Jeszcze niedawno na zakup monitora OLED mogli pozwolić sobie tylko nieliczni. Było kilka powodów takiego stanu rzeczy, ale przede wszystkim chodziło o pieniądze. Aktualnie tego typu monitory są o wiele bardziej przystępne cenowo, a wciąż zapewniają bardzo dobrą jakość. Jednym z przykładów takiego ekranu jest Gigabyte MO27Q28G, który miałem okazję przetestować.
Co w środku?
Gigabyte MO27Q28G to 27-calowy monitor o rozdzielczości 2560 x 1440 pikseli i odświeżaniu na poziomie 280 Hz, wyposażony w matrycę Primary RGB Tandem OLED. Dzięki niej możemy liczyć na wyższą jasność niż w przypadku standardowych OLED-ów. Producent deklaruje jasność szczytową na poziomie 1500 nitów. Co więcej, tego typu ekran jest też bardziej odporny na wypalanie. Niestety ta kwestia była jedną z tych, przez które wiele osób bało się wydawania dużych pieniędzy na monitor.
| Typ ekranu | Primary RGB Tandem OLED, 2560 x 1440 |
| Rozmiar ekranu | 27 cali |
| Proporcje | 16:9 |
| Częstotliwość odświeżania | 280 Hz |
| Czas reakcji matrycy | 0,03 ms |
| Jasność szczytowa | 1500 nitów |
| Złącza | HDMI 2.1, DisplayPort, USB 3.2 Gen-1 upstream, USB-C, USB 3.2 gen 1 typu A, mini-jack 3,5 mm |
| Audio | 2 x 5W |
Na uwagę zasługuje także matowe wykończenie. Do tej pory spotykałem się z wieloma przypadkami, gdzie monitory OLED po prostu nie nadawały się do korzystania w ciągu dnia, w mocno nasłonecznionych pomieszczeniach. W tym przypadku ten problem nie występuje, ponieważ powłoka skutecznie niweluje odbicia i refleksy światła. Wpływa to po części na odwzorowanie kolorów, ale nie są to drastycznie zmiany, co pokażę za chwilę w swoich testach.
Jeśli chodzi o złącza, mamy dostęp do 2 portów HDMI w standardzie 2.1. Tutaj inaczej być po prostu nie mogło. Jest oczywiście też DisplayPort. Dzięki temu możesz bez problemu podłączyć do monitora komputer i konsole, bez konieczności żonglowania kablami. Poza tym znajdziesz tutaj także gniazdo USB 3.2 Gen-1 upstream, USB-C oraz 2 gniazda USB 3.2 gen 1 typu A.
Design
Nie zwykłem o tym mówić w testach, jednak w przypadku tego monitora warto poświęcić kilka słów na jego design. Po wyjęciu go z kartonu pierwsze, na co zwróciłem uwagę to podstawa. Ostatnio coraz częściej spotykałem się z sytuacją, gdzie te były ogromne, wprost nieproporcjonalne do rozmiarów monitora. W przypadku mojego prywatnego monitora stopka zajmuje prawie ⅓ biurka, przez co zacząłem się zastanawiać nad ramionami do montażu. W tym przypadku problem znika. Podstawa jest niewielka i bardzo cienka. Jednak ze względu na to, że została stworzona z ciężkiego kawałka metalu, zapewnia bardzo dużą stabilność, nie będąc przy tym przerośniętym potworkiem.
Poza tym monitor, jaki jest, każdy widzi. Nie ma tutaj elementów, które by go w jakiś szczególny sposób wyróżniały na tle innych tego typu urządzeń. Będąc jeszcze w tym miejscu, od razu wspomnę o możliwościach ustawienia. Ekran możemy regulować w kilku płaszczyznach – obrót na podstawie, pochył, wysokość oraz pivot. Daje to spore możliwości w przypadku dostosowania ustawienia do własnych potrzeb.
Testy
Podobnie jak w przypadku każdego monitora, przeprowadziłem serię testów ekranu. Na początek jasność. Pierwszy test był przeprowadzony w trybie standardowym, bez kalibracji, przy wykorzystaniu ustawień fabrycznych. Jasność, jaką zmierzyłem wyniosła 258,5 cd/m2. Jest to wynik w zupełności wystarczający do tego, aby komfortowo korzystać z monitora w dzień, w oświetlonym pomieszczeniu.
W tabeli poniżej możesz zobaczyć, jak jasność zmieniała się w zależności od wybranego trybu.
| Standard | 258,5 cd/m2 |
| FPS | 400,5 cd/m2 |
| MOBA | 305,5 cd/m2 |
| RPG | 440,7 cd/m2 |
| Racing | 438,8 cd/m2 |
| Movie | 396,5 cd/m2 |
| sRGB | 107 cd/m2 |
Kolejnym testem było odwzorowanie kolorów. W tym przypadku parametrem, który biorę pod uwagę jest detla E. Jeśli wynik jest równy lub niższy niż 4, uznaję to za rezultat bardzo dobry. W przypadku trybu standardowego uzyskałem wynik na poziomie 4,26, czyli nieco powyżej ustalonej normy. Jednak mam dobrą informację dla osób, którym bardzo zależy na niemal idealnym odwzorowaniu kolorów, a nie chcą przeprowadzać kalibracji, ponieważ w trybie sRGB delta E wynosi już 2,35, czyli niemal idealnie.
Jeśli chodzi o pokrycie palety barw, w przypadku Gigabyte MO27Q28G jest bardzo dobrze. Uzyskałem wynik 99,8% pokrycia przestrzeni sRGB przy całkowitej objętości wynoszącej 178,7%, 94,5% pokrycia przestrzeni Adobre RGB przy całkowitej przestrzeni wynoszącej 123,2% oraz 98,7% pokrycia przestrzeni DCI-P3 przy całkowitej przestrzeni wynoszącej 126,6%.
Kolejnym testem była równomierność podświetlenia. Tutaj wynik uznajemy za dobry, jeżeli w żadnym z testowanych pól odchylenia nie przekraczają 10%. W przypadku testowanego monitora nigdzie odchylenia nie przekroczyły 1%, co można uznać za wynik doskonały.
Mam też dobrą wiadomość dla graczy, którzy szukają monitora właściwie wolnego od smużenia. Wynik testu mówi sam za siebie.
Jak sprawdza się w grach?
Nie jest tajemnicą, że monitor Gigabyte MO27Q28G został stworzony przede wszystkim z myślą o graczach. Na plus tutaj superszybki czas reakcji matrycy. Producent deklaruje tutaj 0,03 ms, co aktualnie jest dolną granicą, a dokładając do tego 280 Hz odświeżania, zyskujemy doskonały obraz, który świetnie radzi sobie w ruchu i jest praktycznie pozbawiony smużenia.
Nie można też oczywiście zapominać o doskonałej czerni i praktycznie nieskończonym kontraście. To te dwa elementy mają ogromny wpływ na to, jak postrzegamy wyświetlany obraz. Ja się zakochałem, patrząc np. na Cyberpunka 2077, gdzie mocne, neonowe światła wyłaniają się z mroku ciemnego korytarza. Wygląda to przepięknie. Grałem na tym monitorze też m.in. w: Kingdom Come Deliverance 2 i Spider-Man Miles Morales. Mimo, że same kolory nie są może odwzorowane idealnie, za to ich głębia oraz nasycenie sprawiają, że granie jest po prostu przyjemne i satysfakcjonujące.
Podsumowanie
Gigabyte MO27Q28G to jeden z tych monitorów, które po prostu chce się mieć na swoim biurku. Powodów jest kilka. Przede wszystkim jest to doskonała jakość obrazu w ruchu i brak smużenia, co w grach jest niezwykle istotne. Do tego dochodzi wysoka jak na OLEDy jasność połączona z matowym wykończeniem ekranu, dzięki czemu jak mam ochotę pograć w ciągu dnia, to nie muszę zasłaniać wszystkich rolet, żeby cokolwiek widzieć.
Jak wspomniałem już wcześniej, może nie jest idealnie jeśli chodzi o odwzorowanie kolorów, jednak testy wykonywane były w trybach bez kalibracji, czyli w stanie, w jakim otrzymujemy monitor po zakupie. Po delikatnej kalibracji jesteśmy w stanie wycisnąć z niego o wiele więcej.
No i może dla części z was nie będzie to bardzo istotne, jednak dla mnie, posiadacza niewielkiego biurka, jest to ogromny plus. Mała, cienka, ale jednocześnie pozwalająca zachować stabilność stopka, to rzecz, której Gigabyte powinien uczyć innych producentów. Może nie mamy tutaj ultra gamingowego wyglądu, ale za to nie muszę wybierać, czy na biurku mogę postawić monitor czy głośnik (a tak niestety do tej pory było).
Jeśli chodzi o minusy, to tutaj niestety muszę przyczepić się do dźwięku. Monitor jest wyposażony w głośniki, jednak ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Jak w pierwszej chwili po uruchomieniu monitora usłyszałem płynący z niego dźwięk, myślałem, że komputer sparował mi się ze słuchawkami i z nich słyszę muzykę. Niestety jest płasko, bez basów i jakoś tak wszystko trzeszczy. No ale podejrzewam, że nikt nie kupuje monitora po to, żeby korzystać ze wbudowanych głośników, no, chyba że awaryjnie. Nie mniej, musiałem o tym wspomnieć.
A na koniec pozostawiłem największy plus, czyli cenę, ponieważ ten monitor w wersji 27 można aktualnie kupić za około 2500 zł, co zestawiając z jego jakością, jest ceną bardzo, ale to bardzo dobrą. Jeśli szukasz świetnego monitora OLED do gier, a nie chcesz wydawać dużych pieniędzy, to śmiało możesz dodać Gigabyte MO27Q28G do swojej potencjalnej listy zakupów.
