reklama

Seria Predator od lat jest synonimem bezkompromisowej mocy w świecie gamingowych laptopów Acera. Jednak najnowszy model, Predator Helios Neo 16S AI, to coś więcej niż tylko kolejna aktualizacja podzespołów. To odważna deklaracja i próba redefinicji tego, czym jest doświadczenie premium w grach, stawiając jakość obrazu na równi z czystą wydajnością.

Oczywiście, pod maską drzemie prawdziwa bestia. Znajdziemy tu wszystko, czego można oczekiwać od topowej maszyny w 2025 roku. Najnowszy procesor z serii Intel Core Ultra 9, wydajny układ graficzny NVIDIA GeForce RTX oraz aż 32 GB szybkiej pamięci DDR5. Jednak prawdziwą gwiazdą tej konfiguracji, tą, która odróżnia Heliosa Neo od konkurencji, jest ekran. Mówimy tu o 16-calowym panelu OLED o rozdzielczości 2,5K i oszałamiającym odświeżaniu 240 Hz. To połączenie, które obiecuje nie tylko idealną czerń i nieskończony kontrast, ale też absolutną płynność, tworząc obraz, który, naprawdę trudno zapomnieć.

Taka konfiguracja ma jednak swoją cenę, około 13 tysięcy złotych. W tym budżecie znajdziemy już konstrukcje z jeszcze mocniejszymi kartami graficznymi, ale niemal zawsze z klasycznym ekranem IPS. To stawia przed wymagającym graczem fundamentalne pytanie: czy lepiej mieć więcej klatek, czy lepszy obraz? Ja już znam odpowiedź i w tej recenzji postaram się pokazać, dlaczego czasem warto postawić na wrażenia, a nie tylko na liczby.

reklama

Wygląd i budowa – dojrzały drapieżnik z gamingowym pazurem

Już od pierwszego kontaktu z Predatorem Helios Neo 16S AI czuć, że mamy do czynienia ze sprzętem z najwyższej półki. Choć jego design wciąż pozostaje jednoznacznie gamingowy, Acer postawił tym razem na bardziej stonowaną i dojrzałą stylistykę. Zarówno pokrywa matrycy, jak i cały panel roboczy (palmrest) zostały wykonane z anodyzowanego na czarno aluminium, co nadaje konstrukcji chłód, sztywność i charakter premium. Na klapie centralnie umieszczono podświetlane logo serii Predator, a z wysokiej jakości tworzywa wykonano jedynie spód obudowy oraz ramkę ekranu.

Całość sprawia bardzo solidne wrażenie. Spasowanie elementów stoi na wysokim poziomie, a zawiasy pracują płynnie i pozwalają na otwarcie klapy jedną ręką. Mimo potężnych podzespołów, Helios Neo 16S AI pozostaje zaskakująco mobilny jak na 16-calowy laptop.  Jego wymiary to 357,7 × 278,6 × 27,6 mm (18,9 mm jeśli nie liczmy gumowych nóżek) , przy wadze około 2,67 kg.

Subtelne, ciemne wykończenie i brak agresywnych akcentów RGB sprawiają, że urządzenie można łatwo pomylić z elegancką stacją roboczą, co z pewnością docenią użytkownicy, którzy potrzebują mocy, ale nie przepadają za „gamingową otoczką”.

Acer bardzo logicznie rozplanował także rozmieszczenie portów, umieszczając większość z nich z tyłu, co pozwala na idealne zarządzanie okablowaniem na biurku. Znajdziemy tam główne gniazdo zasilania, port HDMI 2.1 oraz dwa porty USB-C. Warto zaznaczyć, że tylko jeden z nich to w pełni funkcjonalny Thunderbolt 4, podczas gdy drugi działa w standardzie USB 3.2 Gen 2; oba jednak wspierają przesyłanie obrazu (DisplayPort) i mogą służyć do awaryjnego ładowania laptopa z mocą do 100W. 

Zestaw złącz na bocznych krawędziach, jest równie imponujący. Po lewej stronie umieszczono szybki port LAN 2,5 Gbps współpracujący z kartą sieciową Killer E3100G, USB-A 3.2 Gen 2 (10Gbps), czytnik kart microSD oraz gniazdo audio jack combo. 

Prawa strona oferuje dodatkowe dwa porty USB-A. Jeden w standardzie 3.2 Gen 1 (5 Gbps), a drugi, szybszy, 3.2 Gen 2 (10 Gbps). Ten dodatkowo wspiera ładowanie urządzeń (PowerShare) nawet przy wyłączonym laptopie. Łączność bezprzewodową zapewnia moduł Killer Wi-Fi 6E oraz Bluetooth 5.4, co gwarantuje stabilne i szybkie połączenia w paśmie 6 GHz.

Klawiatura to kolejny mocny punkt nowego Predatora. To pełnowymiarowa konstrukcja posiadająca blok numeryczny, a także strefowe podświetlenie RGB, którym możemy zarządzać za pomocą dedykowanego oprogramowania PredatorSense. Klawisze mają przyjemny, wyczuwalny skok, co sprawia, że są komfortowe zarówno podczas pisania, jak i w trakcie intensywnej rozgrywki. Na klawiaturze nie zabrakło też dedykowanych przycisków, jednego do szybkiego uruchomienia aplikacji PredatorSense, pozwalającej na personalizację i monitoring systemu. Oraz drugiego, nowego klawisza Copilot, który natychmiast aktywuje asystenta AI w systemie Windows. Pod klawiaturą znalazł się duży i precyzyjny touchpad o gładkiej powierzchni, który świetnie sprawdza się w codziennym użytkowaniu.

Ekran OLED – obraz, który robi różnicę

Nie raz już na łamach naszych recenzji wychwalałem laptopy wyposażone w panele OLED, ale to, co prezentuje Predator Helios Neo 16S AI, przenosi to doświadczenie na zupełnie nowy, gamingowy poziom. Acer połączył tu wszystko, co najlepsze w tej technologii, z parametrami, których oczekują najbardziej wymagający gracze. Zastosowany 16-calowy panel o rozdzielczości 2,5K (2560 × 1600 pikseli) i oszałamiającym odświeżaniu 240 Hz to specyfikacja, która nie tylko wygląda świetnie na papierze, ona robi piorunujące wrażenie od pierwszych sekund po uruchomieniu systemu.

Czerń jest tu absolutna, a co za tym idzie, kontrast jest nieskończony. Kolory są niewiarygodnie nasycone i wręcz „wyskakują” z ekranu, co potwierdzają testy. Pokrycie przestrzeni barwnych to 100% sRGB, 97,2% Adobe RGB i aż 99,8% DCI-P3. To wyniki godne profesjonalnego monitora dla grafików. Zmierzona luminancja w trybie SDR sięga 406 cd/m², a sam ekran posiada certyfikat DisplayHDR 500. Niestety, rzeczywista implementacja HDR w systemie Windows, jak to zwykle bywa, wciąż pozostawia nieco do życzenia. 

Średni błąd odwzorowania barw ΔE na poziomie 3,34 to wartość, którą często obserwujemy w panelach OLED. Producenci celowo lekko „podkręcają” kolory, by obraz był bardziej atrakcyjny wizualnie i w praktyce sprawdza się to znakomicie. Zdjęcia, filmy, a przede wszystkim gry, nabierają niesamowitej głębi i życia. Co jednak kluczowe, dzięki odświeżaniu 240 Hz nawet codzienne czynności, jak przeglądanie internetu czy praca z dokumentami, stają się znacznie przyjemniejsze. Każdy ruch kursora i przewijanie strony jest idealnie płynne, a wzrok męczy się zauważalnie mniej.

Warto też wspomnieć o technicznej przewadze technologii OLED nad klasycznymi matrycami IPS. Problem równomierności podświetlenia tutaj nie istnieje. Każdy piksel świeci samodzielnie, co gwarantuje idealnie jednolity obraz na całej powierzchni, bez jaśniejszych plam czy „wyciekania” podświetlenia przy krawędziach. Po kilku dniach z Heliosem Neo 16S AI można odnieść wrażenie, że powrót do nawet bardzo dobrego ekranu IPS jest bolesnym krokiem wstecz. To po prostu jakość, od której trudno się odzwyczaić.

Co skrywa wnętrze – wydajność i kultura pracy

Zawsze lubię zajrzeć do wnętrza laptopa, by zobaczyć, jak został zbudowany. Niestety, coraz częściej producenci skutecznie ukrywają elektronikę pod warstwą radiatorów i osłon. Nie inaczej jest w przypadku Heliosa Neo 16S AI. Większość podzespołów przykrywają czarne odpromienniki, które nie tylko chronią delikatne komponenty, ale też kierują przepływ powietrza dokładnie tam, gdzie powinien trafić.

Po zdjęciu dolnej pokrywy widać jednak, że Acer potraktował układ chłodzenia poważnie. Zastosowano tu pięć rurek cieplnych (heatpipe’ów). Dwie z nich są współdzielone przez procesor i kartę graficzną, podczas gdy GPU otrzymało dwie dodatkowe, a CPU jedną dedykowaną rurkę. Taki układ gwarantuje efektywne odprowadzanie ciepła z najbardziej newralgicznych elementów, nawet podczas długotrwałego obciążenia.

Sercem całego systemu są jednak wentylatory przypominające jednostki AeroBlade 3D znane z poprzednich generacji. Każdy z nich wyposażony jest w ultrasmukłe łopatki wykonane w całości z metalu, co pozwala uzyskać większe ciśnienie statyczne i lepszy przepływ powietrza przy zachowaniu niskiego poziomu hałasu. Dzięki poprawionej aerodynamice wentylatory te potrafią „dostosowywać” swoją średnicę roboczą. W zależności od prędkości obrotowej ich finy delikatnie się rozszerzają, co zwiększa wydajność chłodzenia bez konieczności gwałtownego zwiększania obrotów.

W praktyce efekt jest bardzo dobry. Nawet przy pełnym obciążeniu, czy to w grach, czy podczas renderingu, temperatury pozostają pod kontrolą. Procesor rzadko przekracza 90°C, a karta graficzna utrzymuje się w granicach 80°C.Skoro o podzespołach mowa, przejdźmy do konkretów. Sercem Predatora jest potężny procesor Intel Core Ultra 9 275HX. To prawdziwy gigant w świecie mobilnych CPU, zbudowany w architekturze Arrow Lake-HX i wyposażony w aż 24 rdzenie fizyczne (8 rdzeni Performance i 16 rdzeni Efficient), choć bez obsługi technologii Hyper-Threading. Taka hybrydowa budowa pozwala systemowi dynamicznie żonglować zadaniami, przydzielając te najbardziej wymagające do potężnych rdzeni P, a lżejsze procesy do energooszczędnych rdzeni E. W praktyce przekłada się to na absolutnie topową wydajność w każdym scenariuszu.

W praktyce przekłada się to na bardzo wysoką wydajność w każdym scenariuszu. W testach syntetycznych Cinebench R23 procesor uzyskał wynik ponad 31 000 punktów, co czyni go jednym z najmocniejszych CPU mobilnych na rynku. I nie ma co się dziwić, że to właśnie na układ Intela zdecydował się Acer.

W zastosowaniach praktycznych procesor prezentuje się równie dobrze. W HandBrake H.265 i x264 Benchmark radził sobie z konwersją wideo z prędkościami odpowiednio 11,8 i 107 FPS, co plasuje go w czołówce laptopów z segmentu high-end. V-Ray i Corona Benchmark pokazują z kolei, że Predator Helios Neo 16S AI to sprzęt, który bez problemu poradzi sobie z renderingiem, a wynik ponad 21 000 punktów w V-Ray to poziom, którego jeszcze niedawno nie dało się osiągnąć w laptopach poniżej 20 tysięcy złotych.

Predator Helios Neo 16S AI korzysta z procesora wyposażonego w zintegrowaną jednostkę NPU, która wspiera systemowe funkcje oparte o sztuczną inteligencję, takie jak Copilot. To nie jest jednak pełnoprawny komputer z certyfikatem Copilot+ PC. Tu główną rolę w zadaniach AI przejmuje znacznie potężniejszy układ mobilny – NVIDIA GeForce RTX 5070 Ti. Ten oferuje znacznie wyższą moc obliczeniową zastosowaniach związanych ze sztuczną inteligencją, jak np generowanie obrazów, czy praca na dużych lokalnych modelach językowych.

To chip oparty na architekturze Blackwell, z 12 GB pamięci GDDR6 na 192-bitowej magistrali, który wspiera najnowsze technologie NVIDII. Od DLSS 4 z Multi-Frame Generation (MFG) po sprzętowy Ray Tracing i akcelerację AI. 

Wyniki na poziomie ponad 17 500 punktów w Fire Strike Extreme i ponad 10 000 w teście Port Royal jasno pokazują, że mamy do czynienia z kartą z najwyższej półki, która bez problemu radzi sobie z najnowszymi technologiami, w tym ze sprzętowym śledzeniem promieni. Przejdźmy jednak do tego, co najważniejsze, czyli gier. Wszystkie testy przeprowadziłem w natywnej rozdzielczości ekranu 2560×1600 pikseli i na najwyższych dostępnych ustawieniach graficznych.

Jak widać, w mniej wymagających, ale wciąż popularnych tytułach, takich jak Counter Strike 2 czy Shadow of the Tomb Raider, laptop z łatwością generuje znacznie powyżej 100 klatek na sekundę, pozwalając w pełni wykorzystać potencjał 240-hercowej matrycy OLED. Schody zaczynają się w najnowszych produkcjach AAA z włączonym Ray Tracingiem. Tytuły takie jak DOOM: The Dark Ages czy S.T.A.L.K.E.R. 2 przy maksymalnych detalach stają się sporym wyzwaniem, a płynność spada poniżej komfortowego progu 60 FPS.

I tu do gry wkracza największy atut kart NVIDII, technologia DLSS z generatorem klatek. Jej aktywacja to jak włączenie dopalacza. Różnica jest kolosalna. W Cyberpunk 2077 zyskujemy niemal sześciokrotny wzrost wydajności, a w DOOM: The Dark Ages liczba klatek rośnie ponad trzykrotnie, przekraczając barierę 160 FPS. To właśnie dzięki DLSS, Predator Helios Neo 16S AI staje się maszyną, która pozwala cieszyć się absolutnie wszystkimi grami w najwyższych detalach i natywnej rozdzielczości, bez żadnych kompromisów w kwestii płynności.

W tym momencie wielu z was zada sobie pewnie pytanie: czy w podobnej cenie nie lepiej byłoby poszukać konfiguracji z jeszcze mocniejszą kartą, jak GeForce RTX 5080? Moim zdaniem nie, a powodów jest kilka. 

Przede wszystkim pamiętajmy, że laptopy to świat kompromisów. Mobilne układy graficzne, nawet te z najwyższej półki, poza nazwą mają niewiele wspólnego ze swoimi desktopowymi odpowiednikami, a różnice w wydajności między nimi są często niwelowane przez limity mocy (TGP) narzucone przez producenta. Co ważniejsze, jak pokazały nasze testy, po włączeniu DLSS układ RTX 5070 Ti już teraz oferuje wydajność w zupełności wystarczającą do komfortowej gry w najwyższych detalach, z nawiązką wykorzystując potencjał 240-hercowej matrycy. 

Wybierając model z RTX 5080, najczęściej musielibyśmy zrezygnować z największego atutu Heliosa, jego fenomenalnego ekranu OLED. A to właśnie on dostarcza prawdziwego efektu „WOW” i sprawia, że każda minuta spędzona na graniu jest wizualną ucztą, czego nie jest w stanie zrekompensować żadna, nawet największa, liczba klatek na sekundę na standardowym ekranie IPS.

Na koniec warto wspomnieć o pamięci masowej i operacyjnej, które dopełniają obrazu topowej konfiguracji. Testowany egzemplarz wyposażono w dwa szybkie nośniki Micron NVMe PCIe 4.0 o łącznej pojemności 2 TB. Równie imponująco prezentuje się pamięć operacyjna. Na pokładzie znalazły się 32 GB szybkiej pamięci RAM DDR5 o taktowaniu 6400 MHz, pracującej w wydajnym trybie dwukanałowym (Dual Channel). Taka kombinacja gwarantuje błyskawiczne uruchamianie systemu i gier, a także płynną pracę z wieloma aplikacjami jednocześnie, bez obaw o „złapanie zadyszki” nawet podczas najbardziej intensywnych zadań.

Czas pracy na baterii – zgodnie z oczekiwaniami

Spójrzmy prawdzie w oczy. Nikt nie kupuje gamingowego laptopa tej klasy, wyposażonego w 24-rdzeniowy procesor, potężną kartę graficzną i ekran OLED 240 Hz, z myślą o rekordowych czasach pracy z dala od gniazdka. Naturalnym środowiskiem Predatora jest biurko, gdzie podłączony do zasilania może w pełni rozwinąć skrzydła. Mimo to, sprawdziłem, jak Helios Neo 16S AI radzi sobie podczas lżejszych zadań, gdy dostęp do prądu jest ograniczony.

Laptop został wyposażony w baterię o pojemności 76 Wh. Aby sprawdzić jej realne możliwości, przeprowadziłem naszą standardową procedurę: zapętlone odtwarzanie materiału wideo z internetu, przy jasności ekranu i głośności ustawionych na 50%. W takim scenariuszu Predator Helios Neo 16S AI uzyskał wynik 3 godzin i 11 minut.

Czy to dużo? Biorąc pod uwagę klasę sprzętu, jest to rezultat w pełni zgodny z oczekiwaniami. Co więcej, warto podkreślić, że nasza procedura testowa, oparta na jasnym materiale wideo, nie faworyzuje ekranów OLED. W przeciwieństwie do paneli IPS zużywają one znacznie więcej energii przy wyświetlaniu bieli i jasnych scen, co bez wątpienia miało wpływ na ostateczny czas pracy. 

Uzyskany rezultat jest w pełni wystarczający, aby obejrzeć film w podróży, dokończyć prezentację w kawiarni czy po prostu swobodnie przemieszczać się z laptopem po domu. 

Laptop dla tych, którzy grają oczami

Predator Helios Neo 16S AI to jeden z tych laptopów, które trudno pomylić z czymkolwiek innym. Nie dlatego, że jest najbardziej krzykliwy, ale dlatego, że wszystko w nim zostało zaprojektowane z myślą o jednym.  Ma dostarczyć jak najlepsze wrażenia z grania, niezależnie od tego, czy mówimy o liczbie klatek, czy jakości obrazu.

To sprzęt, który nie udaje niczego, czym nie jest. Nie ma tu rekordowych czasów pracy na baterii ani ekstremalnych ustawień TGP, ale jest coś znacznie ważniejszego: równowaga. Wydajny procesor Intel Core Ultra 9, karta RTX 5070 Ti i ekran OLED 2,5K 240 Hz tworzą zestaw, który po prostu działa. Bez kompromisów, bez zgrzytów, z konsekwentnie wysoką kulturą pracy.

W grach, które wykorzystują DLSS i Multi-Frame Generation, laptop pokazuje pazur, a obraz, jaki oferuje matryca OLED, wynosi całe doświadczenie na poziom, którego nie da się porównać z klasycznymi panelami IPS. Jednocześnie Helios Neo 16S AI pozostaje konstrukcją dojrzałą, dobrze zaprojektowaną i dopracowaną mechanicznie. Solidny korpus, logiczny układ portów i rozsądne zarządzanie temperaturami sprawiają, że można na nim nie tylko grać, ale też komfortowo pracować.

Czy warto? Zdecydowanie tak, pod warunkiem że szukasz laptopa, który ma zachwycać obrazem, a nie samą specyfikacją. Bo Helios Neo 16S AI to dowód, że gaming klasy premium nie musi oznaczać agresywnego designu i bezdusznej mocy. Czasem wystarczy OLED, który po prostu nie pozwala oderwać wzroku.

Share.

Cześć! W redakcji 3D-Info będę odpowiadał za większość testów podzespołów komputerowych m.in: procesorów, płyt głównych, kart graficznych, ale także urządzeń sieciowych. Możecie spodziewać się również licznych tekstów okołosprzętowych, omówień bieżących wydarzeń i premier, rankingów czy porównań. Z góry przepraszam za mocno techniczny język. Jestem typowym geekiem komputerowym, który uwielbia zagłębiać się w szczegółach budowy podzespołów. Uwielbiam spędzać godziny na testach, a okno 3DMarka znam już chyba na pamięć. Lubię też wyszukiwać promocje na te najważniejsze i najdroższe komponenty komputerowe. I choć nie mam wieloletniego doświadczenia dziennikarskiego, mam nadzieję, że 3D-info to kolejny etap mojego rozwoju zawodowego.   Swoją przygodę z dziennikarstwem zaczynałem na 3D-Info niemal 10 lat temu. Jednak wtedy nie był to portal technologiczny, a bardziej blog teamu overclokingowego. Nasze wpisy skupiały się na raportowaniu naszych osiągnięć, czy podsumowania zawodów, w których braliśmy udział. Niestety, nie przetrwaliśmy próby czasu, a ekipa rozeszła się do „normalnej” pracy. Sam przez lata pracowałem w kilku sklepach ze sprzętem RTV i AGD. Mój powrót do dziennikarstwa nastąpił w 2019 roku, w sumie to z przypadku, na łamach portalu PCWorld.pl. Zaczynałem skromnie od pojedynczych testów pamięci RAM czy dysków. To opór Piotrka Opulskiego, naszego wydawcy spowodował, że zdecydowałem się w 2021 całkowicie zmienić swoją drogę kariery zawodowej i zostałem redaktorem na stałe.   Nie będzie raczej niespodzianką, jak powiem, że mimo upływu lat moje zamiłowanie do podkręcania nie ustąpiło. Obecnie pomału wracam do świata ekstremalnego overclockingu, by jeszcze bardziej poszerzyć swoją wiedzę technologiczną. Idealne popołudnie dla mnie to dewar pełen ciekłego azotu i odpalone na komputerze liczne benchmarki.

Exit mobile version