Do kampanii fabularnej w Call of Duty: Black Ops 6 zasiadałem z dużymi nadziejami. Bawiłem się dobrze, później źle, później znów dobrze. Taki rollercoaster. Jest nierówno, ale opowieść ma swoje momenty.
Na początek małe wyjaśnienie o tych podkarpackich drogach dla osób, które mogą czuć się urażone. Sam tu mieszkam, więc mi wolno. Ale wróćmy do tematu, jakim jest kampania fabularna dla jednego gracza w Call of Duty: Black Ops 6. Pamiętam doskonale żale i smutki wszystkich osób, które lata wstecz kupowały grę za grubo ponad 3 stówki tylko po to, żeby przez 4 czy 5 godzin pobawić się w marnej kampanii jednoosobowej. No niestety, to już nie te czasy, kiedy wychodziły pierwsze CoD-y, Medal of Honor czy Wolfenstein. Na szczęście fabuła Black Ops 6 jest takim małym światełkiem nadziei w tunelu zalanym złymi doświadczeniami.

Głównym tematem kampanii fabularnej w Black Ops 6 jest tajna organizacja o nazwie Panteon, która gra na nosie CIA. Ich celem jest to, co zazwyczaj chcą osiągnąć tego typu ugrupowania, czyli przejęcia władzy i kontroli nad światem. W tym miejscu do gry wkraczają Woods, Adler oraz ich pomocnicy, którzy zrobią wszystko, aby pokrzyżować plany tym złym. Muszę przyznać, że cała intryga oraz towarzysząca jej otoczka jest całkiem zgrabnie sklecona. Czuć tutaj klimat wojny, szpiegów, tajnych bojówek paramilitarnych oraz baz ukrytych w podziemiach miast czy ukrytych pod płaszczem śniegu lasach.
Są plusy
Zacznę może od tego, co rzeczywiście bardzo mi się podobało w kampanii Call of Duty: Black Ops 6. Sama historia, z kilkoma wyjątkami jest poprowadzona bardzo sprawnie i z misji na misję ciekawy byłem, co wydarzy się później. Jest tutaj kilka nieoczekiwanych zwrotów akcji, są momenty epickie, intrygi, ale też otwarta wojna, przed którą w tego typu opowieściach nie da się uciec.

Początkowo bardzo sceptycznie podchodziłem do zapowiedzi, że Black Ops 6 będzie kolejnym tytułem z serii Call of Duty, gdzie niektóre misje będą osadzone w otwartym świecie. Szybko mi przeszło, a to wszystko za sprawą zadania na irackiej pustyni, gdzie wraz ze swoim oddziałem musiałem znaleźć stanowiska rakiet SCUD i je zniszczyć. Miałem do dyspozycji ludzi, uzbrojenie, samochód oraz otwartą mapę z kilkoma znacznikami, na której musiałem znaleźć swoje cele, ale także kilka zadań pobocznych. Przyznam szczerze, że w tej misji bawiłem się chyba najlepiej.
Dość mocno przypadły mi do gustu też misje skradankowe. Jestem dużym fanem serii Hitman, więc nie są mi obce tego typu rozwiązania, jednak nie sądziłem, że będą mi się tak podobały w grze typu Call of Duty. Arsenał pozwalający na ciche egzekucje jest dość pokaźny i pozwala na eksperymentowanie. Jest tutaj też oczywiście ukrywanie zwłok, jednak tylko w ograniczony sposób. Możemy je wrzucić do wody lub schować w kącie. Niestety zabrakło otwieranych lodówek czy skrzyń, aby pozbyć się ciał z widoku.

Dużym plusem jest także jeden z wyznaczników jakości w serii Call of Duty, czyli gameplay. Strzela się tutaj bardzo przyjemnie. W zależności od rodzaju broni czuć jej moc podczas oddawania strzałów. Graficznie też jest bardzo przyjemnie i co najważniejsze, podczas liczącej około 7 – 8 godzin rozgrywki nie napotkałem na właściwie żadne problemy techniczne, zacięcia, niedoczytane tekstury i tym podobne.
No i na koniec długość kampanii. Odpalając fabułę w Call of Duty: Black Ops 6 spodziewałem się 4 – 5 godzin, a w zamian otrzymałem około 8. To duży plus, który jednocześnie działa w moim odczuciu trochę na niekorzyść.
Są minusy
Odnoszę wrażenie, że niektóre elementy kampanii dla pojedynczego gracza są nieco naciągane i umieszczone na siłę tylko po to, aby wydłużyć czas gry. Patrząc na całokształt, to wydaje mi się, że można by było wyciąć jakieś 2 godziny gry bez straty dla oceny całości.
Jeśli chodzi o minusy, to muszę odnieść się tutaj do tytułu niniejszego tekstu, czyli stwierdzenia, że nowe Call of Duty, a konkretnie kampania fabularna jest nierówna jak podkarpackie drogi. Były momenty, że bawiłem się doskonale, przez dwie godziny chłonąc wszystko, co dzieje się dookoła, by przez następne kilkadziesiąt minut walczyć ze sobą, aby nie wyłączyć gry, bo mnie po prostu nudziła. Sinusoida w poziomie rozgrywki sprawiała niestety, że czasami po prostu nie miałem ochoty grać i poszczególne etapy najchętniej bym pominął.

I na koniec żali moim zdaniem gwóźdź do trumny, który całkowicie zmienił moje postrzeganie całości, czyli duży etap z zombie w kampanii. Wiem, że jest to usprawiedliwione fabularnie i to nie były prawdziwe zombie tylko halucynacje głównego bohatera, jednak czułem się, jakbym nagle przeniósł się z dobrego CoD-a to słabego Wolfensteina. Może gdyby nie to, że każdy etap zadania kończy się walką z zombie bossem byłoby inaczej. Przyznam szczerze, że do tej misji miałem 2 albo 3 podejścia i przechodziłem ją na speedrunie, chcąc jak najszybciej skończyć ten etap. Uwielbiam zombie, lubię gry z takim klimatem, ale w momencie, kiedy są to gry właśnie nastawione na taką rozgrywkę. Niestety Call of Duty do takich nie należy. Przynajmniej dla mnie. Ok, jest tryb zombie, ale jest tworem całkowicie osobnym. W kampanii nie ma miejsca dla takich eksperymentów. Oczywiście dla mnie.
Czyli jest średnio
Jak w ogólnym rozrachunku mogę ocenić kampanię w Call of Duty: Black Ops 6? Jest średniawka. Moim zdaniem należy jej się ocena 6 tylko i wyłącznie dlatego, że jest o wiele lepsza niż w kilku poprzednich odsłonach gry. Na szczęście gra jest dostępna w Xbox Game Pass i wydanie kilkudziesięciu złotych, żeby ograć tę kampanię, plus pewnie kilka innych gier z usługi, to spoko cena. Podstawową wersję Black Ops 6 można kupić za 349 zł i to zdecydowanie za dużo jak na te kilka godzin zabawy. Mówię tu oczywiście o osobach, których interesuje tylko single player. Jeśli chodzi o multi to już zupełnie inna historia.

