na styk” i obudowa, która często wyglądała lepiej na zdjęciach niż w rzeczywistości. Komputery składaliśmy sami nie dlatego, że każdy lubił spędzać wieczory ze śrubokrętem w ręku, ale dlatego, że był to najlepszy sposób, by zachować kontrolę nad tym, co faktycznie trafia do środka.
Tyle że rynek zdążył się mocno zmienić. Ceny pamięci DDR5 wciąż pozostają wysokie, nośniki SSD nie są już tak tanie, jak jeszcze kilka lat temu, a dostępność wybranych komponentów potrafi zmieniać się z miesiąca na miesiąc. Do tego dochodzą coraz większe karty graficzne, bardziej rozbudowane chłodzenia i kwestie gwarancyjne. W efekcie gotowy komputer przestaje być wyłącznie drogą na skróty, a coraz częściej staje się po prostu wygodną alternatywą dla osób, które chcą mocnego sprzętu bez samodzielnego kompletowania całej platformy.
Warto jednak oddzielić od siebie dwa zupełnie różne światy. Z jednej strony mamy zestawy składane masowo z przypadkowo dobranych podzespołów, często znane z portali aukcyjnych. Z drugiej znajdują się konstrukcje przygotowywane przez producentów, którzy od lat tworzą własne komponenty i mogą zaprojektować komputer jako spójną całość. GIGABYTE jest w tej kwestii w wyjątkowo dobrej pozycji. Karty graficzne, płyty główne, dyski SSD, pamięci RAM, obudowy, zasilacze, chłodzenia. W portfolio producenta znajdziemy praktycznie wszystko, czego potrzeba do zbudowania nowoczesnego peceta.
I właśnie z tych możliwości korzysta seria AORUS PRIME. Na mój warsztat trafił model od GIGABYTE – AORUS PRIME 5 AP551 wyposażony w procesor AMD Ryzen 7 9800X3D oraz kartę GeForce RTX 5080. Na papierze wygląda to, jak konfiguracja z najwyższej półki, ale sama specyfikacja nie odpowiada na najważniejsze pytanie. Czy GIGABYTE rzeczywiście stworzył dobrze przemyślaną platformę, czy po prostu zamknął mocne podzespoły w ładnej obudowie i doliczył cenę za wygodę?
Obudowa, wykonanie i pierwsze wrażenia
Już po wyjęciu komputera z pudełka widać, że GIGABYTE nie próbował stworzyć kolejnego anonimowego „gotowca”, który różni się od konkurencji wyłącznie naklejką na froncie. AORUS PRIME 5 AP551 otrzymał autorską obudowę przygotowaną specjalnie dla komputerów z serii PRIME. Co ciekawe, producent nie oferuje jej jako samodzielnego produktu i przynajmniej obecnie nie możemy jej zakupić do prywatnego PC, a szkoda. To konstrukcja zaprojektowana wyłącznie na potrzeby gotowych zestawów GIGABYTE.

Stylistyka jest bardzo charakterystyczna dla współczesnych produktów AORUS. Producent postawił na połączenie dużego panelu ze szkła hartowanego z przewiewnym frontem wykonanym niemal w całości z metalowej siatki mesh. Dzięki temu komputer prezentuje się nowocześnie, ale jednocześnie już na pierwszy rzut oka widać, że priorytetem nie był wyłącznie wygląd. W czasach, gdy sporą część rynku opanowały efektowne konstrukcje typu „akwarium”, GIGABYTE pozostał przy bardziej klasycznym układzie nastawionym przede wszystkim na wydajny przepływ powietrza.
Za frontowym panelem pracują trzy wentylatory 120 mm wyposażone w podświetlenie RGB w formie charakterystycznych świetlnych pierścieni. Czwarta jednostka została umieszczona z tyłu obudowy i odpowiada za wyciąganie nagrzanego powietrza. Warto przy tym zauważyć, że konstrukcja frontu została przygotowana wyłącznie pod wentylatory 120 mm. Montaż większych jednostek 140 mm nie jest możliwy, jednak trudno uznać to za realną wadę. Producent od początku projektował tę obudowę jako integralny element gotowego zestawu, a trzy fabryczne wentylatory zapewniają odpowiednią ilość świeżego powietrza nawet dla bardzo wydajnych podzespołów.

Pierwsze pozytywne zaskoczenie pojawia się po zdjęciu bocznego panelu. Wnętrze sprawia bardzo uporządkowane wrażenie, a prowadzenie przewodów stoi na wysokim poziomie. Nie ma tutaj może widowiskowych rozwiązań znanych z konkursowych buildów prezentowanych na targach komputerowych, jednak trudno wskazać element, który wymagałby poprawy. Co ważniejsze, za tacką płyty głównej pozostawiono naprawdę sporą ilość wolnej przestrzeni, dzięki czemu późniejsza modernizacja czy wymiana podzespołów nie powinna sprawiać problemów.
Duża ilość miejsca na przewody nie jest przypadkiem. Obudowa została przygotowana z myślą o kompatybilności z platformą GIGABYTE Project Stealth, czyli płytami głównymi wykorzystującymi złącza umieszczone po drugiej stronie laminatu. W testowanym komputerze producent nie zdecydował się na zastosowanie takiego rozwiązania, jednak sama konstrukcja jest już na nie gotowa.
Warto również wspomnieć o zapleczu technicznym. Za tacką płyty głównej producent umieścił hub odpowiadający za obsługę wentylatorów oraz podświetlenia, co pozwala ograniczyć liczbę przewodów prowadzonych przez wnętrze komputera i dodatkowo poprawia estetykę całej konstrukcji.

Wewnątrz znalazło się również miejsce dla klasycznego dysku 3,5 cala, a boczny stelaż pozwala na montaż dodatkowych wentylatorów lub chłodnicy 240 mm. Sam procesor chłodzony jest przez zestaw AIO 240 mm wyposażony w dwa wentylatory RGB. Nie jest to może najbardziej rozbudowany układ chłodzenia dostępny na rynku, ale patrząc na zastosowaną jednostkę oraz ilość dostępnej przestrzeni wewnątrz obudowy, wydaje się rozsądnym kompromisem pomiędzy wydajnością, kulturą pracy i estetyką.

Na szczególną uwagę zasługuje sposób montażu karty graficznej. GIGABYTE zastosował bardzo masywną podporę przykręcaną bezpośrednio do konstrukcji obudowy. Rozwiązanie przypomina bardziej podejście spotykane w stacjach roboczych niż typowych komputerach dla graczy. Owszem, cierpi na tym nieco minimalistyczny wygląd wnętrza, jednak trudno nie docenić praktycznego aspektu takiej konstrukcji. Karty z rodziny GeForce RTX 5080 należą, do których jednostek, których waga potrafi osiągnąć nawet dwa kilogramy i dzięki temu rozwiązaniu nie ma mowy o wyginaniu laminatu czy nadmiernym obciążaniu gniazda PCIe podczas transportu.

Najmniej przekonująco wypada natomiast panel I/O umieszczony na froncie obudowy. Do dyspozycji użytkownika oddano pojedynczy port USB-A, jedno złącze USB-C oraz zestaw gniazd audio. To funkcjonalny zestaw, jednak przy komputerze tej klasy trudno nie odnieść wrażenia, że dodatkowy port USB-A byłby mile widziany. Na szczęście znacznie bogatszy zestaw złączy znajdziemy na tylnym panelu płyty głównej, więc w praktyce jest to bardziej kwestia wygody niż realne ograniczenie.

AORUS PRIME 5 AP551 – co skrywa wnętrze?
Po zdjęciu bocznego panelu widać, że GIGABYTE nie próbował budować AORUS PRIME 5 AP551 wyłącznie wokół efektownej karty graficznej. To gotowy komputer, więc równie ważne jest to, na jakiej platformie oparto całą konfigurację i jak duże pole manewru zostawiono użytkownikowi na przyszłość.
Pod oznaczeniem AORUS PRIME 5 kryje się w praktyce płyta GIGABYTE B850M C, czyli konstrukcja w formacie mATX oparta na chipsecie AMD B850. Sama obudowa obsługuje pełnowymiarowe płyty ATX, więc wybór mniejszego formatu nie wynika z ograniczeń samej skrzynki, tylko z decyzji projektowej producenta. W gotowym komputerze nie jest to automatycznie wada, ale trzeba mieć świadomość, że format mATX oznacza pewne kompromisy przy rozbudowie.

Na plus należy zaliczyć fakt, że nie mamy tutaj do czynienia z anonimową, mocno okrojoną płytą OEM. B850M C oferuje podstawkę AM5, obsługę procesorów Ryzen 7000, 8000 i 9000, cztery sloty DDR5, sekcję zasilania 6+2+2 fazy, pełnoprawne złącze PCIe 5.0 x16 dla karty graficznej oraz trzy gniazda M.2 dla dysków SSD. Do tego dochodzą karty sieciowe Realtek 2.5GbE, Wi-Fi 7 na układzie RTL8922AE, oraz Bluetooth 5.4, Q-Flash Plus, debug LED-y oraz obsługa GIGABYTE Control Center.
Ograniczenia pojawiają się jednak przy złączach rozszerzeń. Na papierze płyta ma cztery sloty PCIe, ale w praktyce ogromna karta graficzna zasłania większość z nich. Dodatkowo pozostałe gniazda pracują tylko jako PCIe 3.0 x1, więc nie są to sloty przeznaczone pod bardziej wymagające karty rozszerzeń. Nie jest to problem dla typowego użytkownika gotowego komputera gamingowego, ale osoby planujące w przyszłości montaż karty dźwiękowej, kontrolera przechwytywania obrazu czy dodatkowych kart rozszerzeń powinny mieć to z tyłu głowy.
Podobnie wygląda kwestia magazynu danych. Specyfikacja płyty przewiduje trzy złącza M.2: jedno PCIe 5.0 x4, jedno PCIe 4.0 x4 oraz jedno PCIe 4.0 x2 umieszczone z tyłu laminatu. Fabrycznie jeden nośnik jest już oczywiście zajęty przez dysk systemowy, więc realnie najwygodniej dostępne pozostaje jedno dodatkowe miejsce na SSD M.2. Trzeci slot, umieszczony na spodzie płyty, również może się przydać, ale jego wykorzystanie w gotowym komputerze będzie wymagało znacznie większej ingerencji. Na szczęście GIGABYTE pozostawił cztery złącza SATA, więc rozbudowa o klasyczne dyski 2,5 lub 3,5 cala nadal jest możliwa.

Tylny panel I/O wypada poprawnie, choć bez przesadnych fajerwerków. Znajdziemy tutaj HDMI, DisplayPort, przycisk Q-Flash Plus, port USB-C 5 Gb/s, dwa szybkie USB-A 10 Gb/s, dwa USB-A 5 Gb/s, cztery USB 2.0, złącze LAN, dwa gniazda antenowe oraz trzy wyjścia audio. Nie ma USB4 ani portów 20 Gb/s, ale w komputerze nastawionym przede wszystkim na granie i codzienne użytkowanie zestaw złączy powinien wystarczyć większości odbiorców. Zwłaszcza że najważniejsze dodatki, czyli 2.5GbE i Wi-Fi 7, są na pokładzie.

Sercem całej konfiguracji jest AMD Ryzen 7 9800X3D. To ośmiordzeniowy, szesnastowątkowy procesor z rodziny Zen 5, który dzięki technologii 3D V-Cache stał się jednym z najbardziej oczywistych wyborów do wydajnych komputerów gamingowych. I właśnie dlatego jego obecność w AORUS PRIME 5 AP551 ma dużo sensu. Zamiast sięgać po procesor z większą liczbą rdzeni, ale słabszym potencjałem w grach, GIGABYTE postawił na jednostkę, która bardzo dobrze pasuje do charakteru marki AORUS.

Wyniki testów potwierdzają, że nie jest to komputer wyłącznie do grania. PCMark 10, zakończony wynikiem 11690 punktów pokazuje, że cała platforma jest dobrze zbalansowana i sprawnie radzi sobie z codziennymi zadaniami, pracą biurową, wielozadaniowością oraz bardziej multimedialnymi scenariuszami. Z kolei testy HandBrake przy kodowaniu materiału 4K pokazują, że mimo gamingowego DNA komputer bez problemu poradzi sobie również z pracą przy wideo. Potwierdzają to także wyniki Cinebencha, gdzie Ryzen 7 9800X3D osiąga 22260 punktów w R23 i 1301 punktów w Cinebench 2024. To nie jest jednostka dla osób szukających zamiennika stacji roboczej z 16-rdzeniowym procesorem, ale jako procesor do grania, streamowania, montażu lżejszych materiałów i codziennej pracy wypada bardzo


Najwięcej dyskusji może wzbudzić zastosowana pamięć RAM. GIGABYTE nie sięgnął tutaj po moduły AORUS, ale po zestaw TeamGroup FF3D516G5600HC40BBK o pojemności 32 GB. Pamięci pracują z prędkością 5600 MT/s i timingami CL40. Na papierze nie jest to konfiguracja, która zrobi wrażenie na entuzjastach śledzących rynek DDR5, szczególnie że platforma B850M C obsługuje znacznie szybsze moduły. Trzeba jednak pamiętać, że obecna sytuacja na rynku pamięci nie sprzyja montowaniu drogich zestawów RAM w gotowych komputerach, bo szybko odbiłoby się to na cenie całej konfiguracji.


Warto też zauważyć, że zastosowane moduły bazują na kościach SK Hynix M-Die. Nie są to układy tak lubiane przez overclockerów, jak Hynix A-Die, które zwykle kojarzą się z bardzo wysokimi prędkościami i dużym potencjałem ręcznego strojenia. Tutaj priorytetem wyraźnie była stabilność, zgodność i rozsądny koszt. Na szczęście w przypadku Ryzena 7 9800X3D nie jest to tak dotkliwe, jak mogłoby się wydawać po samej specyfikacji. Dodatkowa pamięć 3D V-Cache sprawia, że procesory X3D są mniej wrażliwe na przepustowość RAM-u niż klasyczne jednostki bez powiększonej pamięci podręcznej. Szybsze moduły mogłyby coś poprawić w wybranych scenariuszach, ale nie zmieniłyby charakteru całego komputera.

Za magazyn danych odpowiada GIGABYTE AG4732TB, czyli nośnik NVMe o pojemności 2 TB oparty na kontrolerze Phison PS5018 i interfejsie PCIe 4.0 x4. W CrystalDiskMark uzyskałem około 7200 MB/s przy odczycie sekwencyjnym oraz 6800 MB/s przy zapisie, więc mówimy o bardzo solidnym SSD PCIe 4.0. W praktyce to jeden z tych elementów, który po prostu robi swoje. System działa szybko, gry ładują się sprawnie, a pojemność 2 TB daje sensowny zapas na współczesną bibliotekę gier.

Patrząc na platformę jako całość, AORUS PRIME 5 AP551 nie jest komputerem bez kompromisów, ale większość z nich wydaje się dobrze przemyślana. To rozsądna baza dla komputera, którego najważniejszy sprawdzian dopiero przed nami. Bo przecież musimy zobaczyć, jak wypada wydajność w grach.
AORUS PRIME 5 AP551 – karta graficzna i wydajność w grach
Najważniejszym elementem AORUS PRIME 5 AP551 z perspektywy gracza jest oczywiście karta graficzna. GIGABYTE zdecydował się tutaj na model GeForce RTX 5080 WINDFORCE OC SFF 16G, czyli konstrukcję z rodziny Small Form Factor. Nie jest to topowy wariant AORUS MASTER ani najbardziej rozbudowana karta z katalogu producenta, co na pierwszy rzut oka może trochę rozczarowywać. Z drugiej strony dobrze wpisuje się to w całą filozofię tego komputera. Producent nie próbował zbudować zestawu z najdroższych możliwych podzespołów, tylko tak dobrać komponenty, aby zachować wysoką wydajność i jednocześnie nie windować ceny całej konfiguracji wyłącznie dla efektu w tabelce.

Sama karta nadal bazuje oczywiście na układzie GeForce RTX 5080 i oferuje 16 GB pamięci GDDR7. Do tego dochodzi chłodzenie WINDFORCE, kompaktowa konstrukcja SFF oraz obsługa najnowszych technologii NVIDII, w tym DLSS 4.

W benchmarkach syntetycznych zestaw wypada dokładnie tak, jak można oczekiwać po połączeniu RTX-a 5080 z Ryzenem 7 9800X3D. Wynik 13 795 punktów w 3DMark Time Spy Extreme, 9161 punktów w Speed Way oraz 16 764 punkty w Port Royal pokazują, że komputer bardzo dobrze radzi sobie zarówno w klasycznych testach DirectX 12, jak i scenariuszach z ray tracingiem. Dodatkowo Evolve Benchmark pozwala spojrzeć na kartę z nieco innej strony, bo mocniej obciąża współczesne jednostki GPU w zadaniach związanych z ray tracingiem i path tracingiem. Tutaj AORUS PRIME 5 AP551 uzyskał 6673 punkty w teście RT oraz 8782 punkty w teście PT, co dobrze uzupełnia klasyczne wyniki z 3DMarka.

Najważniejsze są jednak gry, bo to właśnie one najlepiej pokazują, czy zastosowanie RTX-a 5080 w tej konfiguracji ma sens. W klasycznych tytułach bez ray tracingu komputer bez problemu radzi sobie z rozdzielczością 4K. Assassin’s Creed Valhalla działał ze średnią 113 FPS, Shadow of the Tomb Raider osiągnął 156 FPS, a Horizon Forbidden West utrzymywał około 89 FPS. To wyniki, które pozwalają realnie wykorzystać monitor 4K o wysokim odświeżaniu, a nie tylko mówić o „grywalności” w najniższym tego słowa znaczeniu.

Jeszcze ciekawiej robi się w nowszych grach z bardziej wymagającymi efektami graficznymi. Ghost of Tsushima zakończył test ze średnią 95,5 FPS, Returnal osiągnął 74 FPS, a Dune: Awakening bez DLSS utrzymywał 61,7 FPS. To dobry przykład na to, że RTX 5080 w tej konfiguracji nadal ma wystarczająco dużo mocy, aby radzić sobie z 4K także w nowszych i bardziej obciążających produkcjach. Nie zawsze oznacza to jednak pełen komfort na ustawieniach maksymalnych, zwłaszcza gdy do gry wchodzi ray tracing.


Właśnie w takich scenariuszach zaczyna być widać, jak duże znaczenie mają technologie skalowania obrazu. Assassin’s Creed Shadows z ray tracingiem w natywnym 4K osiągnął 38 FPS, ale po włączeniu DLSS z generatorem klatem wynik wzrósł do 96 FPS. Jeszcze większą różnicę widać w Star Wars Outlaws, gdzie natywne 4K z RT było dla karty po prostu zbyt ciężkie, ale po aktywacji DLSS średnia liczba klatek wzrosła do ponad 147 FPS. Podobny obraz daje Cyberpunk 2077 w trybie RT Ultra. Bez DLSS mówimy o okolicach 34 FPS, natomiast po jego włączeniu i wybraniu opcji MFG wynik rośnie do niemal 190 FPS. To pokazuje bardzo wyraźnie, że w najcięższych grach 4K ray tracing nadal wymaga wsparcia ze strony Super Samplingu, nawet przy tak mocnej karcie graficznej.
Na drugim końcu skali znajduje się Counter-Strike 2. Tutaj test przeprowadziłem w ustawieniach typowych dla graczy nastawionych na maksymalną liczbę klatek, czyli w 1080p i na niskich detalach. Wynik ponad 955 FPS pokazuje, że połączenie RTX-a 5080 z Ryzenem 7 9800X3D sprawdza się nie tylko w grach 4K, ale również w e-sporcie, gdzie liczy się jak najwyższy FPS i możliwie niskie opóźnienia.
AORUS FO27Q5P – monitor, który nadąży za takim zestawem
Wynik ponad 955 klatek na sekundę w Counter-Strike 2 robi wrażenie, ale tylko do momentu, gdy uświadomisz sobie, że większość monitorów i tak nie jest w stanie tej liczby pokazać. Standardowy ekran 144 czy 165 Hz po prostu nie nadąży za taką konfiguracją. I właśnie tutaj do gry wchodzi GIGABYTE z modelem AORUS FO27Q5P.

To 27-calowy panel QD-OLED o rozdzielczości QHD, odświeżaniu 500 Hz i czasie reakcji 0,03 ms GTG. Same liczby wyglądają imponująco, ale ważniejsza jest filozofia stojąca za tym monitorem. FO27Q5P nie próbuje wygrać jednym parametrem. Łączy ekstremalną płynność z jakością obrazu, której klasyczny panel LCD po prostu nie zaoferuje: głęboką czerń, bardzo wysoki kontrast i obsługą HDR Peak 1000. W praktyce oznacza to, że ten sam monitor, który bez problemu wykorzysta setki klatek w szybkich strzelankach, równie dobrze odnajdzie się w bardziej widowiskowych grach pokroju Cyberpunka 2077 czy Ghost of Tsushimy.

Przy konfiguracji takiej jak AORUS PRIME 5 AP551 taki ekran przestaje być dodatkiem „na wyrost”, a staje się bardzo logicznym uzupełnieniem całego zestawu. Szkoda byłoby dławić potencjał RTX-a 5080 i Ryzena 7 9800X3D monitorem, który nie jest w stanie pokazać tego, co ta platforma naprawdę potrafi.
Temperatury, hałas i pobór energii
Skoro GIGABYTE zdecydował się na chłodzenie procesora zestawem AIO 240 mm oraz kartę graficzną RTX 5080 w wersji WINDFORCE SFF, warto było sprawdzić, czy takie decyzje nie odbijają się negatywnie na kulturze pracy całego komputera. W końcu wydajność to jedno, ale w gotowym zestawie równie ważne jest to, czy użytkownik nie dostaje przy okazji wysokich temperatur, agresywnie pracujących wentylatorów i zasilacza działającego blisko swoich granic.
Tutaj AORUS PRIME 5 AP551 wypada bardzo dobrze. Podczas testów maksymalna zanotowana temperatura karty graficznej wyniosła 75,63°C, natomiast procesor Ryzen 7 9800X3D osiągnął 72,25°C. To bezpieczne wartości, które pokazują, że zarówno przewiewna obudowa z frontem mesh, jak i zastosowane chłodzenie cieczą dobrze radzą sobie z tak wydajną konfiguracją.

Jeszcze lepiej wypada hałas. Pomiar wykonany z odległości 50 cm wskazał 42,1 dB, co w praktyce oznacza, że komputer pozostaje naprawdę cichy nawet pod obciążeniem. Nie jest to zestaw całkowicie niesłyszalny, ale szum wentylatorów nie wybija się na pierwszy plan i nie przeszkadza ani podczas grania, ani podczas codziennej pracy.
Pobór energii mierzyłem bezpośrednio z gniazdka, a nie przez sumowanie odczytów programowych. W spoczynku komputer pobierał około 88 W. Pod obciążeniem samego CPU wartość wzrosła do 194,7 W, natomiast przy obciążeniu GPU do 372,5 W. Najwyższy odczyt zanotowany podczas testów wyniósł 492 W.

To dobra informacja w kontekście zastosowanego zasilacza o mocy 850 W. Nawet przy pełnym obciążeniu zestaw nie zbliża się do granic jego możliwości, więc pozostaje wyraźny zapas na chwilowe skoki poboru energii, starzenie się podzespołów czy przyszłe modernizacje. W praktyce GIGABYTE nie tylko dobrze dobrał chłodzenie, ale też nie próbował oszczędzać na zasilaniu całej platformy.
Podsumowanie
GIGABYTE AORUS PRIME 5 AP551 to komputer, który bardzo dobrze pokazuje, dlaczego gotowe zestawy ponownie zaczynają mieć sens. Nie jest to przypadkowy składak zamknięty w efektownej obudowie, ale kompletna platforma przygotowana przez producenta, który ma pod kontrolą większość kluczowych elementów: od płyty głównej, przez kartę graficzną, po obudowę, chłodzenie i oprogramowanie.
Największą zaletą tego zestawu jest to, że po prostu działa tak, jak powinien działać wydajny komputer dla gracza. Ryzen 7 9800X3D i GeForce RTX 5080 zapewniają bardzo wysoką wydajność w 4K, szybki dysk SSD 2 TB nie ogranicza codziennego użytkowania, a całość pozostaje przy tym zaskakująco cicha i dobrze schłodzona. To ważne, bo w gotowcach często nie chodzi tylko o same cyferki na wykresach, ale o to, czy producent potrafił poskładać mocne podzespoły w jedną sensowną, stabilną i przewidywalną całość.
Nie oznacza to oczywiście, że AORUS PRIME 5 AP551 jest komputerem bez kompromisów. Płyta główna w formacie mATX ogranicza możliwości rozbudowy, tylny panel I/O nie należy do najbardziej rozbudowanych, a frontowe złącza mogłyby być bogatsze. Tyle że trzeba zadać sobie pytanie, ilu użytkowników faktycznie potrzebuje pięciu nośników M.2, kilku kart rozszerzeń i sześciu portów USB na froncie obudowy. Dla większości osób szukających gotowego, mocnego komputera do grania i codziennej pracy, ważniejsze będzie to, że sprzęt oferuje świetną wydajność, rozsądne temperatury, niski hałas i zapas mocy w zasilaczu.
Ważnym argumentem pozostaje też cena. Testowana konfiguracja powinna kosztować około 12 999 zł, co przy zestawie z Ryzenem 7 9800X3D, GeForce RTX 5080, dyskiem SSD 2 TB, chłodzeniem AIO i systemem Windows wygląda rozsądnie jak na gotowy komputer tej klasy. Zwłaszcza dziś, gdy ceny pamięci, nośników SSD i kart graficznych nadal potrafią skutecznie utrudnić samodzielne składanie podobnej konfiguracji. Dostępność może być osobnym tematem, ale jeśli sprzęt faktycznie pojawia się w tej okolicy cenowej, trudno mówić o przesadnej dopłacie wyłącznie za wygodę.

Dlatego GIGABYTE AORUS PRIME 5 AP551 otrzymuje wyróżnienie 3d-info poleca. To bardzo dobra propozycja dla osób, które nie chcą bawić się w samodzielne składanie PC, a potrzebują wydajnej jednostki gotowej do pracy i grania od razu po wyjęciu z pudełka.
Gigabyte AORUS PRIME 5 AP551 to gotowy komputer dla osób, które chcą bardzo wysokiej wydajności w grach i codziennej pracy bez samodzielnego składania PC, a przy tym nie chcą przepłacać wyłącznie za efektowną obudowę.
Plusy
- Bardzo wysoka wydajność w grach, również w 4K
- Niskie temperatury CPU i GPU pod obciążeniem
- Zaskakująco cicha praca jak na tak mocną konfigurację
- Solidny montaż i bardzo dobra podpora pod kartę graficzną
- Zasilacz 850 W z dużym zapasem mocy
Minusy
- Płyta główna mATX ogranicza możliwości dalszej rozbudowy
- Pamięć DDR5-5600 CL40 nie robi wrażenia na tle szybszych zestawów
- Skromny panel I/O na froncie obudowy
-
Jakość wykonania
-
Komunikacja i złącza
-
Możliwości rozbudowy
-
Kultura pracy

