Sam się zdziwiłem, kiedy do głowy przyszło mi porównanie Hellboya i Lovecrafta, jednak ma ono duże uzasadnienie, szczególnie od momentu, kiedy do rąk wziąłem komiks Łowca Czarownic.
Łowca Czarownic to już kolejne opasłe tomiszcze wydane przez Egmont, które może poszczycić się kategorią komiks grozy. Na 444 stronach poznamy historię tytułowego Sir Edwarda Greya, który służy Jej Królewskiej Mości, a jego głównym zadaniem jest walka ze zjawiskami paranormalnymi.

Akcja opowieści osadzona jest w uniwersum Hellboya, jednak twórcy zabierają nas w przeszłość, do mrocznej i dusznej epoki wiktoriańskiej. Tutaj działa Sir Edward Grey, którego głównym zadaniem na dworze Królowej jest identyfikacja oraz walka ze zjawiskami nadprzyrodzonymi. Jak do tego doszło, a właściwie jak się stało, że otrzymał on przydomek Sir? Tego dowiadujemy się już na pierwszych stronach komiksu, ponieważ otwierająca opowieść przedstawia genezę tego wydarzenia. Właściwa akcja rozpoczyna się jednak w kolejnej opowieści, którą jest W Anielskiej Służbie i jest kontynuowana w kolejnych, bardziej lub mniej rozbudowanych historiach. Cały tom, który oznaczony jest numerem 1, co oznacza, że za jakiś czas otrzymamy kontynuację, składa się z 6 części.
- Mordercze zamiary
- W anielskiej służbie
- Odeszli na zawsze
- Strzeżcie się małpy
- Tajemnice bezziemi
- Pogrzeb Katherine Baker
Pierwsza długa opowieść, czyli W anielskiej służbie wprost wgniotła mnie w fotel podczas lektury i nie pozwalała odłożyć komiksu, dopóki nie dotrę do jej końca. Jest tutaj wszystko to, co lubię w grozie, czyli klimat Londynu z epoki wiktoriańskiej oraz wampiry. Niektóre sceny czasami wydawały mi się nieco przegadane, ale jako całość, ta historia broni się doskonale.

Nie będę tutaj streszczał poszczególnych opowieści, ale muszę powiedzieć, że niestety później nieco się rozczarowałem za sprawą Odeszli na zawsze. I to nie jest tak, że przedstawiona historia mi się nie podobała. Po prostu moim zdaniem nie pasuje do całości. Gdyby znalazł się tutaj inny bohater w zupełnie innym kontekście, byłbym zachwycony. Akcja przenosi się tutaj na Dziki Zachód i zaraz na początku jesteśmy świadkami strzelaniny w saloonie i… No tak jak mówiłem. Gdyby to był amerykański bohater, nawet w tym samym uniwersum, to ok. Jednak mam cały czas takie poczucie, że coś tutaj nie pasuje. Na szczęście dalej wszystko wraca na swoje tory i jest tylko lepiej.
W kolejnych opowieściach znajduje się wszystko to, co może usprawiedliwić moje porównanie zawarte w tytule. Otóż w świecie Hellboya, mamy bohatera, który walczy z nieznanym, jest mrok, jest dużo wody i są macki. Klimat rodem z opowieści Lovecrafta wprost wylewa się z kart komiksu. Co więcej, mogłem ponownie poczuć się jak lata temu, kiedy pierwszy raz czytałem Zew Cthulhu.
Poza samą warstwą narracyjną, na uwagę zasługuje także oprawa graficzna. Tutaj mam podobne odczucia jak w przypadku historii, czyli Odeszli na zawsze nieco odstaje od reszty, ale także trzyma odpowiedni poziom. Podoba mi się klimat, który udało się twórcom oddać zarówno w szczegółowości poszczególnych kadrów, ale przede wszystkim w ich kolorystyce. Jest mrocznie i ciężko, czyli tak, jak w wiktoriańskim horrorze być powinno.

Łowca Czarownic to także łakomy kąsek dla kolekcjonerów, ponieważ całość jest bardzo ładnie oraz solidnie wydana. Na uwagę zasługuje także fakt, że na końcu udało się znaleźć dość sporo miejsca dla tzw. szkicownika, gdzie możemy zobaczyć rysunki koncepcyjne poszczególnych bohaterów czy scen oraz galerię okładek. Dobrze się na to patrzy.
Co więcej, komiks mogę polecić zarówno osobom, które dobrze znają uniwersum Hellboya jak i osobom, dla których będzie to pierwsze spotkanie z tym światem. Nie musisz znać historii piekielnego chłopca, żeby swobodnie poruszać się i odnaleźć w opowieści o paranormalnym detektywie. Komiks oczywiście można kupić w sklepie wydawnictwa Egmont.

