Przez lata układ był bardzo prosty – najnowocześniejsze procesy = TSMC. Kto chciał 3 nm, a wkrótce 2 nm, ten grzecznie czekał w kolejce. Problem w tym, że boom na AI sprawił, że ta kolejka zmieniła się w korek. I nagle się okazało, że monopol ma swoje granice.
Dla firm takich jak Meta, AMD czy Qualcomm brak mocy producyjnych to nie „niewygoda”, tylko realne ryzyko, że produkt nie zdąży na rynek. A wafle 2 nm za ponad 30 tysięcy dolarów sztuka też nie pomagają. Efekt? Samsung Foundry przestaje być planem B, a zaczyna być sensowną alternatywą.
Najgłośniej mówi się o Mecie, która przy rozwoju własnych akceleratorów AI coraz odważniej spogląda w stronę procesu SF2, czyli 2 nm GAA od Samsunga. Z kolei AMD, według przecieków szykuje sie do produkcji EPYC-ów „Venice” oraz akceleratorów Instinct w koreańskich fabrykah. Jeśli testowe wafle wypadną dobrze, Samsung może wreszcie trafić na kontrakt, który postawi jego dział foundry na nogi.
Do gry próbuje wejść także Intel, kusząc procesami 18A i 14A oraz lokalizacją fabryk w USA. Tyle że Samsung ma dziś jedną konkretną przewagę, jaką jest realne doświadczenie z GAA, którego konkurenci dopiero się uczą.
Tańsze wafle, wolne moce produkcyjnee i możliwość zrobienia wszyskiego w jednym miejscu sprawiają, że 2026 rok zapowiada się jako moment przełomowy. Nie tyle koniec TSMC, co koniec jego nietykalności.

