reklama

Kod zła to film, który zebrał mnóstwo pochwał. Czy słusznie? Moim zdaniem nie.

Pamiętam jak dziś pewne wiosenne popołudnie, kiedy moim oczom ukazała się informacja, że latem tego roku na ekranach kin pojawi się „najstraszniejszy” i „najlepszy” horror dekady. Co więcej, w obsadzie miał znaleźć się Nicolas Cage, który raczej z horrorem jako takim nie ma zbyt wiele wspólnego. Pierwszy teaser, przepełniony mrokiem, tajemnicą i wielkimi obietnicami świetnego seansu. Tak wyglądało moje pierwsze spotkanie z Kodem zła, który na świecie prezentowany jest jako Longlegs.

Przez kolejne miesiące pojawiały się nowe materiały, które jeszcze bardziej podsycały mój hype na tę produkcję. Z kolei to, co wydarzyło się bezpośrednio w okolicach premiery sprawiło, że to był najbardziej wyczekiwany przeze mnie, już nie tylko horror, ale film w ogóle. I tak w tygodniu poprzedzającym premierę udało mi się zmobilizować znajomych do tego, aby w weekend odwiedzić pobliskie kino i na własnej skórze przekonać się o tym arcydziele gatunku. Co ważne, nie tylko ja mocno czekałem na ten seans. Nareszcie przyszedł ten moment. Sobota, wieczór, sala kinowa zapełniona do połowy, kilka reklam i trailerów za mną. Ok, zaczyna się.

reklama

Sceny otwierające rzeczywiście mogły zwiastować to, że już wkrótce będę świadkiem świetnego widowiska, które zostanie w mojej pamięci na długo. Świetnie zrealizowane kadry, piękne kolory, niepokojący dźwięk oraz tajemnicza postać, której nie widzimy w całości, ale możemy się domyślać kim jest. Z bólem serca muszę przyznać, że to właściwie jedyny (poza kilkoma krótkimi momentami) dłuższy fragment filmu, który zadziałał na mnie właśnie w taki sposób, jakiego mogłem się wcześniej spodziewać…

Fubularny majstersztyk?

Główną bohaterką Kodu zła jest Lee Harper, agentka FBI, która mocno wyróżnia się spośród jej kolegów po fachu. Trzyma się z boku, rzadko z kimś rozmawia, jest zamknięta w sobie i zdaje się mieć zdolności, o których nie chce głośno mówić. Te ujawniają się właściwie już na samym początku filmu podczas jednej z jej pierwszych wizyt w terenie i… i na tym koniec. Bo właściwie na późniejszych etapach seansu ślad po nich ginie.

Harper została przydzielona do sprawy tajemniczych morderstw, w których giną całe rodziny. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to dramaty poszczególnych osób doprowadziły do tragedii, ponieważ w każdym z przypadków ojciec zabija żonę i dzieci, by na końcu popełnić samobójstwo. Wszystkie te zdarzenia łączy jednak jeden wątek. Zaszyfrowane listy, które podpisane są jako Longlegs.

Kod zła

Więcej szczegółów na temat fabuły oczywiście zdradzał nie będę, mogę jednak powiedzieć wprost, że ta, o ile w pierwszej połowie filmu mocno działała na moją wyobraźnię, tak w dalszej części seansu zupełnie straciła tempo, poziom i tajemniczość.

Przykładem mogą być sławne listy. Miałem przez długi czas nadzieję, że to właśnie na nich oparta będzie historia, na odkrywaniu tajemniczego „kodu zła”, na dociekaniach rodem z Seven czy produkcji o amerykańskich profilerach, którzy sięgają w głąb najmroczniejszych umysłów tego świata. Główna bohaterka rozwiązała zagadkę w jeden wieczór, do tego bez udziału kamer i jakby to niczego nie wniosło do całej opowieści.

Wiele osób wprost zachwyca się występem Maiki Monroe, która wciela się w postać głównej bohaterki. Moim zdaniem jest to jednak jedna z najgorzej przedstawionych agentek FBI, które spotykają się z niewyjaśnionym, mrocznym i tajemniczym. Po obejrzeniu zwiastunów miałem nadzieję zobaczyć rolę pokroju Jodie Foster z ostatniego Detektywa, a dostałem wiecznie wystraszoną dziewczynkę, która każdego musi zapytać o zdanie, jest mało samodzielna i niezdecydowana w swoich działaniach. Dawno bohater horroru/thrillera tak bardzo mnie nie irytował.

Kod zła

Twórcom udało się jednak stworzenie warstwy fabularnej, która opiera się przede wszystkim na niedopowiedzeniach i domysłach. Widz sam musi często użyć swojej wyobraźni i dorysować kolejne kropki w zagmatwanej układance. Wszystko psuje jednak końcówka, gdzie w ciągu 3 minut w prostych słowach wyłożone jest wszystko. Już wolałbym zostać z niewiedzą i samemu opowiedzieć sobie cały przebieg historii, która toczyła się poza ekranem niż na koniec dostać na tacy właściwie wszystko.

Nicolas Cage w Kod zła

To, na co bardzo czekałem w trakcie seansu to występ Nicolasa Cage’a, który miał być przecież taki zjawiskowy i niecodzienny. Co więcej, wiele osób pisało, że aktor zasługuje na nagrody, bo odegrał swoją postać wręcz genialnie. Może i tak, może rzeczywiście świetnie wcielił się w swoją postać i pokazał jej psychiczne spaczenie, mroczny umysł i nieludzkie zło, które kotłuje się w jego głowie. Szkoda tylko, że wszystko, moim zdaniem zepsuła charakteryzacja. Ktoś, kto był odpowiedzialny za wizerunek Longlegsa, a następnie ktoś, kto to zaakceptował, powinien się po prostu wstydzić. Kiedy po raz pierwszy pojawił się w pełnej krasie na ekranie, zamiast strachu czy przerażenia, na mojej twarzy pojawił się uśmiech politowania. Przecież to wygląda tak karykaturalnie… No i te porównania z Hannibalem Lecterem i Milczeniem Owiec. Takie porównanie to dla mnie grzech. Hannibal przerażał, i do tej pory kiedy widzę na ekranie Hopkinsa, to przypomina mi się ta rola. Kiedy widzę na ekranie Cage’a, to chce mi się śmiać.

Najlepszy horror dekady?

Wiem, że filmowy horror w ostatnich latach szoruje po dnie zamulonego bagna i filmów, które można uznać za dobre da się policzyć na palcach dwóch dłoni, jednak nazywanie Kodu zła najlepszym horrorem dekady jest moim zdaniem grubą przesadą. W moim osobistym rankingu nie ma dla niego miejsca w TOP 5 tego roku, a co dopiero w ciągu ostatnich 10 lat.

Nie mogę powiedzieć, że Longlegs jest filmem tragicznym i takim, którego nie da się oglądać. Ma on swoje plusy. Jest pięknie nakręcony. Twórcy postarali się o mnóstwo kadrów, które zapadną mi w pamięć. Ogólne, przepełnione pustką plany, czy zbliżenia na detale zostały zrealizowane w iście mistrzowski sposób. Całokształt jednak sprawia, że ja ze swoimi wielkimi oczekiwaniami co do tego obrazu zawiodłem się bardzo. Jeśli będziesz wybierał się do kina, mam dobrą radę. Nie oczekuj cudów, to może wtedy ten film ci się spodoba i wyniesiesz z niego więcej. Niestety ja kolejny raz zaufałem przekazom marketingowym i recenzjom, które rozpływają się w zachwytach i mam teraz za swoje zachowanie srogą karę.

OCENA: 4/10

Share.

Cześć, z tej strony Damian. W 3D-info zajmuję się tematyką gier i ogólnie pojętej popkultury. Współtworzę także kanał serwisu na platformie YouTube jako prezenter oraz osoba odpowiedzialna za realizację materiałów. Bliska jest mi także tematyka związana z telewizorami. W pracy najwięcej przyjemności sprawia mi dzielenie się z Wami swoją wiedzą i przemyśleniami, szczególnie na temat zjawisk popkulturowych. Jeśli chodzi o gry, jestem wieloletnim, wiernym fanem souls-like'ów, gier RPG oraz przygodowych gier akcji. W przypadku filmów i seriali prym wiodą horrory, jednak nie pogardzę także dobrym thrillerem, dokumentem czy kinem przygodowym. Od dziecka marzyłem o tym, aby móc pisać na tematy, które mnie interesują i mogę pochwalić się, że jestem jedną z tych osób, którym udało spełnić się swoje zawodowe marzenia. To wspaniałe uczucie móc łączyć pasję z pracą.   Jeśli chodzi o moje doświadczenie zawodowe, w przeszłości współpracowałem z polskimi serwisami jako autor poradników do gier. Przez dwa lata byłem także redaktorem w dziale rozrywki oraz prowadziłem kanał YouTube w serwisie PCWorld.pl. Teraz przyszedł czas na kolejny rozdział dziennikarskiej przygody w 3D-info.pl.   W wolnym czasie moja aktywność często skupia się wokół tematów, którymi zajmuję się zawodowo. Wieczorami lubię usiąść przed konsolą i zanurzyć się w wirtualne światy. Bardzo bliskie są mi także książki. Większość mojej domowej biblioteczki zajmują horrory. Szczególnie interesuje mnie polscy autorzy grozy. Poza domem lubię spacerować po lesie, kiedy na słuchawkach wybrzmiewają dźwięki black lub death metalu.

Exit mobile version