Corsair HX1500i to zasilacz z zupełnie innej ligi. Mówimy o jednostce o mocy aż 1500 W, stworzonej dla topowych stacji roboczych, konfiguracji multi-GPU i entuzjastów, którzy nie uznają kompromisów. Pytanie tylko, czy faktycznie potrzebujemy takiego potwora w zwykłym PC, czy to już sprzęt wyłącznie dla wybranych?
Kiedy recenzowałem ASUS Prime AP-850G, byłem ciekawy, jak poradzi sobie budżetowa konstrukcja zgodna z ATX 3.0. Teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej, bo w moje ręce trafił model, który z definicji ma dostarczać absolutny zapas mocy i jakości. Corsair HX1500i to nie jest kolejny „zasilacz do gamingu”, tylko sprzęt, który ma wytrzymać obciążenia generowane przez RTX 5090 i to nawet w warunkach extremalnych, a nawet zestawy z kilkoma kartami czy podkręconymi procesorami.
W teorii wygląda to jak marzenie każdego entuzjasty. Certyfikat 80 Plus Platinum, pełna zgodność ze standardem ATX 3.0, 100% japońskie kondensatory, w pełni modularne okablowanie i 10 lat gwarancji. Producent obiecuje też cichą pracę dzięki trybowi Zero RPM i dodatkowo daje możliwość monitorowania parametrów zasilacza przez oprogramowanie iCUE.
Ale jest jeszcze jeden powód, dla którego ta recenzja będzie wyjątkowa. To doskonała okazja, by sprawdzić mój własnoręcznie skonstruowany tester zasilaczy, który do tej pory katował jednostki do 850 W. Pytanie, czy przy tak mocnym PSU jak HX1500i urządzenie też da radę, czy raczej to zasilacz okaże się testem dla testera.
Unboxing i pierwsze wrażenia
Corsair HX1500i dociera do nas w dużym, solidnym kartonie. Producent zamiast pianki zdecydował się na kartonowe wypełnienie. Mniej efektowne wizualnie, ale skutecznie zabezpieczające całość na czas transportu. Już przy pierwszym kontakcie czuć, że to nie jest „kolejny zasilacz do peceta”, tylko ciężka, masywna jednostka, która waży swoje i od razu robi wrażenie.
W zestawie znajdziemy komplet modularnych przewodów, śrubki montażowe i kilka opasek zaciskowych. I tutaj pojawia się pierwsze zaskoczenie. Brakuje materiałowej torby na kable. Przy mocy 1500 W i tak ogromnej liczbie przewodów ich przechowywanie na dłuższą metę będzie uciążliwe. To drobiazg, ale w sprzęcie tej klasy aż prosi się o lepsze rozwiązanie – zwłaszcza że w poprzednich generacjach Corsair taki dodatek był standardem. Torbę na kable dostałem zarówno przy zakupie HX1000i pierwszej generacji ponad 15 lat temu, jak i przy RM1000x przed ośmioma laty. Tym bardziej dziwi, że w 2025 roku producent z niej zrezygnował.
Same kable prezentują się jednak bardzo dobrze. Są grube, elastyczne i w oplocie, a wśród nich znajdziemy nowoczesne złącze 12V-2×6 przygotowane pod najnowsze i przyszłe generacje kart graficznych. Je rozpiszę dokładniej trochę później.
Różnicę względem klasycznych zasilaczy widać też przy przewodzie zasilającym. Zamiast standardowej wtyczki C13 mamy tutaj masywniejsze złącze C19. To wymóg jednostek o takiej mocy. Standardowe gniazdko po prostu nie dałoby rady przy pełnym obciążeniu. Warto o tym pamiętać, bo HX1500i od samego początku pokazuje, że to już sprzęt klasy serwerowej.
Najbardziej imponujący pozostaje jednak panel modularny. Cały bok urządzenia został wypełniony gniazdami: sześć 6-pinowych dla przewodów SATA/PATA, dziewięć 8-pinowych dla PCIe i EPS oraz dedykowane gniazdo dla 24-pin ATX. Co jednak dziwi, to brak osobnego gniazda 12V-2×6. Oznacza to, że Corsair nie wykorzystuje dodatkowej komunikacji po liniach sense przewidzianej w nowym standardzie, tylko stosuje klasyczny adapter do obsługi kart zgodnych z PCIe 5.0. Nie jest to wada krytyczna, ale w tej klasie produktu spodziewałem się pełnej implementacji najnowszego standardu.
Sama obudowa została utrzymana w klasycznej czerni z proszkowym malowaniem, odpornym na zarysowania. Logo Corsair znajdziemy na obu bokach, dzięki czemu niezależnie od sposobu montażu będzie ono widoczne w obudowie. Tabliczka znamionowa z parametrami zasilacza znajduje się na górnej części obudowy, zakładając oczywiście, że wentylator montujemy od spodu. A skoro już o nim mowa, za chłodzenie odpowiada 140-milimetrowa jednostka ukryta pod prostą metalową kratką. Bez designerskich udziwnień, ale solidnie i praktycznie.
Pierwsze wrażenie po unboxingu jest jednoznaczne, HX1500i nie udaje sprzętu premium, on od razu nim jest. Masywny, świetnie wykonany, z panelem modularnym wypełnionym po brzegi i kompletem nowoczesnych kabli. To konstrukcja, która od pierwszej chwili mówi: „jestem gotowy na wszystko”.
Corsair HX1500i – co skrywa wnętrze
W przypadku HX1500i od razu widać, że mamy do czynienia z konstrukcją z najwyższej półki. Platformę przygotowało CWT, które od lat odpowiada za najlepsze jednostki Corsaira. Sama płytka PCB jest dwustronna, gęsto zabudowana i pełna wysokiej klasy komponentów.
Już w obwodzie wejściowym widać, że Corsair nie oszczędzał. Mamy tu komplet filtrów przeciwzakłóceniowych: sześć kondensatorów Y, trzy X oraz dwa spore dławiki CM. Do tego warystor i aż dwa termistory NTC współpracujące z przekaźnikiem, które odpowiadają za ograniczenie prądu rozruchowego. To rozwiązanie, którego nie spotyka się w budżetowych konstrukcjach, HX1500i ma być gotowy na naprawdę ciężki start.
Za prostowanie napięcia odpowiadają dwa mostki Vishay LVB2560, przykręcone do radiatora. Dalej wchodzimy w sekcję APFC, tutaj pracują dwa mocne MOSFET-y Infineona (IPW60R099P6) i dwie szybkie diody IDH08G65C6. Całość sterowana przez układ Texas Instruments UCC27324-Q1. Rolę magazynu energii pełnią aż trzy kondensatory elektrolityczne Nippon Chemi-Con: jeden 560 μF i dwa po 470 μF, wszystkie oczywiście 105°C. To w sumie ponad 1500 μF pojemności, czyli więcej niż w niejednym tańszym zasilaczu znajdziemy przy połowie mocy.
Główna przetwornica to układ Full-Bridge z konwerterem LLC, zbudowany na czterech tranzystorach Alpha & Omega. Tutaj nie ma kompromisów, topologia jest nowoczesna, wydajna i przede wszystkim zapewnia wysoką sprawność.
Po stronie wtórnej znajdziemy już tylko synchroniczną regulację. Osiem tranzystorów Vishay SiR626DP odpowiada za linię +12 V, każdy z nich może przewodzić do 100 A, a ich rezystancja Rds(on) jest minimalna (1,7 mΩ). Linie +5 V i +3,3 V są generowane przez klasyczne przetwornice DC-DC oparte na układach Ubiq QM3054M i kontrolerze uPI uP3861P.
Największe wrażenie robi jednak sekcja filtracji. Corsair postawił na pełen miks topowych producentów. Znajdziemy tu kondensatory Nichicon, Rubycon, Chemi-Con, a do tego aż kilkadziesiąt sztuk polimerowych FPCAP. W praktyce oznacza to, że HX1500i został zbudowany tak, by zapewniać czysty sygnał wyjściowy i niskie tętnienia nawet przy maksymalnym obciążeniu. To absolutny kontrast wobec budżetowych konstrukcji, gdzie często stosuje się jeden większy kondensator zamiast całej baterii mniejszych.
Za bezpieczeństwo odpowiada układ nadzorczy Weltrend WT7502R, który obsługuje OVP, UVP, SCP oraz funkcję Power Good. W praktyce oznacza to, że każda linia jest monitorowana i w razie awarii zostanie odcięta zanim zdąży narobić szkód. Wentylator kontroluje osobny mikrokontroler Microchip PIC32, ten sam, który zarządza też trybem pracy półpasywnej.
Za chłodzenie odpowiada 140-milimetrowy wentylator Corsair NR140P, oparty na łożysku FDB. W teorii ma on zapewnić cichą pracę nawet przy dużych obciążeniach i startować dopiero, gdy zasilacz przekroczy pewien próg mocy.
Warto też zwrócić uwagę na fakt, że Corsair postawił na sterowanie cyfrowe, wewnątrz znajdziemy układy Texas Instruments UCD3138A, które odpowiadają za kontrolę parametrów i minimalizowanie poboru prądu w spoczynku. To właśnie dzięki nim HX1500i współpracuje z oprogramowaniem iCUE i potrafi raportować temperatury, obciążenie czy sprawność w czasie rzeczywistym. Przydatna funkcja, chociaż ja podczas przeprowadzania testów zdecydował się pozostać przy swoim standardowym zestawie mierników.
Okablowanie Corsair HX1500i
Jak przystało na jednostkę tej klasy, Corsair HX1500i oferuje w pełni modularne okablowanie. To oznacza, że podłączamy tylko te przewody, które są nam faktycznie potrzebne, a reszta może zostać w pudełku… no właśnie, tutaj wraca problem braku torby, o którym pisałem wcześniej. Przy takiej ilości kabli aż prosi się o jakieś wygodne rozwiązanie do ich przechowywania.
Na początek standard 24-pin ATX o długości 61 cm. Gruby, solidny przewód wykonany w mieszanej grubości żył od 16 do 20 AWG, co zapewnia stabilne zasilanie płyty głównej.
Dalej mamy aż dwa przewody EPS 4+4 pin (po 65 cm każdy). Oba wykonane w standardzie 18 AWG, bez dodatkowych kondensatorów w środku. To wystarczająco, by spokojnie zasilić nawet topowe procesory w płytach HEDT czy konfiguracjach serwerowych.
Najwięcej miejsca w pudełku zajmują oczywiście przewody dla kart graficznych. Dostajemy pięć klasycznych 6+2 pin PCIe (po 65 cm), wszystkie wykonane w przewodach 16–18 AWG. To zestaw, który sam w sobie wystarczyłby do podpięcia kilku mocnych GPU. Na tym jednak się nie kończy – Corsair dorzuca też dwa przewody 12+2 pin PCIe (12V-2×6), każdy o długości 65 cm, z maksymalną obciążalnością 600 W. I tutaj wracamy do tego, o czym wspominałem wcześniej. Zasilacz nie ma dla nich dedykowanego gniazda. Pojedynczy przewód 12V-2×6 podłączamy do dwóch gniazd TYPE4 (tak oznacza je Corsair), co oznacza, że producent zdecydował się na klasyczne rozwiązanie z wykorzystaniem istniejących wyjść, zamiast pełnej implementacji nowego standardu z osobną komunikacją po liniach sense.
Dyski i peryferia obsłużymy za pomocą dwóch przewodów SATA, z czterema wtyczkami każdy (łącznie osiem), o długościach 50,5 + 11 + 11 + 11 cm. Do tego dochodzą dwa przewody 18 AWG Molex (PATA), po trzy złącza każdy, w długościach 55 + 10 + 10 cm.
Do kompletu otrzymujemy też przewód USB 2.0 (52,5 cm) do podłączenia zasilacza do płyty głównej. To właśnie dzięki niemu HX1500i możemy monitorować i konfigurować z poziomu oprogramowania Corsair iCUE.
Specyfikacja w pigułce
Podsumowując Corsair HX1500i to jednostka zbudowana bez kompromisów. Mamy tu topologię Full-Bridge z konwerterem LLC i synchroniczną regulacją, pełen zestaw japońskich kondensatorów od Chemi-Con, Nichicona i Rubycona, a także cyfrowe sterowanie z układami Texas Instruments, które umożliwia nie tylko wysoką sprawność, ale też monitoring w iCUE.
Producent zadbał również o cały pakiet zabezpieczeń, OVP, UVP, SCP, OCP, OTP i OPP, czyli wszystkie mechanizmy chroniące zarówno zasilacz, jak i podłączone do niego podzespoły. Nie będę się tutaj powtarzał z wyjaśnianiem każdego skrótu, po szczegółowe omówienie odsyłam do mojej wcześniejszej recenzji ASUS Prime AP-850G, gdzie zrobiłem z tego osobny „słowniczek”. W praktyce oznacza to jedno – HX1500i ma działać bezpiecznie i stabilnie w każdych warunkach, nawet gdy podłączymy do niego najbardziej prądożerną konfigurację, jaką jesteśmy w stanie złożyć.
Metodologia testowa i wyniki
Do testów Corsair HX1500i wykorzystałem nasz własnoręcznie skonstruowany PSU Killer, czyli elektroniczne obciążenie pozwalające sprawdzić stabilność linii zasilania przy różnych progach mocy. W odróżnieniu od klasycznych testów na platformie testowej, tutaj mogłem dokładnie ustawić obciążenie i monitorować zachowanie zasilacza krok po kroku. Skupiłem się na najważniejszym elemencie współczesnych konstrukcji, czyli linii +12 V, bo to właśnie ona odpowiada za zasilanie procesora i karty graficznej.
Warto przypomnieć, że HX1500i posiada certyfikat 80 Plus Platinum, co oznacza, że jego sprawność musi mieścić się w zakresie: minimum 90% przy 20% obciążenia, 92% przy 50% i 89% przy pełnym obciążeniu. To wyśrubowane wymagania, które spełniają tylko najlepsze konstrukcje.
Przebieg testów wyglądał następująco: stopniowo zwiększałem obciążenie od 10% mocy aż do granicy możliwości mojego testera. I tutaj pojawił się pewien problem, przy próbie przekroczenia około 1275 W zaczynały włączać się zabezpieczenia, zarówno termiczne, jak i nadprądowe wbudowane w tester. Wynika to z faktu, że mój moduł testowy nie jest w stanie bezpiecznie przewodzić prądów rzędu 40 A na pojedynczym kanale. W teorii powinien dawać radę nawet 50 A, ale wiadomo, obliczenia na sucho to jedno, a realne obciążenia to drugie. W konstrukcji bazującej na MOSFET-ach zawsze pojawia się rozbieżność między projektem a rzeczywistą pracą, bo jakość poszczególnych elementów nigdy nie jest idealnie powtarzalna. W praktyce oznacza to, że żeby w pełni przetestować tak mocny zasilacz, muszę rozbudować PSU Killera o dodatkowe moduły albo zaprojektować wydajniejsze chłodzenie. To temat do przemyśleń na przyszłość.
Niestety więc nie udało mi się obciążyć HX1500i do 100% jego mocy znamionowej, ale patrząc na wyniki uzyskane w niższych zakresach, trudno przypuszczać, by konstrukcja tej klasy nie poradziła sobie z maksymalnym obciążeniem.
Stabilność napięć
Już przy 10% obciążenia średnia wartość na linii +12 V wynosiła prawie 12,00 V, czyli niemal idealnie. Wraz ze wzrostem obciążenia pojawiał się delikatny spadek – przy 50% (ok. 750 W) średnie napięcie to 11,85 V, a przy 80% (ok. 1200 W) – 11,81 V. Nawet przy niecałych 90% mocy(maksymalnym nastawie testera), wyniki oscylowały w granicy 11,81, co mieści się daleko poniżej limitów specyfikacji ATX 3.0 (11,16–12,6 V). W tabeli poniżej znajdziecie nie tylko wartość uśrednioną, ale także minimalną oraz maksymalną odczytaną podczas wszystkich 10 min testów. Oczywiście te zostały powtórzone 3-ktotnie w celu wyeliminowania błędów.
| Obciążenie | Średni odczyt napięcia | Wartość napięcia minimalna | Wartość napięcia maksymalna |
|---|---|---|---|
| 10% | 11,99 | 12 | 12,01 |
| 20% | 11,95 | 11,93 | 11,99 |
| 30% | 11,92 | 11,91 | 11,97 |
| 40% | 11,88 | 11,81 | 11,94 |
| 50% | 11,85 | 11,79 | 11,93 |
| 60% | 11,86 | 11,81 | 11,91 |
| 70% | 11,82 | 11,81 | 11,9 |
| 80% | 11,81 | 11,73 | 11,92 |
| 85% | 11,81 | 11,71 | 11,94 |
Efektywność energetyczna
Tutaj HX1500i błyszczy. Przy 20% obciążenia sprawność wyniosła niemal 91%, przy 50% – blisko 93%, a nawet przy 80–90% utrzymywała się w granicach 90–91%. To wartości w pełni zgodne z normą Platinum, a chwilami nawet ją przewyższające.
Choć nie udało mi się zmusić HX1500i do pracy przy pełnym obciążeniu 1500 W, to w każdym realnym scenariuszu jednostka spisała się bezbłędnie. Stabilność napięć jest wzorowa, sprawność trzyma poziom Platinum, a zabezpieczenia działają dokładnie tak, jak powinny. Patrząc na wyniki, trudno mieć wątpliwości, że ten zasilacz poradzi sobie nawet z najbardziej prądożernymi konfiguracjami, a jedynym ograniczeniem w moim teście okazał się nie sam Corsair, a mój własny PSU Killer.
Podsumowanie
Corsair HX1500i to zasilacz, który trudno porównać z typowymi konstrukcjami spotykanymi w gamingowych pecetach. To sprzęt zbudowany bez kompromisów od świetnej jakości komponentów, przez nowoczesną topologię Full-Bridge z LLC, aż po pełne wsparcie cyfrowego monitoringu w iCUE. W testach jednostka zachowywała się wzorowo: stabilność napięć praktycznie idealna, sprawność zgodna z certyfikatem 80 Plus Platinum, a kultura pracy na poziomie, którego można oczekiwać od sprzętu tej klasy.
Czy potrzebujesz takiego potwora w zwykłym PC? Raczej nie. Dla większości graczy i użytkowników wystarczy model 850–1000 W. HX1500i to zasilacz dla wąskiej grupy odbiorców entuzjastów, którzy składają konfiguracje z wieloma kartami graficznymi, stacje robocze albo po prostu chcą mieć absolutny zapas mocy na lata. Ja sam widzę dla niego idealne zastosowanie przy sesjach overclockingu na ciekłym azocie, gdzie stabilność zasilania i ogromny zapas mocy są absolutnie kluczowe.
Nie obyło się bez drobnych zaskoczeń, brak torby na kable w sprzęcie tej klasy wygląda dziwnie, a brak dedykowanego gniazda 12V-2×6 sugeruje, że Corsair wciąż idzie trochę „na skróty” przy obsłudze nowego standardu PCIe. To jednak szczegóły, które nie wpływają na ogólną moją ocenę.
W praktyce Corsair HX1500i to jednostka, która zasługuje na najwyższe noty. Wydajność, jakość wykonania i zapas mocy robią ogromne wrażenie, a testy pokazały jasno, że ograniczeniem był tutaj nie zasilacz, a mój własny tester.
Corsair HX1500i to zasilacz bez kompromisów – 1500 W mocy, certyfikat Platinum i absolutna stabilność napięć. Idealny wybór dla entuzjastów, stacji roboczych i ekstremalnego overclockingu
Plusy
- Ogromna moc – zapas nawet dla multi-GPU i OC na LN2
- Wysoka sprawność (80 Plus Platinum) i świetna stabilność napięć
- W pełni modularne, solidne okablowanie (w tym przewody 12V-2×6)
- Wysokiej klasy komponenty – japońskie kondensatory, topowa platforma CWT
- 10 lat gwarancji i cyfrowy monitoring przez Corsair iCUE
- Bardzo cicha praca w trybie Zero RPM
Minusy
- Brak torby na kable – dziwi w tej klasie sprzętu
- Brak dedykowanego gniazda 12V-2×6
-
Kultura pracy
-
Jakość wykonania
-
Sprawność energetyczna
-
Okablowanie
