Kiedy na biurko trafia myszka z segmentu budżetowego, zazwyczaj zapala mi się lampka ostrzegawcza. Kompromisy, cięcia kosztów, a w efekcie – produkt, który co najwyżej „działa”. Ale wiecie co? Marvo Niro 60W Black to jeden z tych rzadkich przypadków, kiedy producent postanowił zagrać na nosie rynkowym gigantom i dostarczyć coś, co w tej cenie wydaje się wręcz niemożliwe. Czy to rewolucja? Może nie, ale na pewno solidny kandydat do miana „najlepszej myszki do stu złotych”. Sprawdźmy dlaczego.
Specyfikacja na papierze, czyli co siedzi w środku
Zacznijmy od serca, bo to ono często decyduje o tym, czy mysz nadaje się do czegoś więcej niż tylko przeglądania internetu. Marvo Niro 60W wyposażono w optyczny sensor Pixart 3311. I powiem wam szczerze – to bardzo rozsądny wybór w tej klasie cenowej. Zapewnia precyzję i responsywność, która spokojnie wystarczy nawet dla „niedzielnych graczy”. DPI? Od 800 (chociaż minimalna wartość to 50) do 12000. Oczywiście, te 12000 to raczej marketingowy fajerwerk, ale możliwość precyzyjnego dostosowania czułości jest na wagę złota.

Ale prawdziwa magia zaczyna się przy łączności. Marvo Niro 60W to mysz, która łączy w sobie trzy tryby, tzw. tri-mode. Tak, dobrze czytacie. Możecie podłączyć ją przewodowo (przez kabel USB-C), bezprzewodowo 2,4 Ghz (z dedykowanym adapterem) lub przez Bluetooth. Ta wszechstronność to absolutny hit, zwłaszcza gdy przeskakujecie między komputerem stacjonarnym, laptopem, a nawet tabletem czy telefonem.
No dobrze, ale jak to wygląda z wydajnością? W trybach przewodowym i 2,4 GHz mysz oferuje standardowy dla gamingowych gryzoni pooling rate na poziomie 1000 Hz. To gwarantuje płynność i brak opóźnień, co jest kluczowe w dynamicznych grach, szczególnie w FPS’ach i tym podobnych. Ale uwaga! W trybie Bluetooth polling rate spada do 125 Hz. I tu muszę być brutalnie szczery – do gier ten tryb się nie nadaje, opóźnienia myszy będą już odczuwalne, szczególnie podczas intensywnej, dynamicznej rozgrywki. Do czego zatem nada się połączenie bezprzewodowe przez bluetooth? Na przykład do pracy biurowej czy przeglądania internetu.

Co do przełączników, mamy tu Huano Blue Shell Blue Dot o deklarowanej żywotności 50 milionów kliknięć. To solidne, sprawdzone rozwiązanie, które powinno posłużyć lata. Oczywiście ze względu na to, że z myszką spędziłem miesiąc, nie jestem w stanie sprawdzić, czy rzeczywistość pokryje się z teorią. Muszę jednak dodać, że sprawują się bardzo dobrze, wymagana siła nacisku powiedziałbym, że jest w normie, jedynym wyjątkiem jest tu przycisk rolki, który wymaga znacznie więcej siły i troszeczkę komfort z pracy mi odbierał.
A bateria? Wbudowany akumulator 300mAh zapewnia bardzo długi czas pracy w trybie bezprzewodowym. Korzystając z niej średnio około 8-12 godzin dziennie ładowałem ją średnio raz na tydzień. Pamiętajcie jednak, że czas pracy urządzenia może się zmienić w zależności od ustawień, np. bluetooth czy 2,4 GHz lub od ustawień pooling rate.
Specyfikacja:
| Cecha | Szczegóły |
| Model sensora | Pixart 3311 (optyczny) |
| Zakres DPI | 50 – 12000 |
| Maks. prędkość śledzenia | 300 IPS |
| Maks. przyspieszenie | 35G |
| Tryby łączności | Przewodowy (USB-C), Bezprzewodowy 2,4 GHz, Bluetooth |
| Polling rate (przewodowy/2,4 GHz) | 1000 Hz |
| Polling rate (Bluetooth) | 125 Hz |
| Typ przełączników | Mechaniczne Huano Blue Shell Blue Dot |
| Żywotność przełączników | 50 milionów kliknięć |
| Pojemność baterii | 300 mAh |
| Waga | 55g |
| Liczba programowalnych przycisków | 5 |
| Oprogramowanie | Tak (do pobrania ze strony producenta) |
| Design ergonomiczny | Praworęczny |
| Podświetlenie | Brak RGB |
Ergonomia i jakość wykonania. Lekkość piórka, solidność skały?
Pierwsze, co rzuca się w oczy (a raczej w dłoń), to waga. Marvo Niro 60W waży zaledwie 55 gramów. To jest po prostu piórko! Dla sympatyków FPS’ów to błogosławieństwo, bo pozwala na szybkie, swobodne ruchy bez przemęczania nadgarstka. Myszka jest tak lekka, że praktycznie nie czuć jej w dłoni. Dla jednych, to będzie zaleta, dla innych wada. Ja, choć z reguły wybieram nieco cięższe urządzenia, to muszę przyznać, że do lekkości Niro 60W przyzwyczaiłem się szybko.
Mysz zaprojektowano z myślą o użytkownikach praworęcznych, a jej ergonomiczny kształt zapewnia wygodny chwyt i to bez względu na to, jaki jest wasz ulubiony – claw, palm czy fingertip. Nawet po kilku godzinach pracy czy grania dłoń się nie męczy.

Jaką małą wadę traktuje przełącznik DPI umieszczony pod spodem urządzenia, co sprawia, że dynamiczne przełączanie się pomiędzy poszczególnymi ustawieniami jest tutaj mocno ograniczone.
A jakość wykonania? Tu Marvo naprawdę zaskakuje. Mimo budżetowej ceny, mysz jest dobrze wykonana. Krawędzie są gładkie, nic nie trzeszczy, a plastik jest dobrej jakości, Nie ma tu mowy o tanim, uginającym się tworzywie, który znamy z innych budżetowych konstrukcji.
Jedyny drobny zgrzyt to ślizgacze. Są, działają, ale to w zasadzie tyle, co można i nich dobrego powiedzieć. Po zdjęciu foli ochronnej pierwsze wyraźnie rysy pojawiły się na nich błyskawicznie, trudno mi więc przewidzieć ich wytrzymałość. Po miesiącu użytkowania nie zauważyłem różnicy w “prowadzeniu” myszy, ale z tyłu głowy jest pewien niepokój.

Ślizgacze nie są też idealne dla każdej powierzchni, na matach i podkładach radzą sobie bardzo dobrze, ale jeśli będziecie chcieli korzystać z niej jak ze sprzętu mobilnego, to już nawet na gołym blacie zauważycie wyraźną różnicę, niestety na niekorzyść urządzenia.
No i na koniec – brak RGB. Tak, dobrze czytacie. Zero podświetlenia. Dla niektórych to zaleta (tak są tacy dziwacy), ale dla mnie to wada. Lubię mieć wszystko podświetlone, ale żeby nie tylko narzekać, to muszę przyznać, że mysz wygląda dzięki temu nieco bardziej niepozornie, co automatycznie sprawia, że nada się do pracy nie tylko w środowisku gamingowym. No i oczywiście, brak RGB to dłuższy czas pracy na baterii.
Jest i oprogramowanie… i to całkiem niezłe
Wiele budżetowych myszek oferuje jedynie podstawowe funkcje plug-and-play. Marvo Niro 60W idzie o krok dalej, za co należą się producentowi ogromne brawa. Mamy tu dedykowane oprogramowanie, które można pobrać ze strony producenta. Choć sama aplikacja jest niezwykle prosta, to oferuje wiele przydatnych funkcji, takich jak:
- Możliwość własnoręcznego ustawienia poziomów DPI
- Tworzenie i przypisywanie makr
- Programowanie przycisków
- Tworzenie profili ustawień
- Zmiana ustawień pooling rate
- Sprawdzenie poziomu baterii i zarządzanie trybami uśpienia
Jedyny minus oprogramowania? Brak polskiej wersji językowej.

Wrażenia z użytkowania i werdykt – czy Marvo Niro 60W to hit?
Po miesiącu intensywnych testów, zarówno w grach (Destiny 2, Guild Wars 2, Baldur’s Gate 3, Marvel Rivals), jak i podczas codziennej pracy, mogę śmiało powiedzieć, że pomimo początkowych obaw, myszka Marvo Niro 60W Black naprawdę mnie kupiła. W swoim segmencie cenowym to absolutny tytan wart każdej złotówki. A będąc już przy tych złotówkach – stosunek jakości do ceny w tym przypadku to po prostu rewelacja. Myszkę dostaniecie bez problemu za około 90 złotych, a biorąc pod uwagę, że oferuje funkcje i jakość, których szukałbym w znacznie droższych modelach, to naprawdę mówimy tu o bardzo dobrej propozycji.
Zatem podsumowując, jeśli szukacie myszki, która oferuje znacznie więcej, niż sugeruje jej cena, to nie szukajcie dalej. Marvo Niro 60W Black to świetny wybór dla graczy casualowych i średnio-zaawansowanych. Szczególnie jeśli szukacie precyzyjnej, lekkiej myszki do gier, która nie zrujnuje waszego portfela. Dzięki rozbudowanej łączności i powiedziałbym nieco stonowanej stylistyce Marvo Niro 60W Black nada się też do pracy, czy nawet biura. Ja polecam ją z czystym sumieniem.
Jeśli szukacie myszki, która oferuje znacznie więcej, niż sugeruje jej cena, to nie szukajcie dalej.
Plusy
- Stosunek jakości do ceny
- Lekka konstrukcja
- Łączność na trzy sposoby
- Precyzyjny sensor Pixart 3311
- Długi czas pracy na baterii
Minusy
- Bluetooth słabo sprawdzi się w grach
- Ślizgacze
- Brak RGB
-
Design
-
Jakość wykonania
-
Wygoda użytkowania
-
Łączność
-
Funkcje dodatkowe
-
Cena/jakość

