reklama

Pamiętacie pierwszego Runnera? Nie? Jakoś mnie to nie dziwi – model ten, choć miał swoich fanów, to raczej przeszedł bez echa. Główny powód? Ciężko powiedzieć, ale mam wrażenie, że wówczas było za wcześnie dla Huawei, aby wypuścić zegarek stricte dla biegaczy.

Pierwszy reprezentant nowej serii musiał bowiem radzić sobie na terytorium zdominowanym przez Garmina czy Polar. Teraz, po 5 latach – gdzie w świecie tech, to niewyobrażalnie długo, Huawei zaskoczyło i na mój nadgarstek wjechał HUAWEI WATCH GT Runner 2. I powiem wam szczerze: to nie jest tylko ewolucja. To bezpardonowy atak na podium sportowych smartwatchy.

Design? Tytanowa lekkość bytu i szkło, które przetrwa „mosh pit”

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy (i którą czuć od razu po założeniu), to waga. Ten zegarek waży zaledwie 34,5 grama (bez paska). Dla kogoś, kto tak jak ja, nie lubi czuć ciężkiego kloca na ręce podczas snu czy treningu, to zbawienie. Huawei postawiło na materiały premium, odchodząc od „plastikowości” pierwszej generacji. Mamy tu stop tytanu klasy lotniczej oraz ceramiczny tył, który nie podrażnia skóry nawet przy mocnym spoceniu.

reklama

Prawdziwą gwiazdą jest jednak nowa odsłona szkła Kunlun Glass 2. Testowałem go w „warunkach bojowych” = zaliczył kilka przypadkowych uderzeń o framugę drzwi czy bliskie spotkanie z hantlem na siłowni. Wynik? Zero rys. Do tego ten ekran… AMOLED o przekątnej 1,43 cala i szczytowej jasności 3000 nitów. Powiem wam tak, choć pierwsze marcowe słoneczko wykorzystałem do spacerów, a nie biegania, to i tak, nawet gdy promienie padają bezpośrednio na tarczę, widziałem wszystko dokładnie — każdą informację, którą chce mi przekazać zegarek. Jeśli często ćwiczycie na dworze, to wiecie, jak to istotne.  

Co istotne (i za co Huawei ma u mnie ogromnego plusa), w zestawie dostajemy dwa paski – klasyczny fluoroelastomer (odporny na wszystko) i materiałowy AirDry na rzep. Oba są wygodne, ale ten drugi skradł moje serce, nie sądziłem, że pasek na rzepy sprawi mi tyle frajdy. 

Pomiary? Koniec z „wróżeniem z fusów”

Przejdźmy do mięsa, bo to tutaj Runner 2 pokazuje pazur. Huawei chwali się nową architekturą anteny 3D Floating Antenna. Marketing? Może trochę, ale w praktyce GPS (obsługujący 5 systemów satelitarnych w dwóch pasmach) łapie sygnał w kilka sekund, nawet gdy stoję między wysokimi blokami. Ślad na mapie jest tak precyzyjny, że widać, po której stronie ścieżki szedłem.

Ciekawostki dla geeków danych: Runner 2 wprowadza natywny pomiar mocy biegowej (Running Power) bezpośrednio z nadgarstka, bez potrzeby dokupowania dodatkowych czujników. Do tego dochodzi automatyczna detekcja progu mleczanowego oraz wskaźnik RAI (Running Ability Index), który na bieżąco analizuje twoją formę. Jeśli zegarek mówi ci, że dziś nie zrobisz życiówki, bo twoje zmęczenie ośrodkowe jest zbyt wysokie – uwierz mu. Sprawdziłem to na własnej skórze i faktycznie, próba „oszukania” systemu skończyła się zakwasami życia.

Nowością, która mnie autentycznie zaskoczyła, jest AI Running Coach 2.0. To nie jest tylko prosty kalendarz treningowy. System analizuje twoje postępy w czasie rzeczywistym. Jeśli pominiesz trening w środę, on nie będzie na ciebie „krzyczał”, tylko inteligentnie przebuduje plan na resztę tygodnia, żebyś zdążył z formą na zawody. Zegarek podpowiada też czas regeneracji – i o ile w innych modelach często te dane są z sufitu, tutaj wydają się bardzo sensowne.

Bateria? Standard, którego inni mogą zazdrościć

Huawei w kwestii baterii nadal gra w innej lidze niż Apple czy Samsung. Producent obiecuje 14 dni pracy w standardowym użytkowaniu bądź 32 godziny ciągłego treningu z włączonym GPS-em. Ja mogę powiedzieć, że przy regularnych treningach (4-5 razy w tygodniu z GPS), zegarek wytrzymuje spokojnie 9-10 dni lub jakieś 28,5 godziny ciągłego treningu z włączonym GPS-em.

Największym „game changerem” jest jednak szybkość ładowania. Wystarczy 10-15 minut na ładowarce, żeby mieć energię na cały dzień pracy i solidny trening wieczorem. Pełne naładowanie od 0 do 100% zajmuje nieco ponad godzinę.

Lifestyle i funkcje „smart”

Runner 2 to nie tylko pot i łzy. W końcu doczekaliśmy się (powrotu) pełnej obsługi płatności zbliżeniowych. Huawei dogadało się z Curve Pay (działa z większością polskich banków) i teraz możecie po treningu wpaść po izotonik bez szukania portfela. Jest też możliwość wgrywania muzyki (formaty MP3, AAC) i parowania słuchawek bezpośrednio z zegarkiem – idealne, jeśli tak jak ja, nienawidzicie dyndającego telefonu w kieszeni spodenek.

Zegarek pozwala też na odbieranie połączeń przez wbudowany głośnik i mikrofon – jakość jest zaskakująco dobra, choć rozmowa z nadgarstkiem na środku ulicy nadal wygląda dziwnie.

Czy są jakieś minusy?

Żeby nie było zbyt kolorowo – system HarmonyOS 5.0 nadal jest nieco zamknięty. Choć mamy dostęp do AppGallery, liczba przydatnych aplikacji zewnętrznych wciąż ustępuje systemowi WearOS. Zapomnijcie o natywnym Spotify (można tylko sterować muzyką z telefonu) czy pełnej integracji z Google Maps. Na szczęście synchronizacja z Stravą i Komootem działa teraz bezbłędnie.

Czy warto?

Huawei Watch GT Runner 2 to sprzęt dla konkretnego odbiorcy. Jeśli szukasz biżuteryjnego zegarka do garnituru, wybierz model Watch 5 lub Ultimate. Jeśli jednak biegasz, jeździsz na rowerze lub po prostu chcesz mieć skuteczny smartwatch, który pomoże ci w dbaniu o formę, to Runner 2 jest obecnie jedną z najciekawszych propozycji na rynku.

To produkt dojrzały, który przestał udawać zabawkę i stał się profesjonalnym narzędziem treningowym. Nie słuchajcie tych, którzy mówią, że to tylko „smartwatch z kilkoma funkcjami sportowymi”. To rasowy zegarek sportowy, który przy okazji potrafi zapłacić w sklepie i wyglądać świetnie na co dzień.

Cena? W standardzie około 1599 złotych. Sporo, ale patrząc na to, co oferuje konkurencja w tej cenie (zazwyczaj plastik i gorszą baterię), Runner 2 broni się rękami i nogami. W promocjach premierowych można go wyrwać za 1499 złotych z dodatkowym paskiem i słuchawkami Huawei FreeArc w prezencie, co czyni go absolutnym królem opłacalności.

8.8 Doskonały!

Lekki jak piórko, twardy jak skała i precyzyjny jak skalpel. To zegarek, który realnie motywuje, żeby wstać z kanapy i po prostu biec przed siebie.

Plusy
  1. Świetny design i jakość wykonania
  2. Lekki i komfortowy w użytkowaniu
  3. Ekran AMOLED 3000 nitów – czytelny w każdych warunkach
  4. Precyzyjny GPS i pomiar mocy biegowej z nadgarstka
  5. Świetny czas pracy na baterii i szybkie ładowanie
  6. Możliwość płacenia zbliżeniowo (NFC)
Minusy
  1. Ekosystem aplikacji nadal uboższy niż u konkurencji
  2. Standardowa cena może nieco odstraszać
  • Design 9
  • Jakość wykonania 9
  • Funkcje sportowe i zdrowotne 9
  • Łączność 9
  • Funkcje dodatkowe 9
  • Cena/jakość 8
  • User Ratings (0 Votes) 0
Share.

Łączenie pasji z pracą to marzenie wielu ludzi, a ja mam to szczęście, że udało mi się to osiągnąć. Obecnie jako redaktor naczelny w 3D-Info.pl. Jeśli zobaczycie moje nazwisko przy artykule, to możecie być pewni, że dotyczyć on będzie najczęściej tematyki gamingowej, chociaż nie zabraknie też informacji i ciekawostek ze świata filmów i seriali. Ogólnie nic co popkulturowe nie jest mi obce.   Najczęściej skupiam się na obszernych i stale aktualizowanych materiałach dotyczących konkretnych gier, filmów i seriali, jak choćby: Starfield, 3. sezon Wiedźmina czy Black Mirror 6, tak abyście w jednym miejscu mieli wszystkie najważniejsze informacje dotyczące danej produkcji. Wiele radości sprawia mi możliwość dzielenia się z wami moim wrażeniami, dlatego też regularnie przygotowuję recenzje, jak choćby tą poświęconą grze The Legend of Zelda: Tears of the Kingdom.   Moja ścieżka zawodowa nie jest przypadkowa. Ukończyłem studia na kierunkach dziennikarstwo i kulturoznawstwo, co idealnie wpasowuje się w moje pasje i zamiłowania. Karierę zawodową zacząłem jeszcze na studiach. Pierwszym serwisem technologicznym, który mnie przygarnął był portal PCArena.pl. W kolejnych latach zajmowałem się kilkoma mniejszymi i większymi projektami, w tym miałem okazję pisać dla magazynu Mobility czy serwisu PCWorld.pl.   Jak już wspominałem praca to moja pasja, więc pewnie nie zaskoczy was wiadomość, że najwięcej z wolnego czasu spędzam przy konsoli bądź PC, zagrywając się w RPG, souls-like'i, gry akcji i w zasadzie wszystko, co mi wpadnie w ręce. Nie pogardzę również dobrym filmem, serialem, książką czy planszówką (choć na te ostatnie mam zdecydowanie za mało czasu). Staram się również utrzymać odpowiednią formę dlatego najlepszą formą relaksu, jest dla mnie wizyta w siłowni.

Exit mobile version