reklama

TSMC, największy na świecie producent układów scalonych, nie podjęło jeszcze decyzji, czy sięgnie po nową, wartą ponad 400 milionów dolarów maszynę litograficzną High-NA EUV od holenderskiego ASML. Urządzenie to ma umożliwić produkcję chipów w ekstremalnie małej litografii 1,4 nanometra, a więc o generację dalej niż obecne procesy 2 nm.

Co ciekawe, konkurencja nie próżnuje – Intel już zamówił kilka egzemplarzy High-NA, a Samsung także zapowiada wdrożenie tej technologii. Tymczasem TSMC podchodzi do sprawy ostrożnie, sugerując, że obecne maszyny EUV są wystarczające, by pójść dalej bez potrzeby inwestowania w nową, ekstremalnie drogą technologię.

Produkcja wafli krzemowych Fot. Taiwan Semiconductor Manufacturing Co., Ltd

Z czego wynika ta niepewność? Chodzi nie tylko o cenę – choć 400 milionów dolarów za jedną maszynę to już ogromny wydatek, na tym się jednak nie kończy. Złożoność integracji High-NA w istniejących liniach produkcyjnych. Nowa technologia wymaga zupełnie innej optyki, precyzyjniejszego pozycjonowania wafli i większej mocy obliczeniowej do korekcji błędów, a to oznacza kosztowne zmiany w całym ekosystemie produkcji.

reklama

Dla klientów TSM,takich jak Apple, NVIDIA czy AMD, może to oznaczać wolniejsze przejście na niższy proces litograficzny przy kolejnych generacjach procesorów, jeśli lider rynku zdecyduje się poczekać i nadal optymalizować obecne narzędzia. Wpłynie to zapewne na wydajność, jak i energooszczędność układów.

W tle rozgrywa się więc strategiczna walka: kto pierwszy opanuje litografię High-NA, może zyskać przewagę w wyścigu o najbardziej zaawansowane układy scalone. Czy TSMC gra va banque? W teorii ich wyliczenie jest proste. Dopóki obecna technologia daje wymierne korzyści skalowania przy niższych kosztach, gigantyczna inwestycja w High-NA może poczekać. To pragmatyzm w czystej postaci, ale też ryzykowny wyścig z czasem. Jeśli jednak ich plan się powiedzie, klienci (jak Apple, Nvidia czy AMD) zyskają potężne, energooszczędne chipy 1,4 nm bez płacenia dodatkowej „premii” za najdroższe maszyny potrzebne do ich produkcji.

Share.

Cześć! W redakcji 3D-Info będę odpowiadał za większość testów podzespołów komputerowych m.in: procesorów, płyt głównych, kart graficznych, ale także urządzeń sieciowych. Możecie spodziewać się również licznych tekstów okołosprzętowych, omówień bieżących wydarzeń i premier, rankingów czy porównań. Z góry przepraszam za mocno techniczny język. Jestem typowym geekiem komputerowym, który uwielbia zagłębiać się w szczegółach budowy podzespołów. Uwielbiam spędzać godziny na testach, a okno 3DMarka znam już chyba na pamięć. Lubię też wyszukiwać promocje na te najważniejsze i najdroższe komponenty komputerowe. I choć nie mam wieloletniego doświadczenia dziennikarskiego, mam nadzieję, że 3D-info to kolejny etap mojego rozwoju zawodowego.   Swoją przygodę z dziennikarstwem zaczynałem na 3D-Info niemal 10 lat temu. Jednak wtedy nie był to portal technologiczny, a bardziej blog teamu overclokingowego. Nasze wpisy skupiały się na raportowaniu naszych osiągnięć, czy podsumowania zawodów, w których braliśmy udział. Niestety, nie przetrwaliśmy próby czasu, a ekipa rozeszła się do „normalnej” pracy. Sam przez lata pracowałem w kilku sklepach ze sprzętem RTV i AGD. Mój powrót do dziennikarstwa nastąpił w 2019 roku, w sumie to z przypadku, na łamach portalu PCWorld.pl. Zaczynałem skromnie od pojedynczych testów pamięci RAM czy dysków. To opór Piotrka Opulskiego, naszego wydawcy spowodował, że zdecydowałem się w 2021 całkowicie zmienić swoją drogę kariery zawodowej i zostałem redaktorem na stałe.   Nie będzie raczej niespodzianką, jak powiem, że mimo upływu lat moje zamiłowanie do podkręcania nie ustąpiło. Obecnie pomału wracam do świata ekstremalnego overclockingu, by jeszcze bardziej poszerzyć swoją wiedzę technologiczną. Idealne popołudnie dla mnie to dewar pełen ciekłego azotu i odpalone na komputerze liczne benchmarki.

Exit mobile version