Close Menu
    Co nowego

    Te 5 telewizorów OLED warto kupić. Zapomnij o budżetowych modelach

    28 stycznia 2026

    Maia 200 debiutuje w Azure. Microsoft stawia na własny sprzęt do AI

    28 stycznia 2026

    Test Modecom Volcano HEX 850W Platinum – Czy to najbardziej opłacalny zasilacz do RTX 5080?

    27 stycznia 2026

    Król opłacalności powraca z większą mocą i to w wersji Platinum. Czy Modecom HEX 850 W to nowy hit?

    28 stycznia 2026

    Najlepszy smartwatch do 500 zł – Test 6 modeli

    24 stycznia 2026
    9.2

    Biżuteria, która gra, czyli testuję Huawei FreeClip 2. Czy to najlepsze słuchawki typu open-ear?

    23 stycznia 2026

    Jaki telewizor 75 cali kupić? – Najlepsze modele do kina i gier

    21 stycznia 2026

    300 000 złotych na rolnictwo przyszłości. Ostatnia prosta Huawei Startup Challenge

    20 stycznia 2026
    Facebook X (Twitter) Instagram
    • TOP chłodzeń
    • PS5
    • TOP zestawy PC
    TikTok YouTube Facebook Instagram X (Twitter)
    3D-INFO.PL3D-INFO.PL
    • Sprzęt i Technologie

      Król opłacalności powraca z większą mocą i to w wersji Platinum. Czy Modecom HEX 850 W to nowy hit?

      28 stycznia 2026
      9.2

      Biżuteria, która gra, czyli testuję Huawei FreeClip 2. Czy to najlepsze słuchawki typu open-ear?

      23 stycznia 2026

      Kryzys pamięci 2026. Jak AI wysysa RAM, NAND i przyszłość elektroniki użytkowej

      14 stycznia 2026

      Gaming, AI i WiFi 8 – ASUS na CES 2026 łączy wszystko w jedną całość

      7 stycznia 2026
      8.6

      Soundcore Space One Pro – podłącz je kablem, jak w ’97

      6 stycznia 2026
    • Biznes i IT

      Maia 200 debiutuje w Azure. Microsoft stawia na własny sprzęt do AI

      28 stycznia 2026

      Sony i TCL łączą siły. Telewizory Bravia pod nowym zarządem

      20 stycznia 2026

      Armia USA napędzana sztuczną inteligencją – to już nie jest science fiction

      19 stycznia 2026

      Styczeń bez chaosu. Dlaczego zwroty w e-commerce nie są dziś największym problemem

      16 stycznia 2026

      Nowa Siri na silniku Google. Apple zmienia strategię w wyścigu AI

      18 stycznia 2026
    • Kultura i Rozrywka

      Monster i Call of Duty kolejny raz rozdają nagrody w grze

      23 października 2025

      Daryl Dixon oficjalnie w Polsce! Sprawdź, gdzie oglądać spin-off The Walking Dead

      3 czerwca 2025

      Gen V wraca z 2 sezonem! Znamy datę premiery

      2 czerwca 2025

      Ostatni sezon Stranger Things podzielony na 3 części! Znamy daty premier

      2 czerwca 2025

      Tiny Tina’s Wonderlands za darmo! Sprawdź, jak odebrać

      29 maja 2025
    • Wideo

      Te 5 telewizorów OLED warto kupić. Zapomnij o budżetowych modelach

      28 stycznia 2026

      Test Modecom Volcano HEX 850W Platinum – Czy to najbardziej opłacalny zasilacz do RTX 5080?

      27 stycznia 2026

      Najlepszy smartwatch do 500 zł – Test 6 modeli

      24 stycznia 2026

      Jaki telewizor 75 cali kupić? – Najlepsze modele do kina i gier

      21 stycznia 2026

      KSeF 2.0: Test 8 najpopularniejszych programów do księgowości

      20 stycznia 2026
    Obserwuj w google
    3D-INFO.PL3D-INFO.PL
    🏠 - Sprzęt i Technologie - Kryzys pamięci 2026. Jak AI wysysa RAM, NAND i przyszłość elektroniki użytkowej
    kryzys pamięci
    Sprzęt i Technologie

    Kryzys pamięci 2026. Jak AI wysysa RAM, NAND i przyszłość elektroniki użytkowej

    Dominik KujawskiBy Dominik Kujawski14 stycznia 2026Updated:14 stycznia 202618 Mins Read
    Share
    Facebook Twitter LinkedIn Email
    reklama

    Kilka lat temu mówiliśmy, że rynek sprzętu komputerowego został zepsuty przez kryptowaluty. Karty graficzne znikały ze sklepów, ceny szybowały w kosmos, a gracze i zwykli użytkownicy byli spychani na margines. Wtedy wydawało się, że gorzej już być nie może.

    Gdy bańka kryptowalut pękła, wielu uwierzyło, że rynek wreszcie wróci do normalności. Tego jednego scenariusza nikt jednak nie brał na poważnie pod uwagę, że branża znajdzie sobie nową, jeszcze bardziej żarłoczną zabawkę. Sztuczną inteligencję.

    W 2026 roku problemem nie będzie już tylko to, czy stać Cię na upgrade, ale czy w ogóle będzie co kupić. Najwięksi gracze rynku technologicznego podjęli chłodną decyzję: wielkie centra danych są ważniejsze i znacznie bardziej dochodowe niż Twój domowy komputer, smartfon czy nowa konsola.

    reklama

    Przeanalizowałem raporty, analizy i dane z rynku półprzewodników, z których wyłania się obraz branży cofającej się w rozwoju. Dlaczego płacimy coraz więcej za sprzęt, który oferuje coraz mniej? I co wspólnego z tym wszystkim ma Twoja ulubiona marka podzespołów?

    Dlaczego jest drogo, producenci nie chcą taniego RAM-u

    Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda jak klasyczny kryzys podaży. Rośnie popyt, ceny idą w górę, rynek wariuje. Problem w tym, że to tylko połowa prawdy. Druga połowa jest znacznie mniej wygodna dla konsumentów. Rynek pamięci nie funkcjonuje jak rynek kart graficznych czy procesorów. Tutaj nie ma dziesiątek producentów walczących o klienta. Globalną produkcję RAM-u i pamięci flash kontroluje w praktyce trzech gigantów: Samsung, SK hynix i Micron. To oni decydują, ile kości trafi na rynek i w jakiej cenie. A ich decyzje w ostatnich latach nie są przypadkowe.

    Żeby zrozumieć obecną sytuację, trzeba cofnąć się do 2023 roku. Momentu, który dla konsumentów był złotą erą, a dla producentów finansowym koszmarem. Po pandemicznym boomie i załamaniu popytu ceny pamięci poleciały na dno. Dyski SSD taniały z miesiąca na miesiąc, RAM można było kupować za grosze, a magazyny producentów pękały w szwach. Dla użytkowników był to raj. Dla firm produkujących pamięci, krwawa łaźnia. Giganci raportowali miliardowe straty, wstrzymywali inwestycje i publicznie przyznawali, że sprzedają swoje produkty poniżej kosztów produkcji. To był moment, który branża zapamiętała bardzo dobrze.

    I właśnie dlatego dziś nie mamy do czynienia z „przypadkowym” niedoborem, tylko z tym, co analitycy nazywają żelazną dyscypliną produkcyjną. Producenci świadomie ograniczają podaż, pilnują marż i wolą sprzedać mniej, ale drożej, niż dopuścić do kolejnego załamania cen. Tani RAM przestał być celem. Stał się zagrożeniem. To tłumaczy, dlaczego nawet przy rosnącym zapotrzebowaniu fabryki nie pracują na pełnych obrotach dla rynku konsumenckiego. Każda dodatkowa linia produkcyjna to ryzyko, że za kilka kwartałów ceny znów runą. A na to nikt już nie chce sobie pozwolić.

    Symbolicznym potwierdzeniem tej zmiany jest decyzja Microna. Trzeci największy producent pamięci na świecie, właściciel marki Crucial, ogłosił wycofanie się z rynku konsumenckiego do lutego 2026 roku. Firma oficjalnie mówi o „skupieniu się na klientach strategicznych”, ale w praktyce oznacza to jedno: niskomarżowy rynek detaliczny przestał się opłacać.

    Zniknięcie tak dużego gracza tylko wzmacnia pozycję pozostałych producentów. Samsung i SK hynix nie muszą już konkurować ceną w takim stopniu jak wcześniej. Co więcej, obecna sytuacja jest na tyle „zdyscyplinowana”, że zainteresowała się nią nawet Komisja Europejska, badająca, czy rynek pamięci nie balansuje na granicy zmowy cenowej. Tyle że ewentualne decyzje regulatorów to perspektywa lat, a nie miesięcy.

    Ceny rosną nie dlatego, że nie da się produkować taniej, ale dlatego, że producenci nie chcą już sprzedawać tanio. I to właśnie w tym momencie na scenę wchodzi kolejny czynnik, który dodatkowo zaostrza sytuację, sztuczna inteligencja i centra danych, które zaczynają konkurować z konsumentami o każdy gigabajt pamięci.

    Czarna dziura AI – centra danych zamiast konsumentów

    Sztuczna inteligencja nie jest kolejną chwilową modą w IT. To infrastrukturalna zmiana, która w bardzo krótkim czasie stała się największym konsumentem pamięci w historii branży półprzewodników. Modele językowe, generatywne systemy obrazu, wyszukiwarki nowej generacji i tak zwana agentowa AI nie działają bez ogromnych ilości RAM-u i ultraszybkiej pamięci masowej. I nie mówimy tu o pojedynczych serwerach, lecz o całych farmach liczących dziesiątki tysięcy maszyn.

    Dla producentów pamięci to zupełnie nowa liga klienta. Centra danych nie kupują „okazyjnie” i nie liczą każdej złotówki. Liczy się ciągłość dostaw. Jeśli Microsoft, Google, Meta czy OpenAI potrzebują pamięci, to są w stanie zapłacić praktycznie każdą cenę, byle tylko utrzymać tempo rozwoju swoich modeli. W tym układzie rynek konsumencki, komputery osobiste, smartfony czy konsole, przegrywa już na starcie.

    Problem pogłębia fakt, że pamięć wykorzystywana w systemach AI jest wyjątkowo kosztowna w produkcji. W przypadku HBM kluczowej dla akceleratorów AI, jeden gigabajt zajmuje wielokrotnie więcej powierzchni wafla krzemowego niż klasyczny RAM DDR. To oznacza, że nawet przy tej samej liczbie fabryk realna podaż pamięci dla konsumentów po prostu maleje. Każdy wafel „zjedzony” przez AI to wafel, który nie trafi do laptopów, kart graficznych czy telefonów.

    I nie są to problemy chwilowe. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazuje na to, że presja dopiero się nasila. Dobrym przykładem jest zapowiadana architektura NVIDIA Vera Rubin, która ma być fundamentem kolejnej generacji systemów AI. Według analiz branżowych nowe platformy mogą w pojedynczych wdrożeniach pochłaniać miliony terabajtów pamięci NAND w postaci ultraszybkich SSD. I nie jako pasywny magazyn danych, lecz jako aktywny element pracy modeli sztucznej inteligencji.

    To bardzo ważny sygnał dla rynku. Kryzys nie dotyczy już wyłącznie RAM-u czy HBM. Zaczyna obejmować również pamięć masową. Nawet jeśli produkcja klasycznego RAM-u kiedyś się ustabilizuje, kolejna fala popytu może uderzyć w SSD, wydłużając okres wysokich cen i ograniczonej dostępności.

    Centra danych stały się czarną dziurą rynku pamięci. Wsysają moce produkcyjne, inwestycje i całe linie technologiczne. A konsumenci. po raz pierwszy od dekad, muszą pogodzić się z faktem, że nie są już głównym odbiorcą nowoczesnych technologii pamięci.

    Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden, często pomijany efekt uboczny tej rewolucji. Gdy systemy AI zaczynają pochłaniać gigantyczne ilości pamięci masowej, problem nie kończy się na samych producentach dysków czy serwerów. Rośnie realny koszt przechowywania każdego gigabajta danych w chmurze, niezależnie od tego, czy są to modele językowe, kopie zapasowe, filmy w 4K czy nasze prywatne zdjęcia.

    Dla dostawców infrastruktury chmurowej oznacza to prostą matematykę: droższe dyski i pamięć masowa podnoszą koszt utrzymania całych centrów danych. A skoro fundament staje się droższy, drożeją wszystkie usługi zbudowane na tej infrastrukturze. Dziś to jeszcze ledwo zauważalne korekty cenników, ale w dłuższej perspektywie ten trend zaczyna dotyczyć całego cyfrowego ekosystemu.

    Efekt tej zmiany jest prosty i brutalny. Skoro nowoczesna pamięć i moce produkcyjne są przejmowane przez centra danych, rynek konsumencki musi radzić sobie tym, co jeszcze da się wyprodukować tanio, stabilnie i bez walki o zasoby. A to prowadzi do zjawiska, które jeszcze kilka lat temu wydawałoby się absurdalne,  technologicznego cofania się rynku.

    Powrót staroci – rynek cofa się w rozwoju?

    Skoro najnowsze standardy pamięci stają się drogie i trudno dostępne, producenci oraz konsumenci zaczynają sięgać po rozwiązania, które jeszcze niedawno uznawano za schodzące ze sceny. Rynek nie idzie dziś do przodu. Rynek szuka obejścia problemu.

    Najlepszym przykładem jest pamięć DDR5. Standard, który miał stać się nowym fundamentem komputerów osobistych, zamiast tego stał się wąskim gardłem cenowym. W ciągu kilkunastu miesięcy ceny modułów DDR5 wzrosły w niektórych segmentach nawet o kilkadziesiąt, a lokalnie ponad sto procent. Dla producentów gotowych komputerów i płyt głównych oznacza to jedno, nowoczesna platforma przestała być opłacalna dla masowego odbiorcy.

    Ile pamięci RAM Miniatura

    W efekcie na rynek wraca DDR4, technologia, która według wcześniejszych planów miała zostać wygaszona w 2025 roku. Samsung, jeden z największych producentów pamięci na świecie, oficjalnie przedłużył jej produkcję co najmniej do końca 2026 roku. Nie dlatego, że DDR4 nagle stało się lepsze, ale dlatego, że jest przewidywalne, tańsze w produkcji i nie konkuruje bezpośrednio z AI o te same linie technologiczne.

    Ten sam mechanizm widać po stronie producentów płyt głównych. Zamiast agresywnego promowania nowych platform, coraz więcej firm po cichu wznawia lub utrzymuje produkcję płyt pod starsze sockety i sprawdzone rozwiązania. Platformy takie jak AM4 czy LGA1700, które jeszcze niedawno uznawano za „schodzące”, dziś znów stają się racjonalnym wyborem dla użytkowników liczących budżet.

    Jeszcze bardziej wymowna jest sytuacja na rynku kart graficznych. NVIDIA, firma zarabiająca rekordowe kwoty na akceleratorach AI, znalazła się w paradoksalnej sytuacji. Nowe układy konsumenckie muszą konkurować o moce produkcyjne z serwerowymi platformami AI, które przynoszą nieporównywalnie większe zyski. W efekcie według branżowych raportów produkcja GPU przeznaczonych stricte dla graczy została istotnie ograniczona.

    W 2026 roku do sprzedaży wracają konkretne modele, z NVIDIĄ RTX 3060 na czele,  kartą zaprezentowaną pierwotnie jeszcze w 2021 roku. Dlaczego właśnie ona? Bo korzysta ze starszej architektury i pamięci GDDR6, które nie są dziś priorytetowe dla systemów AI. Linie produkcyjne pod te komponenty wciąż istnieją, projekt jest dawno zamortyzowany, a ryzyko produkcyjne minimalne. Z perspektywy producenta to idealny kompromis: sprawdzony układ, dostępne komponenty i wysoka marża nawet przy „starej” technologii.

    MSI GeForce RTX 3060 Ventus x2 OC 12GB
    Wszystko wskazuje ze RTX 3060 powróci do sklepów, po 3 latach nieobecności.

    Coraz częściej pojawiają się też spekulacje, że jeśli mówimy o realnym powrocie RTX-a 3060, to nie w wersji najbardziej pojemnej, lecz w najtańszym wariancie pamięciowym. W praktyce oznaczałoby to modele z 6 GB VRAM, a nie 12 GB, które przez lata były jednym z największych atutów tej karty. Powód jest prosty: pamięć pozostaje droga, a każda dodatkowa kość to bezpośrednie uderzenie w marżę.

    Warto przy tym zauważyć pewną ironię. W obecnych realiach sam fakt, że producenci w ogóle planują wypuszczać jakiekolwiek karty graficzne z myślą o graczach, zaczyna być postrzegany jako dobra wiadomość. Jeszcze na początku roku pojawiały się informacje o znaczącym ograniczaniu wolumenów produkcyjnych GPU konsumenckich na rzecz rozwiązań serwerowych. Rynek nie walczy dziś o to, żeby było tanio. Rynek walczy o to, żeby w ogóle było dostępne.

    Ten technologiczny regres nie wynika z braku wiedzy ani możliwości. Wynika z ekonomii. Skoro nowe komponenty są drogie i rozchwytywane przez centra danych, rynek konsumencki zostaje skazany na rozwiązania, które nie wymagają walki o każdy wafel krzemu. I właśnie w ten sposób, krok po kroku, cofamy się do technologii, które miały już dawno odejść na emeryturę.

    Nie tylko komputery, Smartfony – drożej albo gorzej 

    Jeśli w tym momencie ktoś myśli, że cały ten problem dotyczy wyłącznie komputerów, kart graficznych i entuzjastów składających PC-ty, to niestety jest w błędzie. Kryzys pamięci bardzo szybko wychodzi poza segment desktopowy. I w wielu aspektach to właśnie rynek smartfonów odczuje go najbardziej dotkliwie.

    Powód jest prosty. W nowoczesnym smartfonie pamięć RAM i pamięć masowa odpowiadają nawet za 20 procent całkowitego kosztu produkcji urządzenia. To jeden z najdroższych elementów całej konstrukcji, obok wyświetlacza i układu SoC. Gdy ceny pamięci rosną globalnie, producenci telefonów nie mają gdzie się schować. Dla producentów smartfonów rok 2026 sprowadza się do brutalnego wyboru. Albo podnoszą ceny, ryzykując spadek sprzedaży, albo tną specyfikację, licząc na to, że przeciętny klient nie zauważy różnicy od razu.

    Galaxy S24 vs Xiaomi 13 aparat porównanie

    W praktyce oznacza to koniec wyścigu na liczby, który przez lata napędzał rynek. Jeszcze niedawno standardem w flagowcach stawało się 16 GB, a nawet 24 GB RAM. W obecnych realiach coraz częściej mówi się o powrocie do 12 GB jako „nowego maksimum”, a w tańszych modelach ponownie pojawi się 8 GB, konfiguracja, która jeszcze chwilę temu była krytykowana jako niewystarczająca na przyszłość. Efekt jest trudny do obrony marketingowo. Płacisz więcej, a dostajesz sprzęt, który pod względem pamięci wygląda jak model sprzed dwóch lat. Postęp technologiczny nie zwalnia, ale dostęp do jego owoców staje się coraz droższy.

    Dobrym papierkiem lakmusowym tej sytuacji jest Asus. Firma, która przez lata budowała swoją pozycję zarówno w segmencie kompaktowych flagowców Zenfone, jak i ekstremalnie wydajnych ROG Phone’ów, zaczyna wyraźnie hamować.

    Smartfon ASUS Zenfone 9.

    Według raportów branżowych Asus zdecydował się wstrzymać kluczowe premiery smartfonowe w 2026 roku. Kalkulacja jest chłodna i pozbawiona sentymentów: przy obecnych cenach pamięci nowe modele musiałyby być tak drogie, że ich sprzedaż przestałaby mieć sens. Zamiast ryzykować wizerunkową i finansową porażkę, firma woli przeczekać najgorszy okres. Jeśli producent z tak dużym zapleczem technologicznym i doświadczeniem uznaje, że rynek stał się zbyt nieprzewidywalny, oznacza to, że problem nie jest marginalny, jest systemowy.

    Najbardziej wymowny przykład pochodzi jednak z Samsunga. Koncernu, który produkuje zarówno smartfony Galaxy, jak i pamięci DRAM oraz NAND. Teoretycznie idealna sytuacja. Praktyka wygląda inaczej. Z informacji, które pojawiły się w branży, wynika, że dział Samsung Mobile próbował zabezpieczyć długoterminowe dostawy pamięci na kolejne generacje smartfonów. Odpowiedź działu Semiconductor była jednoznaczna. Priorytet mają kontrakty dla centrów danych i systemów AI, a nie wewnętrzne potrzeby działu mobilnego. Smartfony muszą negocjować warunki z kwartału na kwartał, dokładnie tak jak każdy zewnętrzny klient.

    To moment, w którym sytuacja staje się naprawdę symboliczna. Jeśli Samsung nie jest w stanie zapewnić preferencyjnych warunków samemu sobie, to trudno oczekiwać, że mniejsi producenci poradzą sobie lepiej. Rynek mobilny znalazł się dokładnie w tym samym miejscu co rynek PC: na końcu kolejki po pamięć.

    Konsole – PS6 między opóźnieniem, ceną a kompromisem

    Skoro rynek smartfonów zaczyna ciąć specyfikację, a producenci PC cofają się do starszych platform, trudno oczekiwać, by segment konsolowy pozostał nietknięty. I tu również rzeczywistość okazuje się brutalna. Kryzys pamięci i rosnące koszty komponentów zaczynają bezpośrednio uderzać w sprzedaż konsol, nawet w okresach, które historycznie były dla nich najważniejsze.

    The average price paid for a new unit of video game hardware in the US during November 2019 was $235. In November 2025 it was $439.3.9 million units of video game hardware sold in the US in November 2019. In November 2025 it was 1.6 million.Source: Circana Retail Tracking Service

    — Mat Piscatella (@matpiscatella.bsky.social) 2025-12-17T14:46:08.431Z

    Doskonałym przykładem są dane z rynku amerykańskiego po Black Friday. Według raportu firmy analitycznej Circana listopad 2025 roku był najgorszym listopadem dla sprzedaży sprzętu gamingowego od 30 lat. Sprzedano zaledwie 1,6 miliona konsol i urządzeń do gier, mniej niż w 1995 roku. Co więcej, całkowite wydatki na hardware spadły o 27% rok do roku, mimo że był to miesiąc świątecznych promocji. Powód? Średnia cena nowej konsoli lub urządzenia do grania osiągnęła rekordowe 439 dolarów. To nie jest już impulsowy zakup pod choinkę. To decyzja porównywalna z kupnem smartfona lub laptopa.

    Owszem, PlayStation 5 nadal było najlepiej sprzedającą się konsolą w ujęciu wartościowym, a Switch 2 trzymał się mocno. Ale trzecią najchętniej kupowaną platformą pod względem liczby sprzedanych sztuk nie był Xbox. Była nią tania, prosta konsolka typu „plug and play” NEX Playground, produkowana przez chińskiego producenta i skierowana do zupełnie innego odbiorcy. To bardzo ważny sygnał. W momencie, gdy ceny pełnoprawnych konsol rosną, rynek zaczyna uciekać w stronę najtańszych alternatyw, nawet kosztem jakości, nowoczesności czy ekosystemu gier. Nie dlatego, że gracze nagle tego chcą, ale dlatego, że na więcej po prostu ich nie stać.

    W tym kontekście coraz ciekawiej wygląda przyszłość kolejnej generacji konsol. PlayStation 6, o którym mówi się coraz więcej w branży, ma powstać w rzeczywistości diametralnie innej niż ta, w której debiutowało PS5. Kluczowym problemem nie jest sam procesor czy architektura graficzna, lecz pamięć. Nowa generacja konsol będzie wymagała ultraszybkiej pamięci, najpewniej GDDR7, dokładnie tej samej klasy, o którą konkurują dziś systemy AI i centra danych. Linie produkcyjne są już napięte do granic możliwości, a producenci pamięci nie ukrywają, że priorytetem pozostają klienci serwerowi.

    Sony staje więc przed bardzo trudnym wyborem. Albo opóźnić premierę PS6, czekając na stabilizację rynku, albo wypuścić konsolę w cenie, która dla wielu graczy okaże się zaporowa. W branży coraz częściej padają kwoty rzędu 800–1000 dolarów na start, co jeszcze kilka lat temu brzmiałoby jak science fiction. Najbardziej niepokojące są jednak spekulacje dotyczące samej specyfikacji. Jeśli dostępność pamięci pozostanie ograniczona, Sony może zostać zmuszone do zachowania 16 GB RAM, zamiast oczekiwanego skoku do 32 GB lub więcej. Taki kompromis byłby wygodny kosztowo, ale fatalny technologicznie.

    Dla twórców gier oznaczałoby to dalsze ograniczenia w skali światów, zaawansowaniu symulacji i ambicjach projektowych. Kolejna generacja konsol mogłaby być „ładniejsza”, ale niekoniecznie bardziej przełomowa. A to w długim horyzoncie grozi stagnacją całego rynku gier.

    Microsoft zdaje się dostrzegać ten problem wcześniej. Odchodzenie od fizycznych konsol na rzecz Game Passa i grania w chmurze nie jest już tylko strategią biznesową, ale próbą ucieczki od barier sprzętowych. Tyle że i tu pojawia się ten sam sufit. Chmura również opiera się na serwerach, pamięci RAM i SSD. A skoro te komponenty drożeją o 100–200 procent, koszty prędzej czy później wrócą do użytkownika w postaci droższych abonamentów. Kryzys pamięci nie znika tylko dlatego, że sprzęt stoi w centrum danych zamiast pod telewizorem.

    Niewidzialna inflacja: subskrypcje i usługi cyfrowe

    W tym miejscu wielu użytkowników może pomyśleć, że problem ich nie dotyczy. Skoro nie planują składać nowego komputera, nie kupują konsoli i nie interesują się specyfikacją serwerów, to kryzys pamięci ich ominie. Niestety, to złudzenie. Najdroższe skutki tego kryzysu nie zawsze zobaczycie na cenówce w sklepie. Często pojawiają się dopiero na wyciągu z konta.

    Internet nie jest usługą abstrakcyjną. Każde zdjęcie w chmurze, każdy film w 4K, każda kopia zapasowa i każda sesja streamingu opiera się na fizycznej infrastrukturze. Serwerach wypełnionych pamięcią RAM i dyskami SSD. Gdy koszt tych komponentów rośnie, rośnie realny koszt przechowywania każdego gigabajta danych, niezależnie od tego, czy są to modele AI, seriale, czy Twoje prywatne pliki.

    Dostawcy infrastruktury chmurowej już zaczęli reagować. Firmy takie jak Amazon AWS, Google Cloud czy OVH zapowiadają korekty cen rzędu kilku, a w niektórych segmentach nawet kilkunastu procent. Oficjalny powód? Rosnące koszty sprzętu i energii. Nieoficjalnie,  coraz droższe pamięci i nośniki danych sprawiają, że utrzymanie centrów danych przestaje się spinać przy dawnych stawkach.

    A skoro drożeją fundamenty, drożeją też wszystkie usługi zbudowane na tej infrastrukturze. Netflix, Disney+, Spotify, iCloud, Google Drive czy platformy gamingowe w chmurze nie przechowują danych „za darmo”. Jeśli ich rachunki za serwery rosną, podwyżki abonamentów stają się tylko kwestią czasu. W 2026 roku możemy spodziewać się fali korekt cen, tłumaczonych „rosnącymi kosztami technologicznymi”, sformułowaniem, które coraz częściej oznacza po prostu droższą pamięć i droższe dyski.

    Jak kupić Netflix?
    Netflix

    Nie zawsze jednak kończy się to wyłącznie na podwyżkach. Coraz częściej pojawia się drugi mechanizm: reglamentacja dostępu. Dobrym przykładem jest GeForce NOW. NVIDIA, firma, która dzięki AI i centrom danych notuje rekordowe zyski, od stycznia 2026 roku wprowadza limit 100 godzin grania miesięcznie we wszystkich płatnych planach usługi. Po jego przekroczeniu użytkownik musi dokupić kolejne pakiety czasu. W praktyce abonament przestaje być „bezlimitowy” i zaczyna działać jak licznik.

    To ważny sygnał ostrzegawczy. Gdy infrastruktura drożeje, firmy nie tylko podnoszą ceny, ale też zmieniają zasady korzystania z usług, nawet tych, które wcześniej sprzedawano jako nielimitowane. Kryzys pamięci i mocy obliczeniowej nie objawia się więc wyłącznie w cennikach sprzętu. Coraz częściej oznacza też mniej swobody, więcej progów i dodatkowe opłaty tam, gdzie jeszcze niedawno ich nie było.

    To właśnie dlatego ten kryzys jest wyjątkowo podstępny. Nie uderza jednorazowo, jak zakup nowej karty graficznej czy telefonu. Zamiast tego rozkłada się na miesięczne opłaty, drobne podwyżki i zmiany w pakietach usług. Kilka złotych więcej tu, kilkanaście tam, aż nagle okazuje się, że cyfrowe życie kosztuje znacznie więcej niż jeszcze rok czy dwa wcześniej.

    I w przeciwieństwie do sprzętu, z którego można zrezygnować lub który można użytkować dłużej, od usług cyfrowych coraz trudniej się odciąć. Chmura, streaming i subskrypcje stały się częścią codzienności. Dlatego niewidzialna inflacja, napędzana przez kryzys pamięci i ekspansję AI, może okazać się dla wielu użytkowników najbardziej dotkliwym skutkiem całej tej układanki.

    Polski kontekst i gorzki finał

    Globalny kryzys pamięci to jedno, ale w Polsce działa on ze zdwojoną siłą. Nie dlatego, że sytuacja jest u nas wyjątkowa technologicznie, lecz dlatego, że każdy globalny problem sprzętowy przechodzi przez lokalny filtr ekonomiczny. A ten filtr od lat działa na naszą niekorzyść.

    Po pierwsze waluta. Słaba złotówka sprawia, że każdy wzrost cen komponentów na świecie jest u nas odczuwalny mocniej niż w krajach strefy euro czy w USA. Jeśli pamięć drożeje globalnie o kilkanaście czy kilkadziesiąt procent, w polskich sklepach bardzo szybko przekłada się to na wyraźnie wyższe ceny końcowe. I nie jest to kwestia marż sprzedawców, lecz prostego przelicznika.

    Po drugie, podatki i opłaty lokalne, które działają jak wzmacniacz kryzysu. Najlepszym przykładem jest opłata reprograficzna, potocznie nazywana „podatkiem od smartfona”. Choć przez lata temat przycichł, co jakiś czas wraca w nowych propozycjach regulacyjnych, obejmując coraz szerszą grupę urządzeń: smartfony, laptopy, tablety, dyski SSD, a nawet sprzęt RTV.  Problem polega na tym, że ta opłata jest procentem od wartości sprzętu. A skoro przez globalny kryzys ceny bazowe rosną, rośnie również sama kwota podatku. W praktyce oznacza to, że polski konsument płaci nie tylko więcej za droższe komponenty, ale również podatek od tej podwyżki. Mechanizm kuli śnieżnej działa tu wyjątkowo bezlitośnie.

    Wszystko to prowadzi do prostego, choć mało optymistycznego wniosku. Rok 2026 nie będzie momentem powrotu do „normalnych” cen, a coraz więcej prognoz wskazuje, że skutki obecnego kryzysu mogą ciągnąć się co najmniej do 2027 roku, zanim nowe fabryki i moce produkcyjne realnie wpłyną na rynek.

    Dlatego, zamiast czekać na cud, warto spojrzeć na sytuację pragmatycznie. Jeśli sprzęt jest potrzebny do pracy lub codziennego funkcjonowania, odkładanie decyzji zakupowej w nieskończoność może skończyć się tylko jednym: wyższą ceną później. Jednocześnie coraz większą wartość zyskuje to, co już mamy. Komputery na DDR4 czy DDR5, starsze konsole, kilkuletnie smartfony, w obecnych realiach to wciąż pełnoprawny, użyteczny sprzęt, który warto utrzymać jak najdłużej.

    Na koniec jedno ostrzeżenie. Kryzysy zawsze przyciągają nie tylko spekulantów, ale i oszustów. Fałszywe dyski, podejrzanie tanie oferty RAM-u czy karty graficzne z niejasnego źródła będą pojawiać się coraz częściej. Jeśli coś wygląda zbyt dobrze, by było prawdziwe, bardzo możliwe, że właśnie takie jest.

    Kryzys pamięci nie jest chwilowym wahnięciem rynku. To efekt głębokiej zmiany priorytetów całej branży technologicznej. I choć jako użytkownicy nie mamy na nią bezpośredniego wpływu, możemy przynajmniej zrozumieć mechanizmy, które za nią stoją i podejmować decyzje z otwartymi oczami.

    nvidia pamięć RAM
    Share. Facebook Twitter LinkedIn Email
    Previous ArticleNowa Siri na silniku Google. Apple zmienia strategię w wyścigu AI
    Next Article Wybrałem liderów opłacalności. Najlepsze TV 55 cali na każdą kieszeń
    Dominik Kujawski
    • Website

    Cześć! W redakcji 3D-Info będę odpowiadał za większość testów podzespołów komputerowych m.in: procesorów, płyt głównych, kart graficznych, ale także urządzeń sieciowych. Możecie spodziewać się również licznych tekstów okołosprzętowych, omówień bieżących wydarzeń i premier, rankingów czy porównań. Z góry przepraszam za mocno techniczny język. Jestem typowym geekiem komputerowym, który uwielbia zagłębiać się w szczegółach budowy podzespołów. Uwielbiam spędzać godziny na testach, a okno 3DMarka znam już chyba na pamięć. Lubię też wyszukiwać promocje na te najważniejsze i najdroższe komponenty komputerowe. I choć nie mam wieloletniego doświadczenia dziennikarskiego, mam nadzieję, że 3D-info to kolejny etap mojego rozwoju zawodowego.   Swoją przygodę z dziennikarstwem zaczynałem na 3D-Info niemal 10 lat temu. Jednak wtedy nie był to portal technologiczny, a bardziej blog teamu overclokingowego. Nasze wpisy skupiały się na raportowaniu naszych osiągnięć, czy podsumowania zawodów, w których braliśmy udział. Niestety, nie przetrwaliśmy próby czasu, a ekipa rozeszła się do „normalnej” pracy. Sam przez lata pracowałem w kilku sklepach ze sprzętem RTV i AGD. Mój powrót do dziennikarstwa nastąpił w 2019 roku, w sumie to z przypadku, na łamach portalu PCWorld.pl. Zaczynałem skromnie od pojedynczych testów pamięci RAM czy dysków. To opór Piotrka Opulskiego, naszego wydawcy spowodował, że zdecydowałem się w 2021 całkowicie zmienić swoją drogę kariery zawodowej i zostałem redaktorem na stałe.   Nie będzie raczej niespodzianką, jak powiem, że mimo upływu lat moje zamiłowanie do podkręcania nie ustąpiło. Obecnie pomału wracam do świata ekstremalnego overclockingu, by jeszcze bardziej poszerzyć swoją wiedzę technologiczną. Idealne popołudnie dla mnie to dewar pełen ciekłego azotu i odpalone na komputerze liczne benchmarki.

    Podobne

    Biznes i IT

    Chińska pamięć wchodzi do gry. Kryzys DRAM i NAND otwiera drzwi CXMT i nowym graczom

    AI

    Vera Rubin może wyssać NAND z rynku. NVIDIA zmienia zasady gry w AI

    Wideo

    Najbardziej opłacalne zestawy PC 2026 – Jak złożyć komputer w dobie drożejących części?

    Popularne na 3D-info

    Kiedy 6. sezon serialu Rekrut będzie na Netflix? Gdzie obejrzeć nowe odcinki?

    15 stycznia 2025

    AMD nie chciało, bym sprawdził Ryzena 7 9700X… i tak to zrobiłem! Czy lepiej kupić poprzednią generację lub poczekać na modele X3D?

    17 października 2024

    Kiedy premiera 6 sezonu serialu Rekrut? Polscy fani mogą być rozczarowani

    30 lipca 2024
    Najnowsze recenzje
    9.2
    Recenzja

    Biżuteria, która gra, czyli testuję Huawei FreeClip 2. Czy to najlepsze słuchawki typu open-ear?

    Maciej Persona23 stycznia 2026
    8.6
    Sprzęt i Technologie

    Soundcore Space One Pro – podłącz je kablem, jak w ’97

    Piotr Opulski6 stycznia 2026
    Sprzęt i Technologie

    Doskonały OLED w świetnej cenie – testuję monitor Gigabyte MO27Q28G

    Damian Kubik23 grudnia 2025
    Więcej zestawień TOP

    Najlepsze drukarki do domu w 2024 roku. Jaki model wybrać?

    25 listopada 2024

    Najlepsze monitory do PlayStation 5 Pro – podpowiadamy jaki ekran będzie idealny dla Twojej konsoli

    6 listopada 2024

    Najlepsze smartwatche dla dzieci w 2024 roku. Jaki model wybrać?

    17 października 2024
    Wybór redakcji

    Sprawdzam Acer Connect ENDURO M3 5G. Ten mobilny router będziesz chciał zabrać ze sobą na wakacje!

    29 lipca 2024

    AI w medycynie, czyli prawdziwy potencjał sztucznej inteligencji

    30 lipca 2024

    Huawei Watch Fit 3 to smartwatch, który kupiłem już 3 razy i nie żałuję… | Test i recenzja

    29 lipca 2024
    TikTok YouTube Facebook Instagram X (Twitter)
    • Strona główna
    © 2026 3d-info.pl

    Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.

    Go to mobile version