Pamiętacie pierwsze FreeClipy? Kiedy Huawei pokazał światu słuchawki, które wyglądają jak designerskie kolczyki, wielu pukało się w czoło. Ja byłem wśród tych, których ta konstrukcja zaintrygowała – w końcu w świecie nudnych „pchełek” dostaliśmy coś naprawdę świeżego. Teraz na mój warsztat trafia Huawei FreeClip 2. Sprawdziłem, czy producentowi udało się poprawić to, co kulało, i czy „dwójki” to faktycznie król otwartej konstrukcji.
Design, który (nadal) łamie schematy
Jeśli liczyliście na rewolucję w wyglądzie, to… jej nie ma. I bardzo dobrze. FreeClip 2 trzymają się sprawdzonej formy: mamy tu „kulkę” (Acoustic Ball), „fasolkę” (Comfort Bean) i łączący je elastyczny mostek C-bridge. Huawei jednak dopieścił szczegóły. Słuchawki są o 11% mniejsze i lżejsze od poprzedników (ważą teraz zaledwie 5,1 g każda).
To, co mnie totalnie kupuje, to fakt, że słuchawki są w pełni wymienne. Nie ma lewej ani prawej – po prostu wyjmujesz z etui, zakładasz na ucho, a system sam wykrywa, który kanał ma puścić do której słuchawki. Genialne w swojej prostocie. Samo etui też przeszło lifting – jest bardziej kwadratowe i o 17% mniejsze, dzięki czemu w kieszeni spodni niemal go nie czuć.
Komfort? Zapomnisz, że je masz
Jako osoba, która spędza długie godziny przed ekranem (i często z konsolą w ręku), niezwykle cenię sobie wygodę. Konstrukcja open-ear ma tę ogromną zaletę, że nic nie wkładamy do kanału słuchowego. Dla moich wrażliwych uszu to zbawienie. FreeClip 2 trzymają się ucha pewnie, ale bez zbędnego nacisku. Przetestowałem je podczas intensywnego treningu i „mosh testu” przy cięższych brzmieniach – ani drgnęły.
Co ważne, certyfikat IP57 pozwala na bezstresowe spacery w deszczu. Etui ma nieco niższą normę IP54, więc kąpieli w basenie mu nie polecam, ale przypadkowe zachlapanie nie powinno być problemem.
Dźwięk, który zaskakuje (szczególnie basem)
Przejdźmy do konkretów, bo to tutaj Huawei obiecało największy skok. Słuchawki otwarte z natury mają problem z niskimi tonami – fizyki nie oszukasz, prawda? Otóż inżynierowie z Shenzhen postanowili spróbować. FreeClip 2 wykorzystują nową technologię podwójnej membrany, co ma dawać dwukrotnie mocniejszy bas niż w pierwszej generacji.
I wiecie co? To słychać. Oczywiście, nie jest to poziom słuchawek dokanałowych z aktywną redukcją szumów, jak FreeBuds Pro, ale jak na konstrukcję otwartą – jest imponująco. Dźwięk jest czysty, bogaty w detale, a hip-hopowe bity w końcu mają odpowiednią wagę.
Dla mnie istotne są też mikrofony, dzięki którym mogłem prowadzić rozmowy i tutaj FreeClipy 2 też mnie nie zwiodły. Nie będę was zanudzał wszystkimi technicznymi “ficzerami”, które zastosował Huawei, ale powiem wam tyle, że rozmawia się przez nie bardzo dobrze w niemal każdych warunkach. Ja słyszę wszystko głośno i wyraźnie, a co ważniejsze moi rozmówcy słyszą głównie mój głos, a nie każdy dźwięk otoczenia.
Ciekawostką jest system adaptacyjnej głośności, który analizuje otoczenie i podbija dźwięk, gdy robi się głośno. Działa to nieźle, choć w bardzo hałaśliwym metrze cudów nie oczekujcie – to wciąż słuchawki otwarte, więc dźwięki miasta będą do was docierać (co zresztą jest ich głównym atutem w kwestii bezpieczeństwa).
Bateria i inteligentne funkcje
W kwestii ładowania czy czasu pracy na baterii obietnice producentów często rozmijają się z rzeczywistością, ale Huawei FreeClip 2 pozytywnie zaskakują. Huawei deklaruje do 9 godzin odtwarzania na jednym ładowaniu i około 36-38 godzin łącznie z etui. W moich testach te liczby znalazły potwierdzenie. Szczerze? To jednak wszystko jest mało istotne, bo największym game changerem jest dla mnie szybkie ładowanie, które zapewnia etui. Wkładacie dosłownie na kilka minut do etui i macie dodatkową godzinę albo dwie słuchania. Więc jak jesteście zapominalscy i w trakcie treningu przestaną wam grać, to wystarczy krótka przerwa, żeby złapać oddech i dalej możecie wyciskać.
Nowością są też gesty i to od razu pełen pakiet, a co ważniejsze bardzo sprawnie działający. W końcu mamy regulację głośności bezpośrednio ze słuchawek! Wystarczy przesunąć palcem po “fasolce” w górę bądź w dół. Są też oczywiście podwójne i potrójne stuknięcia, którymi możemy np. zatrzymać, przełączyć bądź wznowić odsłuch danego utworu. Działają precyzyjnie i są w pełni konfigurowalne w aplikacji AI Life.
Czy warto?
Huawei FreeClip 2 to sprzęt dla konkretnego odbiorcy. Jeśli szukasz całkowitego odcięcia od świata, wybierz model dokanałowy. Jeśli jednak, tak jak ja, cenisz sobie świadomość otoczenia, uprawiasz sport albo po prostu nie lubisz uczucia „zatykania” uszu, to FreeClip 2 są obecnie najlepszym wyborem na rynku.
To produkt dopracowany, lżejszy i grający zauważalnie lepiej od poprzednika. Huawei po raz kolejny udowodniło, że potrafi robić elektronikę, która jest nie tylko funkcjonalna, ale też po prostu ładna. I nie, nie słuchajcie tych, którzy chcą wam wmówić, że to sprzęt tylko dla kobiet, bo estetyczny i biżuteryjny. Zegarek to też biżuteria, a przecież żaden dżentelmen bez takiego na ręce nie pojawi się na spotkaniu. FreeClip 2 wyglądają świetnie, grają świetnie i po prostu są świetne.
No i na koniec cena – bo to ona często decyduje o zakupie. W przypadku Huawei FreeClip 2 standardowa cena wynosi 799 złotych – sporo, choć sprzęt jest zdecydowanie wart tych pieniędzy, ale jak przyzwyczaiło nas już Huawei w Polsce, na premierę możemy liczyć na solidną promocję i do 8 marca 2025 roku kupicie je o stówkę taniej, czyli za 699 złotych, a to już się naprawdę robi okazją.
Huawei FreeClip 2 to sprzęt dla konkretnego odbiorcy. Jeśli cenisz sobie świadomość otoczenia, uprawiasz sport albo po prostu nie lubisz uczucia „zatykania” uszu, to FreeClip 2 są obecnie najlepszym wyborem na rynku.
Plusy
- Genialny komfort noszenia (można o nich zapomnieć!)
- Wyczuwalnie lepszy bas niż w "jedynkach"
- Regulacja głośności gestem
- Automatyczne rozpoznawanie lewego/prawego ucha
- Świetny czas pracy na baterii i szybkie ładowanie
Minusy
- Cena może odstraszać
- W ekstremalnie hałaśliwym otoczeniu konstrukcja otwarta nadal przegrywa z dokanałówkami
-
Wygoda
-
Jakość dźwięku
-
Jakość rozmów
-
Wygląd
-
Czas pracy na baterii

